Polsce groził blackout. Minister ujawnia: Największy atak w ostatnich latach

1 tydzień temu 14

- Nie trzeba mieć w Polsce na ulicach wojsk, samolotów czy czołgów. Cyfrowe czołgi już tu stoją - stwierdził wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Polityk ujawnił również, że w zeszłym roku w Polsce mogło dojść do blackoutu.

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Polsce groził blackout

13 stycznia na antenie RMF FM minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ujawnił, że w ostatnich dniach grudnia 2025 roku "byliśmy bardzo blisko blackoutu". - To był największy atak na sektor energetyczny w ostatnich latach (...). To była skoordynowana akcja, która miała wyłączyć obywatelom w Polsce prąd - relacjonował polityk. Przekazał także, że "polskie służby i instytucje odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo stanęły na wysokości zadania". Według późniejszych ustaleń był to skutek działań sabotażowych Rosji. - Polska odpiera dziś ataki, które pokazują, jak będzie wyglądała nowoczesna wojna. Nie trzeba mieć w Polsce na ulicach wojsk, samolotów czy czołgów, ale cyfrowe czołgi już tu stoją - dodał Gawkowski. Według polityka "Polska jest najbardziej atakowanym państwem w Unii Europejskiej", jeśli chodzi o wojnę hybrydową. 

Atak na "pojedyncze źródła wytwórcze"

Tego samego dnia podczas spotkania z mediami o zeszłorocznej próbie destabilizacji sektora energetycznego mówił minister energii Miłosz Motyka. - Takiego typu ataków jeszcze nie było. Atak się nie powiódł, ale był groźny. Po raz pierwszy zaatakowano w tym samym momencie w różnych miejscach - mówił Motyka. Miało wówczas dojść do próby "zakłócenia komunikacji między instalacjami wytwórczymi a operatorami sieci na dużym obszarze Polski". Zaatakowane miały zostać "pojedyncze źródła wytwórcze - farmy słoneczne, a nawet pojedyncze wiatraki". Motyka zapewnił, że sprawa jest badana. 

Zobacz wideo Niemcy, by utrzymać dobrobyt, muszą się dogadać z Rosją, ponad Polską

Blackout w Berlinie

3 stycznia podpalono stację rozdzielczą przy elektrowni Lichterfelde w Niemczech. Do ataku przyznała się lewicowa organizacja Vulkangruppe. Sprawą zajmuje się Prokuratura Generalna, która bada, czy był to akt terroru. Śledczy biorą pod uwagę, że podpalenie mogło zostać zlecone przez Kreml. 6 stycznia ekstremiści zapewnili, że ich działania nie mają nic wspólnego z Rosją. W wyniku incydentu ponad cztery doby bez prądu, a w wielu przypadkach także bez ogrzewania, było około 100 tysięcy mieszkańców Berlina. Energetycy małymi partiami zapewniali dostawy prądu obejściami uszkodzonej instalacji.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło