Takiego oszustwa świat nie widział. Rosjanie i Chińczycy zhańbią się przez robaka

2 tygodni temu 14

Informacje, które dochodzą z laboratorium biochemicznego w Mińsku i jego odpowiednika w Changchun w Chinach, mogą okazać się koszmarem dla Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). "M101", lub w innej wersji "Lance A", ma być Graalem dla sportowych oszustów. Produktem, który być może już powoduje złowieszczy uśmiech "odważnych". 

Zobacz wideo Szef Światowej Agencji Antydopingowej: Przypadek Igi Świątek był szczególny. Nauka dla sportowców: zbierajcie paragony

Wygląda jak glizda. Ma 40 razy większa wydajność

"M101" to nazwa substancji pozyskiwanej z robaka ("arenicola marina") żyjącego na wybrzeżach Morza Północnego czy Bałtyckiego. Arenicola marina, czyli po prostu piaskówka, na pierwszy rzut oka przypomina glizdę. Na polskim wybrzeżu Bałtyku nie występuje, więc Chińczycy, Rosjanie czy Białorusini, ale również naukowcy z Europy pozyskiwali ją głównie z Bretanii.  

Ten kilkunastocentymetrowy (czasem kilkudziesięciocentymetrowy) bezkręgowiec jest magiczny. Cząsteczka jego hemoglobiny przenosi 156 cząsteczek tlenu - ludzka zaledwie cztery. Ta 40 razy większa wydajność robi wrażenie i działa na wyobraźnię.

Piaskówką prawdopodobnie jako pierwszy na poważnie zajął się francuski naukowiec dr Franck Zal. Kilka dobrych lat temu założył firmę Hemarina, która posiada własną farmę robaków na wyspie Noirmoutier we Francji. 

Zal ma ich tam 30 ton. Piaskówką zauroczył się, gdy odkrył, że wykorzystywany przez rybaków robal, choć żyje w wodzie dzięki skrzelom, to na bezdechu może leżeć na piasku nawet przez sześć godzin. Tajemnica wyczynu była właśnie w jego krwi. To wtedy Zal zainwestował w firmę, zajął się piaskówkami i przyczynił do rozwoju nauki i medycyny.  

To on stworzył pozakomórkową hemoglobinę przede wszystkim do celów medycznych i terapeutycznych. Z jego pracy korzysta się w regeneracji po operacjach i przeszczepach, jeden z jego preparatów (HEMO2life) trzy lata temu został zatwierdzony do użytku medycznego w Europie. 

Hemarina na swych stronach i opracowaniach o cudownym preparacie pisze, że ten jest kompatybilny ze wszystkimi grupami krwi, nie zwiększa hematokrytu ani nie powoduje nadciśnienia. Można go przechowywać w temperaturze pokojowej i liofilizować, co ułatwia transport - to te elementy wymieniano niegdyś jako problematyczne w kontekście możliwego, nielegalnego wspomagania hemoglobiną z robali. 

Wspomóc krew chciał kolarz i ludzie od wyścigów koni

Zal już na początku działalności z piaskówkami zdał sobie sprawę, że jego badania i produkty mogą szczególnie zainteresować pewne grupy sportowców. Nie mylił się. Jak opisywało kilka lat temu "L'Equipe", do Zala już w połowie 2020 r. zgłosił się znany kolarz, który szykował się do przełożonego Tour de France.

Chciał wypróbować preparat w treningu. Naukowiec o sprawie poinformował francuską policję, która poprosiła o podjęcie negocjacji. Policja od tego momentu nie przekazała nowych szczegółów dotyczących tej historii. "Prośbę o pomoc" do Zala wystosowały też osoby m.in. ze środowiska zajmującego się wyścigami koni.  

Zal już kiedyś pomagał podczas śledztwa w sprawie Operacji Aderlass. Proceder dotyczył procesu polepszania krwi tak, żeby lepiej dotleniała mięśnie. Zwieńczeniem pracy służb był proces międzynarodowej grupy dostarczającej niedozwolone substancje sportowcom, w szczególności biegaczom narciarskim i kolarzom. Jednym z wątków tej sprawy oprócz transfuzji były próby wykorzystywania hemoglobiny w formie proszku. Sporo pisaliśmy o tym w tym miejscu.  

Kombinowaniem z preparatem zajęli się Chińczycy i Rosjanie?

Ponieważ Zal jawi się jako człowiek, który pomaga służbom w walce z dopingiem, nie jest dobrym adresatem propozycji o współpracę, które mogą pojawić się ze strony sportowców do przesuwania ograniczeń ich organizmów. Życie nie lubi jednak próżni. Jak informuje "Corriere della Sera", morskimi robakami mieli zająć się już specjaliści z Chin, Białorusi i Rosji, którzy w swoich laboratoriach, jak można się domyślić, idą w stronę, w którą Zal iść nie chciał. Oni swój eliksir nazwali "Lance A", od siedmiokrotnego zwycięzcy Tour de France, któremu odebrano tytuł za doping, stosowanie EPO i transfuzje krwi. Produkt sprawdzają na chomikach i świnkach morskich. Wyniki są zdumiewające. Zdolność transportu tlenu we krwi zwierząt wzrasta dziesięciokrotnie, a ich siła i wytrzymałość rosną znacznie bardziej niż po podaniu EPO. Gryzonie ze zwykłych "spacerowiczów" stawały się nagle maratończykami i triathlonistami o niezwykłych zdolnościach. Skutków ubocznych testów nie zaobserwowano - wprost przeciwnie, układ odpornościowy chomików działał lepiej.  

To, co najbardziej niepokoi Światową Agencję Antydopingową (WADA), to fakt, że "M101" jest słabo wykrywalne tradycyjnymi metodami. Substancja krąży w osoczu i nie wpływa na parametry krwi, takie jak hematokryt czy poziom ferrytyny. W paszporcie biologicznym sportowców zmian może nie być. W dodatku śladowe ilości tej "cudownej" hemoglobiny znikają z organizmu w ciągu zaledwie kilku godzin. Oznacza to, że aby przyłapać oszusta, kontrolerzy musieliby pobrać krew niedługo po podaniu substancji.  

WADA poruszyła problem, ale produkt jest już na czarnym rynku

Powagi tematowi nadaje sama WADA, która poruszała problem na ostatniej światowej konferencji antydopingowej w Busan w Korei Południowej. Mówiono o tym, ponieważ produkt oficjalnie dopuszczony jedynie do konserwacji organów wewnętrznych, znalazł się na czarnym rynku. Eksperymentują z nim specjaliści z Rosji, Białorusi i Chin. Według informacji "Corriere della Sera" chodzi zarówno o piaskowca, jak i inne morskie robaki występujące w egzotycznych morzach. Skoro "M101" lub jego pochodne są na czarnym sportowym rynku, to znaczy, że ktoś chce je kupować, już kupuje lub już stosuje. 

Wyścig z czasem przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi, które odbędą się 6 lutego-22 lutego w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, może nabrać tempa. Laboratoria antydopingowe  być może będą musiały przystosować się do przeprowadzania bardziej skomplikowanych i kosztownych procedur badania hemoglobiny i osocza - teraz i na przyszłość, by w razie porażki obecnego systemu, być zdolnym rozliczyć oszustów kiedyś, po otworzeniu zamrożonych na 10 lat próbek. 

Jeśli walka z "Lance A" ma trwać i wyglądać podobnie żmudnie jak w przypadku ścigania i próby złapania na oszustwie Lance'a Armstronga, to ekspertom trzeba życzyć powodzenia i sporo cierpliwości.  

Przeczytaj źródło