Tego po Świątek nikt się nie spodziewał. Aż brakuje słów

3 tygodni temu 22

- To jest surrealistyczne - powiedziała Iga Świątek 12 lipca pod wieczór. Chwilę wcześniej złotą paterę za wygranie Wimbledonu wręczyła jej księżna Kate. A specjaliści od czytania z ruchu warg analizowali, co żona brytyjskiego następcy tronu księcia Williama powiedziała polskiej królowej tenisa. Pewne było jedno - po popisie, jaki Świątek dała w finale najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju w tym sporcie, wszystkim brakowało słów.

Iga Świątek site: youtube.com/@Wimbledon

Był rok 1988. W Seulu trwały letnie igrzyska olimpijskie. Jedną z największych gwiazd rywalizujących w Korei Południowej była Steffi Graf. Na tej samej imprezie startował Tomasz Świątek. Polski wioślarz płynął w czwórce podwójnej z kolegami. I podobno po tym, jak nie dopłynął do medalu (wygrali finał B, zostali sklasyfikowani na siódmym miejscu), postanowił, że jego dzieci będą uprawiały sport indywidualny.

Graf zdobyła w Seulu złoty medal. Rok 1988 skończyła ze Złotym Wielkim Szlemem, czyli wygrała wszystkie imprezy wielkoszlemowe w tamtym sezonie i na dodatek jeszcze wzięła olimpijskie złoto. Światem tenisa rządziła tak bardzo, że finał Roland Garros 1988 wygrała 6:0, 6:0. Od tamtego czasu aż do finału Wimbledonu 2025 nikt nie powtórzył takiego wyniku. Nikt. Nigdzie. Aż przyszła Iga Świątek i to zrobiła. Dziś przypominamy to wydarzenie jako jedno z nominowanych w plebiscycie "Momenty Roku" - swój najlepszy możecie wybierać w sondzie pod tym artykułem.

W wimbledońskim finale Świątek mierzyła się z Amandą Anisimovą, świetną Amerykanką, która w półfinale pokonała Arynę Sabalenkę, czyli liderkę światowego rankingu. Świątek zaczynała turniej rozstawiona z numerem osiem, Anisimova miała numer 13. Polka była faworytką finału, choćby z tej racji, że wcześniej w swojej karierze wygrała już pięć turniejów wielkoszlemowych (Roland Garros 2020, 2022, 2023 i 2024 oraz US Open 2022). Ale debiutująca w takim finale Amerykanka jawiła się jako rywalka bardzo groźna.

Absolutnie nikt na świecie nie spodziewał się, że mecz o tytuł potrwa zaledwie 57 minut i będzie tak jednostronny. Przecież nasza tenisistka przyjechała na Wimbledon 2025 po bardzo długim jak na siebie czasie bez wygranego turnieju. To trwało 13 miesięcy. A przede wszystkim w wielkoszlemowych finałach prawie nikt nigdy nie wygrywa w sposób tak bezdyskusyjny. Podwójne bajgle czy rowerki, jak w tenisie mówi się na wynik 6:0, 6:0, zdarzają się bardzo rzadko, a w wielkoszlemowych finałach dotąd zanotowano je tylko dwa razy w historii!

To pierwszy taki rowerek od narodzin Roberta Lewandowskiego

Jak wiele czasu minęło między pierwszym "rowerkiem" w finale wielkoszlemowym w erze Open a drugim? Dość powiedzieć, że Niemka Graf nie święciła w tamtym 1988 roku triumfów dla całych Niemiec, ale dla RFN, czyli Republiki Federalnej Niemiec, bo jej kraj był podzielony murem na część zachodnią i wschodnią.

W tamtym całkiem innym świecie z roku 1988 w Polsce zrodziła się idea "Okrągłego stołu", Zbigniew Boniek żegnał się z reprezentacją Polski (1:1 w Belfaście z Irlandią Północną), a urodzili się m.in. Robert Lewandowski, Bartosz Kurek i Michał Kubiak. Natomiast Iga Świątek miała przyjść na świat dopiero za 13 lat.

Wimbledon nie widział czegoś takiego od 114 lat. Wtedy Skłodowska odbierała Nobla

Płacz, wręcz szloch, Anisimovej po perfekcyjnym występie Świątek w wimbledoński finale, spotkanie Igi z księżną Kate, taniec Igi z Jannikiem Sinnerem na kolacji mistrzów - to są momenty, które przeszły do historii nie tylko polskiego sportu. Za ileś lat, przeglądając najważniejsze wydarzenia roku 2025 na świecie, ludzie przeczytają, że Polka Iga Świątek wygrała wimbledoński finał 6:0, 6:0 i w ten sposób została drugą tenisistką z rowerkiem w wielkoszlemowym finale od czasów Graf oraz pierwszą od 114 lat tenisistką, która wygrała 6:0, 6:0 finał Wimbledonu.

Gdy w 1911 roku jako pierwsza dokonywała tego Dorothea Lambert Chambers (wygrała 6:0, 6:0 z Dorą Boothby), u nas zakładano Polski Związek Piłki Nożnej, nasza Maria Skłodowska-Curie odbierała nagrodę Nobla z chemii, urodził się nasz późniejszy Noblista, Czesław Miłosz.

Rzeczy jak ta, której dokonała Świątek na Wimbledonie, dają nieśmiertelność. Po miesiącach niedosytu Polka pokazała się w najważniejszym turnieju jako Żelazna Dama, jak ją nazwałem wspólnie z wielbicielem jej talentu, aktorem Wiktorem Zborowskim, nawiązując oczywiście do przydomku legendarnej brytyjskiej premierki Margaret Thatcher.

Świątek swoimi wielkimi zwycięstwami wyszła poza sportową bańkę. A ta jej wygrana była najbardziej spektakularna ze wszystkich. Ten jej szósty wielkoszlemowy tytuł był najbardziej niespodziewanym od pierwszego, gdy w 2020 roku wygrała Roland Garros jako nierozstawiona "gówniara z paletkom". Dzisiaj to już jest bezsprzecznie Dama. Największa, jaką nasz sport ma od czasów pewnie Ireny Szewińskiej, z całym szacunkiem do Justyny Kowalczyk, która uprawiała jednak dyscyplinę znacznie mniej popularną niż tenis i lekkoatletyka.

Głosować w plebiscycie Sport.pl "Momenty Roku 2025" możecie od 22 do 30 grudnia. W ostatni dzień roku, 31 grudnia, przedstawimy wyniki.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło