- Przypomnijmy: 17 września weszła w życie ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych
- Jest jednym z kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy
- - Ustawa reformująca szpitalnictwo weszła w życie jesienią tego roku, ale co z tego, skoro to wydmuszka - twierdzi prawnik Bartłomiej Korolczuk z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski
- - Reforma konsolidacyjna trafi, zapewne, na cmentarzysko szeroko dyskutowanych, świetnie zapowiadających się reform, z których nigdy nic nie wynikło - podsumował
Reforma szpitali jak balon bez powietrza
- Szumnie zapowiada reforma konsolidacyjna, która miała być wybawieniem, jedyną opcją ratunkową dla wielu szpitali powiatowych, wygląda dziś, ujmując rzecz obrazowo, jak balon, z którego zeszło powietrze. Ustawa reformująca szpitalnictwo weszła w życie jesienią tego roku, ale co z tego, skoro to wydmuszka. Broń, do której nie dołączano nabojów!
Kluczowa sprawa to brak mechanizmu wsparcia finansowego dla konsolidujących się placówek, które wszak obiecywano. A nie były to przecież, bynajmniej, jedynie mgliste zapowiedzi. Snuto konkretne plany. Mówiono o trzech wariantach: bonusie inwestycyjnym z Funduszu Medycznego, ryczałtowym (czyli zachowaniu części dotychczasowych ryczałtów za świadczenia) oraz redukcyjnym. O tym ostatnim mówiono chyba najwięcej, a to ze względu na fakt, iż reformującym się placówkom miano warunkowo umarzać zadłużenie - o około 10 proc. rocznie przez 10 lat. Zapowiadała to osobiście była minister zdrowia Izabela Leszczyna.
Powiedzmy sobie szczerze: pieniądze to podstawowy argument. Pierwsze pytanie dyrektora, który myśli o zrestrukturyzowaniu swojej placówki, brzmi: Czy rząd da mi na to środki?
Odpowiedź brzmi: żadnych aktów prawnych, wprowadzających rzeczone mechanizmy nie wydano.
Mało tego. Również jesienią nowa minister zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda wyszła do obywateli z oświadczeniem, że król jest nagi. Oto mówi się jasno i otwarcie, że w Narodowym Funduszu Zdrowia brakuje pieniędzy i to dużych pieniędzy. W tym roku to 14 mld zł, w przyszłym roku ma zabraknąć 23 mld zł. A posługuję się ostrożnymi szacunkami! W zależności od tego, kto jakie przyjmuje kryteria, prognozy mogą być też znacznie bardziej pesymistyczne.
Mamy zatem reformę pozostającą w letargu oraz publiczną debatę o tym, że w publicznym systemie ochrony zdrowia nie ma pieniędzy.
Próba łączenia placówek medycznych
Czy w obliczu tego bałaganu jacykolwiek dyrektorzy biorą na poważnie pod uwagę łączenie placówek? Owszem! Dzieje się to w Zachodniopomorskim, Śląskim oraz Podlaskim, ale to tylko dlatego, że na szczeblu wojewódzkim powzięto decyzję, iż należy podjąć takie próby.
Na Pomorzu utworzono spółkę, która ma optymalizować koszty i pomagać koordynować konsolidację. Na Śląsku zrodziła się koncepcja utworzenia wysokospecjalistycznego centrum okulistycznego, które byłoby wyjątkowe, wyróżniające się w skali kraju. Na Podlasiu łączyć się miało kilka podmiotów, w tym szpital wojewódzki, który jest potężnie zadłużony, ze stacją pogotowia, która problemów finansowych nie ma żadnych. I od razu pracownicy pogotowia powiedzieli: weto! Nie widzą żadnych powodów, dla których ich świetnie prosperująca placówka miałaby się łączyć z taką, która ledwo przędzie. Po co brać na siebie cudze problemy?
Co wyniknie z tych prób - czas pokaże. Już teraz dowiadujemy się o pierwszych trudnościach, wynikających ze specyfiki regionalnej oraz specyficznych cech, sytuacji, w której znajdują się poszczególne szpitale.
Ale to wszystko dzieje się tylko w skali makro, na poziomie trzech województw, a reforma miała się przecież wydarzać na szczeblu samorządu powiatowego. Zachęty rządowe w postaci pieniędzy (patrz: mechanizmy wsparcia, których nie ma) miały być impulsem dla zarządzających placówkami, by się łączyli, optymalizowali, a czasem po prostu ratowali szpitale przed upadkiem.
O planach dyskutowaliśmy i pisaliśmy przez długie miesiące, tymczasem nie dzieje się nic.
I nie zacznie się dziać, ponieważ realia są takie, że żeby jeden starosta z drugim starostą zdecydowali się na połączenie szpitali, to trzeba im po pierwsze udzielić wsparcia merytorycznego - nie można ich zostawiać samych sobie, trzeba pokazać, co i jak można i należy zrobić. Państwo musi zdjąć z nich choć część odpowiedzialności za to niełatwe przecież zadanie. Po drugie, potrzebne jest im wsparcie finansowe.
A nie ma niczego. W zapowiedziach, planach, na papierze wszystko wyglądało pięknie, a jest - jak zwykle.
Czy jest szansa, że reformatorski balon nabierze powietrza? Wzniesie się na wyżyny? Nie sądzę.
Reforma szpitali na "cmentarzysko"?
Według mnie mamy do czynienia z sytuacją pt. "Wiele hałasu o nic". Przepisy prawa dotyczące konsolidacji wprowadzono, według mojej opinii, wyłącznie po to, by spełnić wymagane przez Unię Europejską warunki i dzięki temu odblokować kolejną transzę funduszy z KPO.
Spotkałem się ze stwierdzeniem, że tak naprawdę wszystko to były tylko działania pozorowane. I trudno się z tym nie zgodzić.
Nie można wykluczyć, że w pojedynczych miejscach w Polsce zmiany będą się dokonywały, ale jeśli tak się stanie, nie będzie to zasługa rządu, ale działań podejmowanych na szczeblu wojewódzkim lub też - tego scenariusza również nie można wykluczyć - konsolidować będą się te placówki, które znajdą się pod ścianą, czyli nie będą już miały nic do stracenia. Jeśli placówce grozi likwidacja, wtedy już nie ma sensu się niczego bać. Tacy dyrektorzy mogą zechcieć się uchwycić ostatniej deski ratunku pod tytułem konsolidacja.
Widziałem już niejedną pięknie zaprojektowaną reformę, która skończyła swój żywot zanim go zaczęła. Bardzo się obawiam, że z tą będzie dokładnie tak samo. Chciałbym się mylić, ale póki co, nie mam ku temu żadnych przesłanek.
Reforma konsolidacyjna trafi, zapewne, na cmentarzysko szeroko dyskutowanych, świetnie się zapowiadających reform, z których nigdy nic nie wynikło. Szkoda.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

1 tydzień temu
35





English (US) ·
Polish (PL) ·