„Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” – pytali uczeni w Piśmie. Bo „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają; nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” – odpowiedział Jezus.
Dylemat, który pojawia się i dziś. Ale chyba często niewłaściwie się do sprawy podchodzi. Bo, owszem, Jezus jadał z celnikami i grzesznikami. Ale z takim Herodem na przykład w dniu swojej męki nie rozmawiał, prawda? Czym grzesznik Herod różnił się od grzesznika Lewiego i jego znajomych?
Tu chyba w grę wchodzi otwarte serce. Otwarte na Ewangelię. Jezus od takich nie stronił. Z tymi, których serca były zamknięte – a nie byli to tylko uczeni w Piśmie czy faryzeusze – nie rozmawiał już tak życzliwie. Potrafił wytknąć błąd, użyć oskarżycielskich słów.... Może nie chodziło o to, by każdego przekonać; Jezus bywał z tymi, którzy, choć z różnymi intencjami, ale chcieli słuchać. Na pewno jednak nie uspokajał sumień tych, którzy stanowczo Go odrzucali.
I o to chodzi i dziś: nie bojąc się rozmawiać z tymi, którzy Chrystusa odrzucają, nie być tym, który utwierdza ich w przekonaniu, że Chrystus do niczego nie jest im potrzebny. Bo to groźna dla ich życia wiecznego nieprawda.

1 tydzień temu
11







English (US) ·
Polish (PL) ·