Bramka była już pusta, bo stoper Mainz nie dogadał się z bramkarzem, ale Yannick Agnero nie dogonił piłki. Pablo Rodriguez trafił prosto w wystawioną rękę Daniel Batza. Leo Bengtsson oddał strzał głową, ale piłka przeleciała obok bramki. Groźnie uderzał też Mikael Ishak, ale był z tego tylko rzut rożny. Lech Poznań miał z Mainz kilka piłek meczowych, jednak żadnej z nich nie wykorzystał i zremisował 1:1.
Zobacz wideo Brzęczka zwolnili piłkarze? "Atmosfera nie do zniesienia"
Zabrakło tylko ostatecznego ciosu
Trudno orzec, czy to "tylko" remis, czy "aż" remis. Emocje i ocena tego wyniku zmieniały się bowiem z każdym kwadransem Jeszcze po godzinie, gdy było 1:1, kibice Lecha musieli ten remis doceniać, bo wcześniej to rywale mieli lepsze sytuacje – w 28. minucie wyszli na prowadzenie, a już cztery minuty później strzelili gola na 2:0, którego jednak z racji niewielkiego spalonego anulował VAR. Ta decyzja sędziów tchnęła w Lecha nowe życie i popchnęła go do ataku, czego efektem był wywalczony przez Luisa Palmę rzut karny, który – bardzo spokojnie, podcinką w środek bramki – wykorzystał Ishak. Trochę było w tym wszystkim szczęścia, bo sytuacji z podyktowaniem karnego bardzo długo przyglądał się VAR, interpretując zagranie ręką Palmy, do którego doszło jeszcze przed popełnieniem faulu. I na pewno znaleźliby się sędziowie, którzy w tej sytuacji podpowiedzieliby głównemu, że warto odgwizdać zagranie ręką i anulować jedenastkę.
Lech mierzył się z zespołem, który ma dwie twarze - w Bundeslidze po trzynastu kolejkach zajmuje ostatnie miejsce z zaledwie sześcioma punktami, ale za to w Lidze Konferencji w czterech meczach odniósł trzy zwycięstwa i był wśród ośmiu najlepszych zespołów, które awansują bezpośrednio do 1/8 finału. Co więcej, w Mainz w ostatnich dniach doszło do zmiany trenera, a Urs Ficher – w odróżnieniu od swojego poprzednika – wystawił w debiucie podstawowy skład. Przeciwko Lechowi grali więc m.in., Dominik Kohr mający 316 rozegranych meczów w Bundeslidze, Danny Da Costa (212 spotkań), Jae-sung Lee (134), czyli zawodnicy mający duże doświadczenie, którzy nie znaleźli się w tej lidze przez przypadek.
Trudno więc było obrażać się na remis z rywalem z Bundesligi, grającym w mocnym składzie i mającym w Lidze Konferencji niezłe wyniki. Aż do 67. minuty. Wtedy z czerwoną kartką z boiska wyleciał Nikolas Veratschnig, a grający w przewadze Lech całkowicie przejął inicjatywę, zepchnął rywali do obrony i stwarzał coraz lepsze okazje. Wydawało się, że gol wisi w powietrzu, ale Bengtsson, Rodriguez i Ishak nie potrafili trafić do bramki. Albo brakowało im precyzji, albo doskonale interweniował bramkarz, Daniel Batz. Niemal za każdym razem, komentujący to spotkanie Maciej Żurawski, były napastnik reprezentacji Polski, oglądając powtórkę, stwierdzał, że "taką sytuację trzeba wykorzystać". Trudno było się nie zgodzić. Lech kończył ten mecz, mając przewagę w niemal każdym aspekcie. Strzały? 20 do 13. Strzały celne? 8 do 5. Gole oczekiwane (xG - parametr mierzący jakość stworzonych sytuacji strzeleckich): 2,89 do 1,23. Posiadanie piłki? 58 do 42.
Grające w dziesiątkę Mainz próbowało wysoko trzymać gardę. Ale Lech potrafił ją rozbijać i doprowadzać do tego, że rywal chwilami chwiał się na nogach. Brakowało tylko ciosu, który skończyłby sprawę. Stąd niedosyt. Tym większy, że Lechowi te dodatkowe dwa punkty bardzo by się przydały, gdyż wciąż balansuje na granicy awansu do baraży o fazę pucharową.
