Ładowarka Anker (140 W, 4-portowa, PD 3.1) z kablem USB-C - specyfikacja techniczna
Na papierze Anker 140 W przedstawia się niezwykle interesująco. Dwa pierwsze porty USB-C oferują do 140 W (indywidualnie), tyle też wynosi maksymalna moc całej ładowarki przy podłączeniu w rozmaitych konfiguracjach.
Dalsza część tekstu pod wideo

Choć producent z jednej strony chwali się, że to chłodny GaN, w materiałach prezentowana jest kontrola temperatury sprzętu i tryb chłodzenia, gdy zajdzie taka potrzeba. Zanim przejdę do wrażeń z użytkowania, garść danych ze specyfikacji:
Numer modelu: B2697
Całkowita moc: 140 W
Wejście: 100-240 V~, 50 / 60 Hz, maks. 2,6 A
Wyjście:
- Jeden port w użyciu - USB-C1: 9 V⎓3 A / 15 V⎓3 A / 20 V⎓5 A / 28 V⎓5 A (maks. 140 W); USB-C2: 9 V⎓3 A / 15 V⎓3 A / 20 V⎓5 A / 28 V⎓5 A (maks. 140 W); USB-C3: 5 V⎓3 A / 9 V⎓3 A / 15 V⎓2,65 A / 20 V⎓2 A (maks. 40 W); USB-A1: 5 V⎓3 A / 9 V⎓2 A / 12 V⎓1,5 A / 10 V⎓2,25 A / 11 V⎓3 A (maks. 33 W)
- Dwa porty w użyciu - USB-C1 + USB-C2: 70 W + 70 W; USB-C1 / C2 + C3: 100 W + 40 W; USB-C1 / C2 + A1: 100 W + 33 W; USB-C3 + USB-A1: 24 W
- Trzy porty w użyciu - USB-C1 + USB-C2 + USB-C3: 65 W + 45 W + 30 W; USB-C1 + USB-C2 + USB-A1: 65 W + 45 W + 30 W; USB-C1 / C2 + (USB-C3 + USB-A1): 100 W + 24 W; USB-C1 + USB-C2 (USB-C3 + USB-A1): 65 W + 45 W + 24 W; Port USB-C1 / USB-C2 (PPS): 4,5 V–20 V, 5 A (maks. 100 W)
Wymiary: 69 × 69 × 36 mm, 275 g.

Design i wykonanie
Szary wariant ładowarki, który do mnie dotarł, to takie trochę apple'owskie Space Gray (jest jeszcze do wyboru jaśniejszy, srebrny). Użyte tworzywa są topowej jakości, choć jak zwykle nie producent nie mógł się powstrzymać i dostajemy dwa błyszczące placki plastiku, tak niepotrzebne w elektronice podróżnej. Jeden stanowi obudowę dla złączy przewodów (bezsens), drugi to plecki ładowarki, tutaj jednak ukryty został animowany ekran i trudniej było o mat.

Błyszczące elementy w ładowarce to zbędny bajer, tutaj jednak za taflą tworzywa ukryty jest ekran
Jestem wielkim fanem błękitu jako kolor akcentów u Ankera, tutaj jednak nie ma ich wiele, ot opisy złączy USB, ale także ich wnętrze. Wspomniany wyżej wyświetlacz nadrabia jednak błękitami, jest duży, zadowalającej rozdzielczości i czytelny w każdych warunkach. A do tego wiecznie upaćkany, bo warstwy oleofobowej zdaje się, że tu nie ma.

Nie tylko ważne informacje - ekran wyświetla też ankerową, animowaną buźkę
Jednym z największych atutów nowego Ankera jest składana wtyczka gniazdka elektrycznego. Licuje się ona ładnie z resztą obudowy, a mechanizm utrzymuje ją w tej pozycji i nie lata luźno.

Wtyczka złożona
Nie mogę natomiast aż tak optymistycznie odnieść się do stabilności, gdy owa wtyczka jest rozłożona. W gniazdkach poziomych problemu nie zauważymy, ale już ładowarka podłączona do prądu przy ścianie, złączami USB do dołu to nieustanne uginanie się czy wręcz składanie wtyczki. Chyba jedyny sensowny sposób na podłączenie ładowarki do gniazda w ścianie to do góry nogami, z gniazdami USB ku górze.

I wtyczka rozłożona, ale niestety bez jakiejś blokady, która przy masie podłączonych przewodów i samej ładowarki byłaby wskazana
Obawy o ten chybotliwy zawias są tym bardziej uzasadnione, że jest to miejsce z pełnym napięciem z gniazdka elektrycznego i uszkodzenia mogą być opłakane w skutkach. Szkoda, że producent nie zdecydował się na jakiś mechanizm blokady.

Porządny, 1,5-metrowy przewód dołożony jest do zestawu - lubimy to
Warto dodać, że w zestawie z ładowarką znajduje się porządny przewód USB-C do USB-C z oplotem. Ma on długość 150 cm i certyfikację do 240 W - swoje musiał kosztować.
A jak to ładuje?
Przede wszystkim nie odczuwamy tutaj ciągłego rozłączania i podłączania urządzeń jak w starszych wieloportowych konstrukcjach GaN. Szczególnie przy zmaltretowanych przewodach czy podłączaniu ładowarek indukcyjnych było to wyjątkowo traumatyczne doświadczenie.

