- - Tego życia już nie uratujemy, ale pozostaje pytanie, jakie kroki zamierza podjąć MZ w związku z haniebnymi zaniedbaniami, do których doszło w szpitalu w Bielsku-Białej - domagała się kontroli po śmierci 41-letniej pacjentki na Żywiecczyźnie posłanka Marcelina Zawisza
- Przyjęta na oddział położniczy Centrum Medycznego Esculap kobieta zmarła po wykonanym planowym cesarskim cięciu
- Po zabiegu na oddziale nie było ani jednego ginekologa, a kontrola służb wojewody w szpitalu wykazała szereg nieprawidłowości
Pacjentka zmarła po cesarce. MZ zapowiada: będzie kontrola porodówek
Wiceminister Tomasz Maciejewski zapowiedział zlecenie wojewodom kontroli wszystkich oddziałów ginekologiczno-położniczych, ze szczególnym uwzględnieniem porodówek, które odbierają rocznie niewiele porodów. To pokłosie tragicznych wydarzeń, do jakich doszło w maju br. w prywatnym Centrum Medycznym Esculap w Bielsku-Białej.
Przyjęta na tamtejszy oddział położniczy 41-letnia pacjentka zmarła po wykonanym planowym cesarskim cięciu. Z ustaleń prokuratury wynika, że około dwóch godzin po zabiegu pojawiły się u niej objawy, które mogły świadczyć o groźnych powikłaniach. Na oddziale nie było jednak ani jednego ginekologa, choć przepisy i rekomendacje jasno wymagają obecności lekarza specjalisty po cesarskim cięciu.
Konieczny zabieg relaparotomii przeprowadzono u niej dopiero po kilku godzinach. Pomimo to, jej stan nie poprawił się. Do szpitala o wyższym stopniu referencyjności w Cieszynie, trafiła w stanie krytycznym, gdzie już nie udało się jej uratować.
Sprawą od kilku miesięcy zajmuje się prokuratura. W listopadzie przedstawiła zarzuty dwóm lekarzom - ginekologowi i anestezjologowi oraz dwóm pielęgniarkom. Lekarzom i jednej pielęgniarce zawiesiła również prawo do wykonywania zawodu. Z kolei kontrola pracowników wydziału zdrowia urzędu wojewódzkiego - jak relacjonuje TVN24 - stwierdziła na oddziale bielskiej placówki szereg nieprawidłowości, w tym m.in. pozostawienie pacjentek po cesarskim cięciu bez opieki ginekologa czy brak prawa do wykonywania zawodu jednej z położnych.
Z racji, że szpital nie wykonał w wyznaczonym czasie zaleceń pokontrolnych, wojewoda w grudniu podjął decyzję o wykreśleniu placówki z rejestru zakładów leczniczych. Wcześniej kontrakt z placówką zerwał NFZ.
Posłowie: oszczędności ważniejsze niż życie
Posłowie podczas środowej Komisji Zdrowia w Sejmie dopytywali obecnego na sali wiceministra Maciejewskiego, dlaczego szpital nie został natychmiast po sprawie skontrolowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia (kontrola trwa aktualnie i zakończyć ma się w lutym 2026 r.). Janusz Cieszyński zwrócił uwagę, że choć od zdarzenia upłynęło ponad pół roku, na stronach NFZ-u nie ma śladu o przeprowadzeniu takiego postępowania. - Ile jeszcze było porodów w tym szpitalu od maja? - dopytywał. - NFZ posiada bardzo dużo możliwości w zakresie kontroli.
Zdaniem posłanki PiS Katarzyny Sójki szpital miał od 2023 r. podpisaną kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na opiekę nad kobietami w ciąży i nie był ani przed, ani po podpisaniu umowy kontrolowany.
O podjęcie działań kontrolnych w pozostałych placówkach upomniała się natomiast posłanka Partii Razem Marcelina Zawisza.
- Prokuratura postawiła zarzuty, wojewoda zamknął oddział, ale mam pytanie: czy Ministerstwo Zdrowia planuje jakiekolwiek kontrole, które miałyby na celu sprawdzenie czy pacjentki w szpitalach prywatnych są bezpieczne. W bielskim szpitalu oszczędności były ewidentnie ważniejsze niż życie i zdrowie kobiet. Sześć kobiet po porodach zostało pozostawionych na oddziale bez opieki ginekologiczno-położniczej. (...) Tego życia już nie uratujemy, ale pozostaje pytanie do Ministerstwa Zdrowia, jakie kroki zamierza podjąć w związku z haniebnymi zaniedbaniami, do których doszło w szpitalu w Bielsku-Białej - dopytywała.
Do sprawy odniósł się obecny na sali wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. - W tej chwili zlecamy wojewodom i stosownym służbom kontrolę wszystkich oddziałów położniczo-ginekologicznych. Szczególna uwaga ma zostać zwrócona na te oddziały, które realizują niewielką liczbę świadczeń - zapowiedział.
W statystykach wypadamy świetnie
Wiceminister zwrócił uwagę, że liczba notowanych zgonów kobiet w ciąży i podczas porodów w Polsce w ciągu ostatniego 30-lecia spadła o 90 proc.
- To jest ogromne osiągnięcie. Mamy także jeden z najniższych wskaźników porodów przedwczesnych w Europie, osiągamy lepsze wyniki niż Stany Zjednoczone, gdzie nakłady na ochronę zdrowia są niebotycznie większe -podkreślił.
Sugerował, że do jednostkowych tragedii może dochodzić z powodu "czynnika ludzkiego" i niewielkiego doświadczenia personelu. Według norm WHO i FIGO (Międzynarodowa Federacja Ginekologii i Położnictwa), aby oddział położniczy był bezpieczny dla kobiet w ciąży, powinien przyjmować powyżej 1000 porodów rocznie.
- Uważa się, że oddziały mniejsze stwarzają większe zagrożenie dla bezpieczeństwa kobiety i właśnie w takich szpitalach dzieją się te sytuacje, które państwo zgłaszali - odniósł się do tragedii w Bielsku.
W kontekście pojawiających się pytań o plan zapewnienia bezpieczeństwa ciężarnych w dobie zamykających się porodówek, wiceminister zapewnił, że w resorcie trwają intensywne prace w tym zakresie.
- Ministerstwo Zdrowia opracowuje Krajowy Plan Transformacji, Wojewódzkie Plany Transformacji oraz mapy potrzeb i będziemy szkolić wojewodów w zakresie potrzeb i organizacji opieki z wykorzystaniem interaktywnych map, które pozwolą podejmować stosowne decyzje. Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dojazd samochodem do miejsca porodu powinien mieścić się w granicy 60 minut i tworzone mapy będą uwzględniać tę odległość - tłumaczył posłom.
Przypomniał także, że należy dążyć do modelu, w którym oddział położniczy realizuje około 1000 porodów rocznie. Ma to być punkt odniesienia dla bezpieczeństwa i jakości świadczeń. Równocześnie wskazał, że należy utrzymać trójstopniowy poziom opieki położniczej.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

3 tygodni temu
14




English (US) ·
Polish (PL) ·