Lech Poznań ma kolejnego utalentowanego zawodnika. Kibice już apelują do Jana Urbana
Mimo że Lechowi nie udało się wygrać, bez problemu wskażemy indywidualnego zwycięzcę tego meczu – to 18-letni Wojciech Mońka, środkowy obrońca, który miał najwięcej wygranych pojedynków w powietrzu (pięć z sześciu), najwięcej wybić (cztery) i był trzeci pod względem odzyskanych piłek (cztery). Imponujące było to, jak się ustawiał i przewidywał kolejne zagrania rywali, mimo że najczęściej rywalizował z Nelson Weiper, który latem błyszczał na Euro do lat 21, strzelając gole w ćwierćfinale, półfinale i przegranym po rzutach karnych finale. A Mońka? Żadnego stresu, pełen spokój i koncentracja. Patrząc wyłącznie na jego grę, trudno byłoby zgadnąć, że mowa o nastolatku, który ma dopiero dwadzieścia występów w pierwszej drużynie. Pod względem czytania gry już dziś jest najlepszym obrońcą Lecha.
Wcześniej miewał pojedyncze występy w Ekstraklasie i w eliminacjach europejskich pucharów – choćby w przegrany 6:3 dwumeczu z Genkiem, ale na dobre do wyjściowego składu wskoczył w drugiej połowie listopada, gdy kontuzji doznali Antonio Milić i Alex Douglas. Mońka rozegrał 90 minut przeciwko Radomiakowi Radom, Lausanne, Wiśle Płock, Piastowi Gliwice, Cracovii i Mainz. I w żadnym z tych sześciu kolejnych meczów nie spisał się źle. Wręcz przeciwnie - spotkania w Lidze Konferencji może sobie oprawić w ramkę.
Dotychczas Mońka grał w reprezentacji Polski U-19, ale jeśli w marcu będzie w równie wysokiej formie, na pewno zwróci na niego uwagę prowadzący młodzieżówkę Jerzy Brzęczek. A dla zachwyconych kibiców Lecha to i tak może być mało, bo oni o powołanie Mońki apelują już do selekcjonera pierwszej reprezentacji, Jana Urbana. To na dziś przesada, ale jednocześnie najlepszy wyraz uznania, na jakie Mońka zapracował przy Bułgarskiej. To rzadkość, by tak młody obrońca wszedł do rozchybotanej od początku sezonu defensywy i zdołał ją ustabilizować. Wydaje się, że na boisku nie potrzebuje wsparcia, ale wręcz jest wsparciem dla innych. Lech, mając Mońkę, gra pewniej, a u jego boku lepiej zaczął prezentować się też Mateusz Skrzypczak.
I choć chwalimy 18-latka przede wszystkim za pewną grę w obronie, to on sam twierdzi, że najwięcej atutów może pokazać, gdy ma piłkę przy nodze. - Jestem obrońcą, ale widzę siebie nie tylko jako takiego zabijakę, który wyłącznie czyści i przerywa akcje. Bardziej jako defensora, który dobrze czuje się przy piłce, lubi ją wyprowadzać i brać udział w grze. Myślę, że w mojej charakterystyce jest nie tylko defensywa, ale też właśnie wyobraźnia w grze i opanowanie piłki. Jeśli miałbym zaryzykować i powiedzieć co mnie wyróżnia, to chyba właśnie te cechy, które pomagają tworzyć akcje i konstruować je od linii obrony – mówił kilka miesięcy temu portalowi "Łączy nas piłka".
Na razie jednak Mońka nie podejmuje większego ryzyka przy rozgrywaniu piłki i najczęściej wybiera bezpieczne podania do blisko ustawionych kolegów. Ale żaden to zarzut. Na wszystko przyjdzie czas. Dobrze wiedzieć, że ten talent skrywa coś jeszcze.

1 miesiąc temu
25







English (US) ·
Polish (PL) ·