Tego Barcelona już nie zamiecie pod dywan. Wyrok może być tylko jeden

2 tygodni temu 13

Jakby działacze i kibice Barcelony nie zaklinali rzeczywistości, to prawda jest taka, że klub z Katalonii sam doprowadził do tego, że sukcesy najwspanialszej drużyny w jego historii już na zawsze będą kwestionowane. I można mieć tylko nadzieję, że nauczka z tzw. sprawy Negreiry nie pójdzie na marne - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Joan Laporta wychodzi z prokuratury po złożeniu zeznań w tzw. sprawie Negreiry Fot. REUTERS/Nacho Doce

Na ostatniej konferencji prasowej Manchesteru City jedno z pytań podniosło ciśnienie Josepowi Guardioli. Trener angielskiej drużyny - a niegdyś świetny piłkarz i trener Barcelony - został zapytany o to, co myśli o tzw. sprawie Negreiry. To nazwisko nosił były wiceszef tzw. Komitetu Technicznego Sędziów w Hiszpanii. Przez 17 lat (2001-18) FC Barcelona opłacała różnego rodzaju raporty i analizy, które Jose Enriquez Negreira miał dla niej przygotowywać. W sumie na konto firm byłego sędziego wpłynęło 8,4 mln euro.

Sprawa Negreiry wybuchła z nową siłą

Dla rywali Barcelony sprawa jest jasna: były arbiter, a potem jeden z szefów związku sędziów, dostawał pieniądze, żeby katalońska drużyna miała łatwiej na boisku. Dlatego afera znalazła się w kręgu zainteresowania wymiaru sprawiedliwości. Od ponad dwóch lat toczy się postępowanie, które ma wyjaśnić, czy doszło do przestępstwa, czy nie. 

Ostatnio sprawa wybuchła z nową mocą, bo prezydent Realu Madryt Florentino Perez ujawnił, że jego klub zwrócił się do sądu o udostępnienie dokumentów finansowych Barcelony z lat 2010-18. Nie wykluczył również, że w związku ze sprawą Negreiry Real będzie domagał się wielomilionowego odszkodowania od Barcelony. 

Właśnie dlatego Guardiola, były piłkarz Barcelony, a potem jej trener w latach 2008-12, został zapytany o Negreirę. – Poczekam z wyrażeniem swojej opinii do czasu, gdy zapadnie werdykt – powiedział wyraźnie poruszony trener Manchesteru City podczas konferencji prasowej. – Do tego czasu Laporta i wszyscy inni prezydenci klubu są niewinni wobec wszystkich zarzutów, które się wobec nich pojawiają. Barcelona jest niewinna i Laporta jest niewinny.  

Potem trener zwrócił się bezpośrednio do dziennikarza: - Jesteś bardzo młody i nie widziałeś, jak graliśmy. To był prawdziwy "skandal". Wygrywaliśmy wszystko, bo byliśmy znacznie lepsi od rywali. Mogę pokazać ci parę filmików, jak graliśmy. 

W Hiszpanii wybuchła wojna plemienna

I taka jest generalnie linia obrony Barcelony: "mieliśmy wspaniałą drużynę i nie potrzebowaliśmy żadnej pomocy od sędziów, żeby wygrywać". Media sprzyjające Realowi i media społecznościowe jego kibiców są jednak pełne kontrargumentów. Przypominają, że był czas, że przez dwa lata Barcelona nie została ukarana rzutem karnym, i pokazują filmiki, które mają udowodnić, że powodów do dyktowania "jedenastek" nie brakowało. Z kolei dziennikarze i kibice związani z Barceloną pokazują, jak ich drużyna była krzywdzona przez sędziów w erze Negreiry. Dziennik "Mundo Deportivo" znalazł aż 100 takich meczów.  

Cała ta plemienna wojna zaciemnia w tej sprawie rzecz najważniejszą. Guardiola nie ma racji. Barcelona jest winna i sama się do tego przyznała. Już za samo to, że utrzymywała związki biznesowe z firmą jednego z przełożonych sędziów, którzy prowadzili jej mecze, powinna zostać ukarana. Do tego typu umów w ogóle nie powinno dochodzić. Z samego tylko moralnego punktu widzenia klub powinien mieć bezwzględny zakaz utrzymywania jakichkolwiek biznesowych powiązań z sędziami, działaczami, piłkarzami innych klubów, trenerami innych klubów i ich najbliższymi rodzinami. Kibic na stadionie i przed ekranem powinien mieć niezachwianą pewność, że na wynik meczu nie wpłyną żadne pozaboiskowe i pozasportowe czynniki.  

Tu powinna działać taka sama zasada jak w przypadku zakładów bukmacherskich. Ludzie każdej profesji związanej z piłką nożną mają bezwzględny zakaz obstawiania wydarzeń piłkarskich, i to nie tylko w kraju, lecz także za granicą. 

Tej sprawy nie da się zamieść pod dywan

Hiszpańska federacja nie powinna czekać z wydaniem werdyktu. Sprawa ciągnie się przecież od lutego 2023 roku. W warunkach hiszpańskiej wojny plemiennej między Realem i Barceloną nie da się jej zamieść pod dywan. Trudno też liczyć, że za związek kwestię rozwiąże prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie korupcji sportowej. Ono może zająć jeszcze kilka dobrych lat w związku z długością trwania procederu i liczbą świadków, których trzeba przesłuchać.  

Tu nie chodzi o to, żeby karać Barcelonę w jakiś spektakularny sposób. Chodzi przede wszystkim o elementarny komunikat, czego klubom piłkarskim - nawet tym najpotężniejszym - robić nie wolno. A że to rzuciłoby cień na wspaniałą drużynę Guardioli? No cóż, o to pretensje kibice powinni mieć do szefów Barcelony, a nie do tych, którzy żądają przestrzegania zasad. 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło