Data utworzenia: 15 stycznia 2026, 11:00.
Dzisiejsze studniówki coraz częściej przypominają wystawne bale, na które rodzice wydają setki, a czasem tysiące złotych. W czasach młodości prof. Joanny Senyszyn wyglądało to zupełnie inaczej — imprezy odbywały się w szkolnych murach, stroje były skromne, a jedzenie przynosili rodzice z domu. W rozmowie z "Faktem" polityczka wspomina, jak świętowano sto dni do matury kilkadziesiąt lat temu. — Z pewnym zdziwieniem czytam, że dziś studniówka pod względem kosztów jest porównywana do wesela i że rzeczywiście trzeba wydać na nią kilkaset złotych — słyszymy.
Studniówkowy szał w pełni. Niektórzy rodzice, by zagwarantować swoim pociechom niezapomnianą zabawę przed maturą, muszą głęboko sięgać do kieszeni. Koszty wynajmu lokalu, oprawy muzycznej i cateringu rosną bowiem z roku na rok, a do tego dochodzą ceny eleganckich kreacji, butów i dodatków. W efekcie łączny koszt przygotowań do studniówki może wynieść od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych na jednego ucznia.
Zobacz też: Pani Marta wyda na studniówkę syna prawie 4 tys. zł. "Płaciłam na raty"
Joanna Senyszyn wspomina swoja studniówkę. "Nie była jakimś oszałamiającym przeżyciem"
W rozmowie z "Faktem" swoją studniówkę wspomina prof. Joanna Senyszyn — Wtedy studniówki były zupełnie inne. Odbywały się wyłącznie w szkole. Byliśmy ubrani bardzo codziennie — wprawdzie już nie w fartuszkach, w których chodziło się na co dzień do szkoły, ani z tarczami, ale jednak wymagane były granatowe lub czarne spódniczki i białe bluzki — mówi nam kandydatka na prezydenta w ubiegłorocznych wyborach.
Jak podkreśla prof. Senyszyn, inne były nie tylko stroje, ale i wiek uczniów. — Byliśmy też młodsi, trzeba to przyznać, dlatego że w jedenastej klasie była matura. W związku z tym część z nas, zdając maturę, nie była jeszcze pełnoletnia, bo kończyła 18 lat dopiero po czerwcu — opowiada polityczka.
Dziś, jak zauważa rozmówczyni "Faktu", maturzyści są starsi, a sama studniówka ma zupełnie inny charakter. — Teraz, po ośmioletniej szkole podstawowej i czterech latach liceum, to już właściwie dwanaście lat nauki — każdy ma 19 lat, kiedy zdaje maturę. Wtedy studniówka nie była jakimś oszałamiającym przeżyciem. To była raczej taka szkolna potańcówka — słyszymy.
Zobacz też: To serio ona? Na nowym zdjęciu Senyszyn nie do poznania. Internauci oniemieli
"Dopiero bal maturalny to było prawdziwe wydarzenie"
Dla prof. Joanny Senyszyn prawdziwym wydarzeniem był nie bal sto dni przed maturą, ale dopiero bal maturalny. — Dopiero bal maturalny pamiętam jako prawdziwe wydarzenie, bo po raz pierwszy nie byłam już uczennicą — byłam po maturze. Szłam do szkoły, bo bal odbywał się w szkolnej auli. Czy w tamtych czasach bale odbywały się w restauracjach czy lokalach? Tego nie wiem, ale nasz na pewno był w szkole — wspomina polityczka.
Była posłanka doskonale pamięta swoją kreację. — Pamiętam, jak szłam na ten bal — mieszkałam bardzo blisko III Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni i to się do dziś nie zmieniło. Było lato, ciepło, miałam na sobie różową, elegancka sukienkę. Z przodu była pod samą szyję, ale z tyłu miała duży dekor. Była z różowej koronki, a pod biustem miała czarną aksamitkę. Do tego czarne lakierki na szpilce i czarna mała torebka — opisuje prof. Senyszyn.
Czytaj również: Oferują się na studniówki. Zaskakujące kwoty. "Dwa kieliszki, zero nudy"
Rodzice wydają krocie na studniówkę. Senyszyn nie kryje zdziwienia
Dzisiejsze wydatki związane ze studniówką są dla byłej kandydatki na prezydenta sporym zaskoczeniem. — Z pewnym zdziwieniem czytam, że dziś studniówka pod względem kosztów jest porównywana do wesela i że rzeczywiście trzeba wydać na nią kilkaset złotych. Zupełnie nie pamiętam, czy za moich czasów w ogóle istniała jakaś składka — mówi prof. Joanna Senyszyn.
Jak tłumaczy, organizacja wyglądała wtedy zupełnie inaczej. — Jeśli już, to jedzenie było po prostu przygotowywane przez rodziców i przynoszone do szkoły. To były lata 60. ubiegłego wieku, więc w ogóle nie było w zwyczaju zamawianie cateringu czy organizowanie przyjęć w restauracjach — dodaje nasza rozmówczyni. Jak wspomina pani profesor menu było skromne i domowe: — Pamiętam bigos, sałatkę, może jakąś wędlinę.
Czytaj także: Studniówka w Warszawie stała się hitem sieci. Młodzież pokazała, jak się bawi
"Byłam bardzo dobrą uczennicą"
Prof. Joanna Senyszyn podkreśla, że sama matura nie była dla niej źródłem dużego stresu. — Byłam bardzo dobrą uczennicą, więc sama matura nie była dla mnie dużym problemem. Byłam przekonana, że ją zdam. Bardziej stresowały mnie egzaminy wstępne na studia, bo wtedy one jeszcze istniały — przyznaje.
— Na jedno miejsce było często czterech, pięciu, a nawet sześciu kandydatów, zwłaszcza na oblegane kierunki. Egzaminów było dużo. Zdawałam matematykę, geografię, język rosyjski i język francuski — cztery przedmioty — dodaje.
Sama matura, jak wspomina pani profesor, obejmowała mniej egzaminów. — Na maturze natomiast miałam język polski, matematykę i dodatkowo fizykę. Fizyką interesowałam się szczególnie, czytałam dużo literatury dodatkowej, więc byłam dobrze przygotowana. Dlatego do matury podchodziłam raczej lekko — podsumowuje polityczka.
Czytaj więcej: Joanna Senyszyn o ujawniła kulisy swego majątku. Na czym się wzbogaciła?
/4
Damian Burzykowski / newspix.pl
Joanna Senyszyn opowiedziałą "Faktowi" o tym, jak niegdyś wyglądały studniówki.
/4
Krzysztof Riege / Archiwum prywatne
Polityczka podzieliła się z "Faktem" swoimi zdjęciami z młodości. Tak wyglądała w czasach maturalnych.
/4
Krzysztof Riege / Archiwum prywatne
Czarno-białe zdjecia wykonał Krzysztof Riege, późniejszy reżyser i scenarzysta. Prywatnie — kolega Joanny Senyszyn.
/4
- / Archiwum prywatne
Na zdjęciu Joanna Senyszyn w ogrodzie ze swoim ukochanym pekińczykiem.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Newsletter
Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski
Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!
Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

8 godziny temu
5






English (US) ·
Polish (PL) ·