- Pierwsze wrażenie może być tylko pozytywne. Od razu poczułem, że trafiłem do wielkiego klubu z imponującą historią i wspaniałymi kibicami. (...) Najważniejszą rzeczą dla mnie jest to, by grać, zbierać minuty i zdobywać trofea. Zdecydowałem się na FC Porto po to, by wygrywać. Będę walczył i dam z siebie wszystko, żeby triumfować we wszystkich rozgrywkach, w których gramy - powiedział Oskar Pietuszewski tuż po transferze z Jagiellonii Białystok do FC Porto.
Zobacz wideo Skandal przed PŚ w Zakopanem. Aż trudno w to uwierzyć Tak pożegnali Stocha na finale TCS. Niebywałe, co zrobili Austriacy
Transferze z kilku względów imponującym. 17-letni skrzydłowy, który był objawieniem ostatnich miesięcy w Ekstraklasie, przeniósł się do jednego z najbardziej utytułowanych klubów w Europie. Porto nie tylko 30-krotnie zdobywało mistrzostwo Portugalii, ale też po dwa razy sięgało po triumf w Lidze Mistrzów (wcześniej Puchar Europy) i Lidze Europy (Puchar UEFA). Nowy klub Pietuszewskiego może też pochwalić się triumfem w Superpucharze Europy i dwoma Pucharami Interkontynentalnymi.
I choć obecnie Porto nie nawiązuje do swoich najlepszych lat, a ostatnie mistrzostwo kraju zdobyło w 2022 r., nie ma wątpliwości, że to olbrzymi krok w karierze Pietuszewskiego. Polak trafił do lidera ligi portugalskiej, który w ostatnich latach sprzedawał piłkarzy za wielkie pieniądze do europejskich gigantów. Transfer do Porto to dla Pietuszewskiego nagroda i szansa, ale nowa rzeczywistość stawia też przed nim wielkie wyzwania. - I jemu, i polskim kibicom zalecałbym cierpliwość - w rozmowie ze Sport.pl powiedział komentujący ligę portugalską w Eleven Sports Marcin Gazda.
Wielka rywalizacja o miejsce w składzie
Porto zapłaciło Jagiellonii za Pietuszewskiego 10 mln euro. Klub z Białegostoku otrzyma też 10 proc. od zysku z kolejnego transferu swojego wychowanka. A ta kwota może być imponująca, bo Porto w umowę Pietuszewskiego wpisało klauzulę odstępnego wynoszącą aż 60 mln euro.
By tak się jednak stało, młody piłkarz będzie musiał przejść bardzo długą drogę, a w nowym klubie niczego nie dostanie za darmo. Pietuszewski - przynajmniej na razie - na pewno nie będzie ani gwiazdą, ani wiodącym zawodnikiem w drużynie. Przed Polakiem trudna rywalizacja o miejsce w składzie z zawodnikami, za których Portugalczycy płacili nawet większe pieniądze.
Pod względem liczby rozegranych minut jednymi z najważniejszych piłkarzy w drużynie Francesco Fariolego są skrzydłowi: Borja Sainz oraz Pepe Aquino. Pierwszy trafił do Porto w lipcu zeszłego roku za ponad 16 mln euro z Norwich City, za drugiego Portugalczycy w lutym 2021 r. zapłacili Gremio 15 mln euro.
Obaj są wiodącymi postaciami w drużynie nie tylko pod względem rozegranych minut, ale też statystyk. Sainz w 26 występach w tym sezonie zdobył siedem bramek i miał trzy asysty, Pepe w 24 meczach strzelił trzy gole i miał pięć asyst. Pod tym względem dobrze wygląda też kolejny skrzydłowy, William Gomes, który do Porto trafił w styczniu zeszłego roku z Sao Paulo. Brazylijczycy zarobili na zawodniku 9 mln euro, a w ramach umowy trafił do nich też boczny obrońca Wendell. Wspomniany Gomes wystąpił w tym sezonie 23 razy, strzelił siedem goli i miał asystę.
Liczby każdego ze skrzydłowych są lepsze niż Pietuszewskiego w Jagiellonii, który w tym sezonie strzelił trzy gole i miał dwie asysty. A Polaka czeka rywalizacja nie tylko ze wspomnianą trójką, bo o miejsce w składzie walczy też wychowanek Barcelony, Angel Alarcon, który na razie częściej grywa w rezerwach Porto. Dlatego w przypadku Pietuszewskiego potrzebne są spokój i cierpliwość.
- W Porto na skrzydłach jest duża konkurencja. Sainz, Pepe, Gomes i utalentowany Alarcon z rezerw, to poważni konkurenci do miejsca w składzie, więc na pewno nie będzie tak, że Pietuszewski od razu wejdzie do pierwszego składu. Jeśli Polak dostanie szansę, to na razie w roli kogoś, kto ma odciążyć pierwszoplanowych zawodników. Sezon jest jeszcze długi, bo Porto - mimo że odpadło z Pucharu Ligi - wciąż gra w Lidze Europy i Pucharze Portugalii, dlatego główne postaci będą potrzebowały oddechu. Poza tym mogą przydarzyć się kontuzje i zawieszenia za kartki. Przynajmniej na razie w tym upatrywałbym szans Pietuszewskiego na grę - powiedział Gazda.
