Kulisy sławy wielkiej mistrzyni. Gorzka historia Justyny Kowalczyk

1 dzień temu 6

Justyna Kowalczyk była na samym szczycie, dominując nie tylko na trasach biegowych, ale i w sercach Polaków, co potwierdził jej niebywały wynik – do dziś pozostaje absolutną rekordzistką w liczbie zwycięstw w Plebiscycie na Sportowca Roku. Choć na Gali Mistrzów Sportu wielokrotnie odbierała najwyższe laury, mało kto wiedział, jaką cenę płaci za sukcesy poza blaskiem fleszy.

Gala Mistrzów Sportu

Gala Mistrzów Sportu to jeden z tych wieczorów, kiedy dresy i trykoty lądują w szafie, a ich miejsce zajmują garnitury i wieczorowe suknie. Choć to głównie święto wyników i statystyk, dla wielu z nas to po prostu jedyna okazja, by zobaczyć idoli w wersji „bankietowej”. Plebiscyt „Przeglądu Sportowego” ma już blisko sto lat tradycji, co czyni go jednym z najstarszych tego typu konkursów w Europie. To nie jest zwykłe rozdanie nagród – to lista chwały, na której obok siebie stoją legendy przedwojenne i współczesne gwiazdy pokroju Igi Świątek czy Roberta Lewandowskiego.

Najważniejsi są tu jednak kibice. To ich głosy decydują o tym, kto zgarnie statuetkę Czempiona. Często nie wygrywa ten, kto ma najwięcej medali, ale ten, kto skradł serca fanów swoją walką do samego końca. Na tegorocznej gali oczy wszystkich szukały jednak kogoś wyjątkowego. Kuba Błaszczykowski, który pojawił się na imprezie z żoną, przypomniał wszystkim, że w sporcie liczą się nie tylko trofea, ale też klasa i charakter. Jego obecność zawsze budzi sentyment – w końcu to postać, która łączy pokolenia i jest symbolem skromności, mimo ogromnych sukcesów.

Gala to taki moment oddechu, gdzie poświęcenie i mordercze treningi zostają zamienione na brawa i prestiż. Dla młodych dzieciaków przed telewizorami to sygnał, że warto wstawać o piątej rano na trening, bo na końcu tej drogi czeka nie tylko podium, ale i szacunek całego kraju. To wieczór pełen emocji, który pokazuje, że polski sport ma się całkiem nieźle, a tradycja plebiscytu wciąż trzyma się mocno. Nie chodzi tylko o to, kto był najszybszy czy najsilniejszy, ale o to, kto stał się naszą narodową inspiracją w minionym roku.

Oczywiście z tej okazji przypomnijmy portret jednej z najczęściej nagradzanych sportowczyń- Justyny Kowalczyk.

Kulisy sławy wielkiej mistrzyni. Gorzka historia Justyny KowalczykGala Mistrzów Sportu

Kariera Justyny Kolawczyk

Justyna Kowalczyk to był w polskim sporcie rzadki przypadek kogoś, kto nie szukał wymówek. Przez lata uczyła nas, że biegi narciarskie to nie tylko machanie kijkami, ale mordercza harówka, która nie wybacza słabości. Kiedy wchodziła na szczyt, polskie biegi w zasadzie nie istniały. Ona jednak, dziewczyna z Kasiny Wielkiej, postanowiła rzucić wyzwanie norweskiej potędze, mając za plecami ułamek ich budżetu. Jej karierę napędzała szorstka rywalizacja z Marit Bjørgen. To nie były miłe pogawędki na mecie, tylko regularna wojna na śniegu. Kowalczyk nie gryzła się w język – jako jedna z niewielu głośno mówiła o kontrowersjach związanych z lekami na astmę u rywalek. Dla jednych była kontrowersyjna, dla innych do bólu autentyczna. Nigdy nie próbowała być „ładna do kamery”, wolała być skuteczna na trasie.