Wbrew pozorom wcale nie jest tak trudno wykorzystać 4 złącza w tym samym czasie - korzystamy z coraz większej liczby elektronicznych głodomorów
Wszystko co chwila resetowało tam wszystkie złącza i słyszeliśmy dźwięk podłączania ładowarki na każdym z urządzeń, bo np. źle przekręciliśmy się na sofie. W Ankerze tego nie ma - podpinam kolejne urządzenia, a to pierwsze ciągle jest ładowane, ze stopniowym balansowaniem mocy dostępnej dla każdego portu. I jest to luksus, za który gotów jestem dopłacić.

Wbudowany ekran doskonale uzupełnia możliwości ładowarki - to nie tylko efektowny bajer
Moc na każdym z portów możemy łatwo sprawdzić na wyświetlaczu (oprócz widoku łącznej mocy), co ułatwia upewnienie się, że np. nie podłączyliśmy laptopa do USB-C o mniejszej mocy itd. Dla świadomego, zaawansowanego użytkownika jest to bardzo przydatny dodatek, a co ważne, ekran ładowarki nie świeci cały czas, a jedynie po naciśnięciu przycisku i może pracować odwrócony w dowolną stronę, w tym poziomo - obracamy go przytrzymując przycisk.

Ekran w poziomie, albo i do góry nogami? A proszę bardzo
Podane wartości mocy są zgodne z faktycznymi, a producent nie próbuje na siłę przekonywać nas, że jest tutaj nieustanie 140 W w użyciu - moc dostosowywana jest dynamicznie, zgodnie z bieżącym apetytem urządzeń. Niemniej wartości powyżej 135 W jak najbardziej pojawiają się przy kompatybilnym sprzęcie. Nie miałem sytuacji, gdy ładowarka nadmiernie nagrzewała się czy też musiała przejść w tryb chłodzenia, ale o tym, czy tak się czasem nie dzieje, przekonać się można raczej w miesiącach letnich.

Okolice maksymalnej mocy uzyskamy nie tylko podłączając jedno urządzenie, ale też w kombinacjach
Maksymalne moce ładowania (zgodne ze specyfikacją każdego z urządzeń) uzyskałem na takich smartfonach jak Samsung Galaxy S25 Edge i Galaxy Z Fold7, Apple iPhone Air, Apple iPhone 16 Pro, Apple iPhone 17 Pro Max oraz Google Pixel 9 Pro XL i 10 Pro XL czy na powerbankach Baseusa wspierających Power Delivery. Nie miałem problemu też z dostarczaniem malutkich mocy dla słuchawek Bluetooth, smartwatchy i smartringów. Słowem, czysta beztroska.
Podsumowanie
Czteroportowy Anker 140 W z jednej strony zachwyca idealnym miksem parametrów, przydatnym ekranem, jakością wykonania i potężną mocą (faktycznie osiąganą), z drugiej zaś zostawia u mnie niepokój jego składana wtyczka, którą nie zawsze będziemy w stanie spożytkować tak, by nie było tam ciągłej pracy złącza i jego zużywania.

Składana wtyczka zasilania to z jednej strony atut, z drugiej zaś poważna wątpliwość
O ile w domu nie jest to problem, by Ankera umieścić gdzieś na stałe, o tyle już w podróży do dyspozycji mamy tylko to, co zastaliśmy na miejscu. Nie zawsze będzie to gniazdo poziome, nie zawsze może być też miejsce na umieszczenie ładowarki do góry nogami, a więc w pozycji, gdzie problem składania wtyczki nie występuje. Na problemy natrafiłem w PKP IC pod fotelami II klasy czy w 2 hotelach, które przyszło mi odwiedzić podczas testów, nie jest to więc jakieś teoretyzowanie. Opcja blokady wtyczki byłaby doskonałym dodatkiem.

Proces ładowania jest nieustannie monitorowany - ładowarka zlicza czas i sprawdza temperaturę
Być może przesadzam, a inżynierowie Ankera ogarnęli ten problem i pomimo ugięć trwałość jest zapewniona, ale odwieczną zasadą w elektronice jest to, że jest tak trwała, jak jej mechaniczne elementy i nie byłoby uczciwym przemilczenie niepokojącego faktu.

W tym miejscu rodzi to pewien dylemat. Bo to doskonała ładowarka stacjonarna, taka 10/10, szczególnie za sposób podłączania kolejnych urządzeń i przejrzysty monitoring portów oraz temperatur. Ale już w charakterze ładowarki przenośnej, składana wtyczka to zarówno błogosławieństwo, jak i straszna upierdliwość. Zostanę zatem na asekuracyjnym 8/10. Aha - w regularnej cenie wynoszącej 359 zł nie kupujcie, ale za promocyjne 249 zł już bym brał (w chwili publikacji np. w Neonecie).







English (US) ·
Polish (PL) ·