Kuracjusz trafił do sanatorium grozy? Za te rzeczy musiał słono dopłacić. "To się dzieje w XXI w."

2 tygodni temu 24
ZIZOO.PL

Data utworzenia: 15 stycznia 2026, 14:20.

Przydział sanatorium często ma wiele wspólnego z loterią. Jedni wracają zachwyceni opieką i spokojem, inni — z poczuciem, że zamiast regeneracji dostali szkołę przetrwania. Historie krążą w sieci od lat, ale ta ostatnia wywołała szczególnie duże poruszenie. Wszystko za sprawą wpisu opublikowanego na facebookowej grupie Sanatoria bez cenzury, gdzie użytkowniczka opisała doświadczenia swojego przyjaciela po pobycie w jednym z sanatoriów w Polsce.

W sanatoryjnej grupie na Facebooku podzielono się kontrowersyjną historią. Foto: 123RF; SANATORIA bez cenzury / Facebook

Autorka wpisu zaznacza już na wstępie, że jej przyjaciel trafił do sanatorium po przebytej chorobie nowotworowej. Miał nadzieję na spokój i rekonwalescencję, ale — jak wynika z relacji — rzeczywistość szybko zweryfikowała te oczekiwania.

Dopłata za pojedynczy pokój w sanatorium. Nie to zdziwiło kuracjusza

Już pierwsze formalności miały jasno pokazać, że za elementarny komfort trzeba słono dopłacać. Ale nie było to nic zaskakującego, ponieważ pojedynczy pokój zawsze kosztuje więcej.

"Na wstępie poprosił o pojedynczy pokój i tu bez niespodzianek — zapłacisz 900 zł i bierzesz. Ale już z telewizorem zaczynają się schody. Za podłączenie trzeba zapłacić bagatela 80 zł! Rozumiecie to? W XXI w. płacimy za pogapienie się w TV".

Telewizor to nie jedyny przykład. Czajnik w pokoju również okazał się przywilejem, a nie standardem.

"Czajnik w pokoju. I tu zaskoczę was, bo jedynka ma, ale dwójka już płaci 30 zł. Bo za luksus trzeba płacić. Wejście na wieczorek zapoznawczy 15 zł".

"Porcje przetrwania" zamiast normalnych posiłków

Jeszcze więcej emocji wywołał opis wyżywienia. Według relacji trudno mówić o posiłkach sprzyjających rekonwalescencji.

"Właściwie można powiedzieć o »porcjach przetrwania«. Bo liść sałaty, połówka pomidora i dwa plastry mortadeli to jednak za mało, by żyć i zbyt wiele, by paść".

Jedynym wyjątkiem miała być niedziela — choć i tu ironia nie znika. "W niedzielę jednak zrobiono na bogato i podano margarynę zamiast masła". Kawa? Tak, ale tylko odpłatnie. "Kawa na stołówce jest niedostępna, ale w kawiarence już tak — tylko za 17 zł".

Ręczniki z innej epoki i sprzątanie raz w tygodniu

Na koniec autorka wpisu zwraca uwagę na kwestie, które w wielu miejscach są dziś absolutnym standardem. "W cywilizowanym świecie, gdzie wynajmuje się pokoje, zapewnia się białe ręczniki, a nie jakieś szarobure szmaty". Jak dodaje, ręczniki wymieniane są raz w tygodniu — podobnie jak sprzątanie pokoi.

"Taką szmatę sanatorium wymienia raz w tygodniu, ale co tam… sprząta też raz w tygodniu".

Wpis szybko zyskał popularność i wywołał lawinę komentarzy osób, które dzieliły się podobnymi doświadczeniami. Dla wielu kuracjuszy to dowód na to, że standardy w sanatoriach na NFZ potrafią się drastycznie różnić — a hasło "leczenie uzdrowiskowe" nie zawsze idzie w parze z godnymi warunkami.

Spakował się, miał spędzić święta w sanatorium. Wrócił z amputowaną nogą

Pojechała do sanatorium, wróciła do pustego mieszkania. Smutna historia kuracjuszki

Oto zmora polskich sanatoriów. Pacjenci robią to nagminnie. NFZ bezradny

/1

123RF; SANATORIA bez cenzury / Facebook

Przeczytaj źródło