„Ta dziewczyna się w żadne ramy nie mieści”

1 miesiąc temu 19

„Stefcia” zaczyna się, kiedy tytułowa bohaterka podejmuje pracę jako służąca w pałacu lokalnej rodziny szlacheckiej. Młoda, pełna entuzjazmu dziewczyna trafia do świata tak różnego od jej domu i rodzinnej wioski. Wymagająca praca pokojówki jest dla niej możliwością poznania innego życia, ale też skonfrontowania swoich wyobrażeń o nim z rzeczywistością.

Autorce udało się stworzyć przeuroczą opowieść, trochę przypominająca klimatem Downton Abbey, tylko zdecydowanie mniej tu intryg i dramatów, jakie są obecne w tamtym serialu. W jej powieści znajdziemy opisy pracy służących oraz radości i smutki ludzi pracujących, które przeplatają się z obrazami przepychu pałacu oraz, wydawać by się mogło, beztroskiego życia państwa. Pani Adamek wplotła też w swoją powieść wiejskie rozrywki, jak jarmarki i odpusty, ubarwiając w ten sposób losy bohaterów.

Podobała mi się główna bohaterka, która, podobnie jak w instagramowym serialu, jest ufna, prostolinijna, skromna, pełna entuzjazmu i ciekawości świata, chwilami nieco naiwna. Czasem można się uśmiechnąć, czytając przemyślenia albo słowa Stefci, a czasem zadziwia ona życiową mądrością. W tej opowieści możemy ją lepiej poznać, zobaczyć, jak zmienia się jej życie po rozpoczęciu służby w pałacu, podążać za jej zachwytami, zrozumieć dylematy. Nie jest to idealna bohaterka, ale niewiele jej do ideału brakuje. Jej urok i prostota mogą podbić wiele czytelniczych serc.

Również pozostałe postacie poznajemy nieco bliżej niż w miniserialu. Ucieszyło mnie to, że autorka skupiła więcej uwagi na Leonie, który w filmikach był najbardziej tajemniczym bohaterem. Oczywiście nie jest tu najważniejszy, jest wręcz trzecioplanową postacią, więc aura tajemnicy nie jest zupełnie rozwiana. Podobnie jest w przypadku Antoniego, Józka i Heńki, którzy mają w tej opowieści więcej do powiedzenia. Można poznać też ich historie, motywacje i bolączki.

Pani Adamek snuje swoją historię prosto, bezpretensjonalnie, ze swadą, czasem pozwala sobie na odrobinę poetyczności, ale nie na patetyzm lub sztuczność. Umożliwia swoim bohaterom wypowiadanie się w ich naturalnym języku. Osoby wyżej urodzone mówią z elegancją i prostotą, z kolei mowa służby i okolicznych chłopów stylizowana jest na wiejską – prostolinijną, niepozbawioną błędów, dosadną.

Dużo w tej książce ciepła i mądrości życiowej. Jest też miejsce na ciekawe opisy otoczenia, a także na przybliżenie realiów epoki – akcja rozgrywa się w pałacyku na wschodzie Polski w dwudziestoleciu międzywojennym. Nie brak też smutniejszych, czasem dramatycznych momentów, ale i o nich autorka pisze z taką lekkością i bezpretensjonalnością, że nie sposób poczuć przytłoczenia. Trudne sprawy nie stają się błahe, mimo lekkości narracji autorki.

Osoby, które znają serial Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, książka ta zainteresuje rozbudowaniem historii ulubionych bohaterów i ich motywacji. Czytelników, którzy nie mieli okazji poznać internetowych losów Stefci, a uwielbiają historie obyczajowe (czy obyczajowo-romansowe), rozgrywające się w innych czasach, może zachwycić urokiem, ciekawymi bohaterami oraz świetną stylizacją języka. Myślę, że każdy znajdzie w tej powieści coś dla siebie. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury i mam nadzieję, że autorka pokusi się o napisanie kontynuacji.

Agnieszka Krukowska

Przeczytaj źródło