- Polak będzie potrzebował czasu, żeby wejść do drużyny, zapoznać się i z nią, i z nową ligą, która jest przecież dużo trudniejsza od ekstraklasy. Dlatego do tego transferu podchodzę z dużym spokojem. W futbolu wszystko jest możliwe, ale w tej chwili trudno mi sobie wyobrazić, by Pietuszewski od razu wszedł do składu i grał mecz za meczem. Transfer jest ciekawy, bo nasz talent idzie za duże pieniądze do wielkiego klubu, ale z tym wiążą się nie tylko oczekiwania, ale też wielkie wymagania - dodał.
Praca nie tylko w ofensywie
- Spójrzmy tylko na liczby. Pietuszewski, choć ma wielki talent, nawet w ekstraklasie nie miał imponujących statystyk. Gomes, który w Porto zdobył już siedem bramek w tym sezonie, wciąż nie jest pierwszoplanową postacią w drużynie Fariolego. Włoch najchętniej stawia na Sainza i Pepe, a od skrzydłowych wymaga nie tylko goli i asyst - zauważył Gazda.
Czego Pietuszewski może spodziewać się po nowej drużynie? - Liga portugalska, a w szczególności Porto, to doskonałe miejsce do rozwoju dla młodego zawodnika. Ta drużyna dominuje w większości meczów, chce grać wysokim pressingiem, ofensywnie, a większość akcji prowadzona jest skrzydłami. Pietuszewski, jak już dostanie szansę, będzie miał okazję, żeby się wykazać: wchodzić w pojedynki i szukać możliwości do oddania strzału. Z drugiej strony, Porto jest drużyną, która lubi "zabijać" mecze. Zespół Fariolego w tym sezonie stracił raptem cztery gole w lidze, co jest niesamowitym wynikiem. Ale wynika to nie tylko ze spowalnianego tempa i wyrachowanej gry w równych meczach, ale też - a może przede wszystkim - pracy w defensywie całej drużyny - powiedział Gazda.
- Nawet Luis Diaz, który był gwiazdą w Porto przed transferem do Liverpoolu, nie był zwolniony z gry w obronie. U Fariolego jest podobnie, skrzydłowi muszą wracać i pracować w defensywie. Pepe i Sainz harują w każdym meczu, nawet przeciwko słabszym przeciwnikom i wyglądają pod tym względem naprawdę dobrze. Farioli kładzie duży nacisk na defensywę. W prowadzonej przez niego Nicei liderami byli Marcin Bułka oraz stoperzy Dante i Jean-Clair Todibo, teraz w Porto są Diogo Costa oraz Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Ale to tylko podstawa defensywy, za którą odpowiada cała drużyna - dodał Gazda.
Gra w obronie, podobnie jak ofensywne statystyki, to jeden z kilku elementów, które Pietuszewski będzie musiał poprawić, by móc rywalizować o miejsce w składzie Porto. Choć na tle piłkarzy z tej samej pozycji w ekstraklasie nastolatek z Białegostoku w wielu aspektach defensywnych wypadał powyżej średniej, statystyki wyraźnie pokazują, że pole do poprawy jest spore, np. w pressingu czy pojedynkach w obronie. Dlatego powinniśmy się przygotować na to, że pierwsze miesiące będą dla Pietuszewskiego czasem na adaptację, naukę i rozwój ogromnego talentu.
"Nikt o zdrowych zmysłach nie myśli, że on tam wjedzie, z miejsca Borję wykopie ze składu i od razu na karuzelę będzie brał obrońców ligi portugalskiej. Wiadomo, trzeba czasu" - pisał na portalu X były reprezentant Polski i zawodnik Jagiellonii, Tomasz Kupisz.
Porto daje wielkie perspektywy
Jeśli jednak Pietuszewski podbiłby Porto, otworzyłyby się przed nim drzwi do największych klubów Europy - bo do takich Portugalczycy sprzedają swoje ofensywne gwiazdy. Nie tylko legendy, jakimi kilkanaście lat temu zostali Ricardo Quaresma, Hulk czy Radamel Falcao.
Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat Porto za wielkie pieniądze opuszczali: Francisco Conceicao (32 mln euro do Juventusu), Joao Mario (12,5 mln euro do Juventusu), Fabio Vieira (35 mln euro do Arsenalu) czy Diaz (50 mln euro do Liverpoolu). Do tego należy dołożyć sprzedaż zawodników na Bliski Wschód - Al-Ahli zapłaciło 50 mln euro za Galeno, a Al-Nassr aż 60 mln euro za Otavio. Co istotne, każdego z tych zawodników Porto sprzedawało z olbrzymią przebitką. Dość powiedzieć, że tylko w ostatnich pięciu latach klub na sprzedaży zawodników zarobił blisko pół miliarda euro!
Czy latem Porto czeka kolejny wielki zarobek, co mogłoby ułatwić drogę Pietuszewskiego? Przynajmniej na razie na to się nie zapowiada. - Ze skrzydłowych w Porto najdłużej jest Pepe, który gra tam już od pięciu lat. To sporo, jak na standardy tego klubu. Sainz przyszedł przed tym sezonem, Gomes pół roku wcześniej. Nie wydaje mi się, by przebierali nogami i chcieli kolejnego transferu - powiedział Gazda.
- Poza tym dla zawodników kusząca będzie gra w Lidze Mistrzów, do której Porto pewnie zmierza. A jeśli drużyna Fariolego tam awansuje, wróżyłbym, że Pietuszewskiemu będzie jeszcze trudniej, bo Porto może chcieć kolejnych wzmocnień. Dlatego powtórzę jeszcze raz: nam wszystkim potrzebna będzie cierpliwość - podsumował Gazda.

3 dni temu
8






English (US) ·
Polish (PL) ·