Sabalenka zagrała z Kyrgiosem w "bitwie płci". To musiało się tak skończyć

2 tygodni temu 14

Nick Kyrgios górą! Australijczyk pokonał dość wyraźnie Arynę Sabalenkę w "bitwie płci" w Rijadzie. Białorusinka walczyła jednak do samego końca. Popisała się kilkoma widowiskowymi akcjami, była nieustępliwa i nastawiona bojowo. To jednak nie wystarczyło, by liderka rankingu WTA pokonała 671. zawodnika w zestawieniu ATP. Po godzinie i 17 minutach było już po zabawie.

Mecz Sabalenka - Kyrgios screen

- Ona mnie nie pokona. Naprawdę myślisz, że muszę się starać na sto procent? - drwił Nick Kyrgios. - No cóż, Nick, musisz być gotowy. Lepiej, żebyś był gotowy. Bo zamierzam ci skopać d**ę - odpowiadała Aryna Sabalenka. Takimi "uprzejmościami" Australijczyk i Białorusinka wymieniali się przed "bitwą płci", a więc kolejnym w historii starciem między kobietą a mężczyzną. W przeszłości najgłośniejszym pojedynkiem było to z 1973 roku, kiedy to Billie Jean King pokonała Bobby'ego Riggsa.

Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną"

Mecz Sabalenki z Kyrgiosem cieszył się ogromnym zainteresowaniem. W Rijadzie pojawiło się wiele znanych osobistości, m.in. Ronaldo Luis Nazario de Lima czy Kaka. Tenisiści wyszli na kort w stylu, jak do walki bokserskiej. Białorusince towarzyszyła nawet piosenka "Eye of the Tiger", co pokazywało, że podchodzi do tego wyzwania poważnie i nastawiona bojowo.

Fenomenalny pierwszy set Kyrgiosa. Sabalenka była bezradna

Zasady gry niedzielnego starcia zostały nieco zmienione. Kort Sabalenki był mniejszy o dziewięć procent od placu gry Kyrgiosa, by wyrównać nieco szanse. Każdy z tenisistów miał też tylko jeden serwis do dyspozycji. Jeśli nie trafił, wówczas punkt wędrował na konto rywala. Ustalono, że jeśli w setach będzie remis, to o zwycięstwie zadecyduje super tie-break. Czy do niego doszło?

Sabalenka popełniała sporo błędów serwisowych, szczególnie w trzecim gemie, co dało Kyrgiosowi szansę na przełamanie. Skorzystał z niej błyskawicznie. Długo się jednak nie cieszył z prowadzenia. Białorusinka szybko odpowiedziała. - Nie wiem, czy to dobrze, że Kyrgios zaczął się bawić - zastanawiali się komentatorzy. Ewidentnie było widać delikatne rozluźnienie Australijczyka, które pozwoliło Sabalence doprowadzić do remisu (2:2). Seria przełamań trwała w najlepsze. Zakończyła się dopiero w ósmym gemie. Wówczas serwis obronił Kyrgios i prowadził już 5:3. I po chwili udało mu się wygrać przy podaniu rywalki. Potrzebował aż trzech piłek setowych, by skończyć tę partię, ale finalnie mu się udało - 6:3.

Zwroty akcji w drugim secie

Tym samym w "bitwie płci" prowadził Australijczyk. Znając jednak charakter Sabalenki jedno było pewne - nie podda się. I faktycznie, w drugim secie błyskawicznie przełamała przeciwnika, bo już w trzecim gemie. Później sama znalazła się w tarapatach. Obroniła jednak trzy break pointy i wygrała przy własnym serwisie. Dzięki temu prowadziła już 3:1. Teraz to Kyrgios znalazł się pod presją. Tym bardziej że znów musiał bronić break pointów. Utrzymał nerwy na wodzy. Ba, po chwili to on przełamał rywalkę i doprowadził do wyrównania (3:3). Zabawa zaczęła się na nowo, ale bliżej zwycięstwa był Kyrgios.

Zobacz też: 1:6, 5:7. Porażka Igi Świątek z wielką rywalką. "Sygnał ostrzegawczy".

Szczególnie w siódmym gemie zrobiło się nerwowo u Sabalenki. Broniła aż trzech break pointów. Ostatniego obronić się nie udało. Dlatego też Australijczyk prowadził już 5:3 i miał okazję zamknąć ten mecz przy własnym serwisie. Tak też się stało, ale nie wykorzystał aż trzech piłek meczowych. - Białorusinka walczy, jakby jutra miało nie być - śmiali się komentatorzy. Dopiero przy czwartej Krygios podołał wyzwaniu. Sabalenka nie powtórzyła wyczynu Billie Jean King i tym razem górą w "Bitwie Płci" był mężczyzna.

Aryna Sabalenka - Nick Kyrgios 3:6, 3:6

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło