Konfederacja wraca do jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z prawem łowieckim. Do Sejmu trafił poselski projekt nowelizacji ustawy, który ma dopuścić udział dzieci w polowaniach. Formalnie – wyłącznie bierny, w praktyce jednak wywołujący sprzeciw części ekspertów i organizacji społecznych.
Projekt został wniesiony 17 grudnia, nie nadano mu jeszcze numeru. Przedstawicielem wnioskodawców jest poseł Krzysztof Szymański. Zgodnie z propozycją Konfederacji, osoby poniżej 18. roku życia mogłyby – za zgodą rodziców lub opiekunów prawnych – uczestniczyć w polowaniach wyłącznie jako obserwatorzy. Konfederacja podkreśla, że dzieci nadal nie miałyby dostępu do broni ani możliwości czynnego udziału w łowach.
„Jedyny taki zakaz w Europie”. Tak, ale...
W uzasadnieniu projektu Konfederacja przekonuje, że Polska jest ewenementem na tle Europy. „Polska jest jedynym krajem europejskim, który ustawowo zakazał obecności w trakcie wykonywania polowań osobom w wieku poniżej 18 roku życia” – czytamy w dokumencie złożonym w Sejmie. Autorzy projektu wyliczają kilkanaście państw, między innymi Niemcy, Francję, Szwecję czy Wielką Brytanię, gdzie nie obowiązuje dolna granica wieku biernego uczestnictwa w polowaniach, a w części z nich młodzież może nawet polować pod opieką dorosłych.
Cel nowelizacji? „Zainteresowanie młodych osób łowiectwem”, „zwiększenie liczby potencjalnych myśliwych w przyszłości” i umożliwienie przekazywania pasji z ojca na syna, z matki na córkę.
Projekt na briefingu prasowym prezentował między innymi Marcin Możdżonek, były siatkarz i obecny prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, a jednocześnie członek Konfederacji.
Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu Możdżonek na swoim profilu w serwisie X komentował zakaz zabierania dzieci na polowania. „Polska jest jedynym krajem, w którym dzieci/młodzież nie może brać udziału w polowaniu razem z rodzicami. To wprost odebranie dużej grupie społecznej konstytucyjnego prawa do wychowania dzieci zgodnie z naszymi wartościami, wiedzą, tradycją i przekonaniami” – pisał w mediach społecznościowych.
„Tak, zwierzęta od zawsze się jadło i będzie się zjadać. Żeby to jedzenie było – niezależnie, czy w dyskoncie zapakowane w plastik, w fastfoodzie, czy u mnie w zamrażarce po osobistym rozebraniu – zwierzę musi stracić życie. W jakich czasach żyjemy, że nie jest to oczywistością.? A o nasze prawo do udziału naszych dzieci/młodzieży w polowaniu będziemy walczyć nadal” – czytamy we wpisie zamieszczonym na portalu X.
Zakaz udziału dzieci – zarówno czynnego, jak i biernego – w polowaniach wprowadzono w 2018 roku, za rządów Prawo i Sprawiedliwość, przy okazji dużej nowelizacji prawa łowieckiego. Zmiany poprzedziła burzliwa debata parlamentarna, którą środowiska łowieckie przegrały. Od tamtej pory postulaty cofnięcia zakazu regularnie wracają, a obecny projekt Konfederacji jest jedną z najdalej idących prób jego zniesienia.
...to nie jest prosty argument
Eksperci, z którymi rozmawiała redakcja Wprost.pl, zwracają uwagę, że porównywanie Polski do innych krajów bywa uproszczeniem.
– Rzeczywiście przepisy dotyczące prawa łowieckiego różnią się w różnych państwach, ale to wynika z odmiennych uwarunkowań gospodarczych, środowiskowych i kulturowych – podkreśla psycholożka Izabela Kadłucka, prezeska Fundacji Niech Żyją!. – Nie można porównywać Polski z Norwegią czy innymi krajami skandynawskimi, gdzie łowiectwo historycznie było związane z przetrwaniem – stwierdza.
– Każdy kraj jest inny i każdy ma swoją historię, tradycje, edukację czy świadomość. Niektóre kraje dotknięte są większymi traumami, na przykład powojennymi i tam dzieci mogą rozwijać się inaczej i reagować inaczej – mówi. Dodaje, że inne mogą być reakcje dzieci na uśmiercanie lub ciężkie zranienie zwierzęcia w społeczeństwach powojennych, a inne w krajach bardziej rozwiniętych. Kadłucka wyjaśnia, że to właśnie dlatego argument odnoszący się do stosowanych rozwiązań w innych krajach europejskich nie jest w tym wypadku adekwatny.
Zdaniem specjalistów istotne są także różnice psychologiczne między społeczeństwami. – Psycholodzy badają różne kultury pod względem cech osobowości i wyniki badań różnią się między sobą, dlatego nie jest zasadne przykładanie kalki z innych kultur do naszej. Polaków na przykład cechują się najwyższy poziomem cech neurotycznych wśród wszystkich krajów europejskich – wskazuje prezeska Niech Żyją!.
Do tego dochodzi kwestia traumy. Powołując się na badania Scientific Reports w tym temacie dodaje, że Polacy mają bardzo wysoki poziom PTSD (czyli zespołu stresu pourazowego). Jak twierdzą naukowcy, przyczyną może być nieprzepracowana, transgeneracyjna trauma jeszcze z czasów II wojny światowej.
„Rozwiązanie nielogiczne i nieuzasadnione żadną realną potrzebą”
Najostrzejszą krytykę projektu formułują organizacje ekologiczne. Krzysztof Wychowałek z Ośrodka Działań Ekologicznych Źródła przypomina, że w Polsce od 1997 roku obowiązuje zakaz uśmiercania zwierząt w obecności dzieci.
– Celem tego przepisu od początku była ochrona małoletnich przed oglądaniem scen przemocy wobec zwierząt. Prawo łowieckie przed 2018 rokiem nigdy nie wyłączało tego zakazu. Niestety, w praktyce był on często nieprzestrzegany przez członków Polskiego Związku Łowieckiego – podkreśla Wychowałek.
Jak dodaje, nowelizacja proponowana przez Konfederację doprowadziłaby do niespójności prawa. – Uśmiercanie zwierząt w obecności dzieci byłoby przestępstwem na podstawie ustawy o ochronie zwierząt, ale wyjątkowo nie byłoby nim w trakcie polowania. To rozwiązanie nielogiczne i nieuzasadnione żadną realną potrzebą – ocenia.
Ekspert przypomina również o konstytucyjnym obowiązku państwa ochrony dzieci przed przemocą i demoralizacją. – Tak samo jak w przypadku alkoholu, papierosów czy hazardu, zgoda rodziców nie znosi zakazów ustanowionych w interesie społecznym – podkreśla.
Czytaj też:
Zastrzelili samicę rysia. Przełom w sprawie kłusownikówCzytaj też:
Myśliwy pomylił 17-latka z wiewiórką. Doszło do tragedii







English (US) ·
Polish (PL) ·