Najbardziej mitycznym momentem jej drogi pozostanie złoto wywalczone ze złamaną stopą w Soczi. Każdy, kto choć raz uderzył się w palec u nogi, wie, jak to boli. Ona z wielowarstwowym złamaniem kości śródstopia przebiegła 10 kilometrów i zmiażdżyła konkurencję. To było czyste, sportowe szaleństwo, które pokazało, że dla niej bariera bólu właściwie nie istnieje. Kowalczyk to nie tylko medale, ale też cztery Kryształowe Kule i absolutna dominacja w Tour de Ski. Była maszyną do wygrywania, która po drodze nie zgubiła człowieka. Potrafiła otwarcie opowiedzieć o depresji i kosztach, jakie płaci się za bycie na szczycie. Dziś, gdy oglądamy biegi bez niej, widać jak na dłoni, że zostawiła po sobie gigantyczną pustkę. Była kimś, kto zamiast prosić o sukces, po prostu go sobie wyszarpał, idąc pod górę tam, gdzie inni dawno by zawrócili.

Jednak za tą fantastyczną karierą kryje się obraz tragedii w życiu prywatnym

Życie naznaczone tragedią

Historia Justyny Kowalczyk to gotowy scenariusz na film, ale taki z gatunku tych trudnych, w których nie ma miejsca na lukier. Od lat obserwujemy kobietę, która na trasach biegowych była maszyną, a w życiu prywatnym musiała dźwigać ciężary, które złamałyby niejednego mocarza. Największy cios przyszedł w maju 2023 roku, gdy w lawinie w Szwajcarii zginął jej mąż, Kacper Tekieli. Zostawił ją samą z synem, Hugo, w momencie, który miał być ich życiową sielanką. Ale śmierć męża to tylko jeden z rozdziałów jej zmagań. Kowalczyk już wcześniej, z rzadką w tamtych czasach szczerością, opowiedziała o walce z depresją i stracie dziecka. W 2013 roku, będąc u szczytu sławy, przeszła przez poronienie, o czym świat dowiedział się dopiero później z jej poruszającego wywiadu. To pokazało, że pod kombinezonem sportowca kryje się człowiek, który cierpi tak samo jak my wszyscy.

Kacper założył w mojej głowie i sercu mocne stanowisko. Odpadłam z kretesem. Wszystkie przeloty wyrwałam, pokiereszowałam się strasznie, ale stanowisko trzyma. I wytrzyma lawinę smutku. Złapiemy z Hugotkiem łopatki i to lawinisko odgruzujemy. Będziemy żyć, jak nauczył nas Kacper. Pełnią. Będziemy zwiedzać świat i zdobywać szczyty. Będziemy na każdą minutę zachłanni jak on […] — mówiła w mowie pożegnalnej dla męża.

Kolejnym trudnym momentem był koniec kariery w 2019 roku. Dla kogoś, kto przez całe życie gonił za wynikami, nagła cisza okazała się destrukcyjna. Sportsmenka nie ukrywała, że dopadła ją wtedy „bolesna samotność” i pustka, której nie dało się zapełnić medalami. Te wszystkie doświadczenia – od problemów ze zdrowiem psychicznym po nagłą żałobę – ukształtowały jej dzisiejszy wizerunek. Mimo tych wszystkich ciosów, Justyna Kowalczyk-Tekieli nie usunęła się w cień. Wybrała walkę. Dziś pokazuje, jak wygląda samodzielne macierzyństwo po stracie, często publikując zdjęcia z górskich szlaków, na które zabiera syna. Widać w tym niesamowitą siłę i próbę kontynuowania pasji męża. To lekcja dla nas wszystkich: życie może nas dociskać do ziemi, ale najważniejsze to znaleźć powód, żeby rano wstać. Dla niej tym powodem jest dziecko i góry, które mimo bólu, wciąż są jej domem.

Kulisy sławy wielkiej mistrzyni. Gorzka historia Justyny KowalczykJustyna Kowalczyk fot. East News
Kulisy sławy wielkiej mistrzyni. Gorzka historia Justyny KowalczykJustyna Kowalczyk fot. KAPiF
Przeczytaj źródło