Od lekarzy usłyszała, że grozi jej śmierć i musi natychmiast trafić na stół operacyjny. Po zabiegu okazało się jednak, że doszło do koszmarnej pomyłki – wyniki należały do innego pacjenta. Teraz pani Ewa walczy w sądzie o odszkodowanie po niepotrzebnej operacji.
Jeszcze kilka lat temu Ewa Pasik prowadziła normalne życie i pracowała jako naczelniczka poczty. Wszystko zmieniło się nagle, gdy we wrześniu ubiegłego roku z powodu silnych bólów brzucha trafiła do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego im. dr Tytusa Chałubińskiego. Jej historię opowiedzieli dziennikarze „Interwencji”.
Po serii badań lekarze poinformowali ją, że wykryto tętniaka rozwarstwiającego aorty piersiowej i konieczna jest natychmiastowa operacja w Warszawie. Ostrzegano ją, że jej stan jest krytyczny, a sama podróż karetką może zakończyć się tragedią. – Lekarz mówił, że stan jest bardzo ciężki i może być taka sytuacja, że nie przeżyję transportu do Warszawy, więc zaczęłam się żegnać z mężem w Radomiu” – relacjonuje Ewa Pasik.
Pacjentkę w trybie pilnym przewieziono do stołecznego szpitala, gdzie przeprowadzono operację kardiochirurgiczną.
Szok po operacji. „Zabieg był niepotrzebny”
Dopiero po zabiegu rodzina pani Ewy usłyszała szokującą informację. Okazało się, że operacja została wykonana… na podstawie cudzych wyników badań.
– Przy wypisie uświadomili nas, że operacja była niepotrzebna. Lekarz powiedział, że przez 23 lata pracy pierwszy raz widzi taki przypadek – mówi Dariusz Pasik, małżonek pani Ewy.
Jak tłumaczy Grzegorz Gębski, pełnomocnik pacjentki, błędy pojawiły się już na etapie dokumentacji medycznej. – Wywiad w dokumentacji pochodzi od zupełnie innej osoby. Pojawia się w nim migotanie przedsionków, którego moja klientka nigdy nie miała. Są też informacje o bliznach i przebytych operacjach, które nigdy nie miały miejsca – podkreśla adwokat.
Sama pani Ewa nie kryje rozgoryczenia. – Nigdy nie byłam operowana, troje dzieci urodziłam siłami natury, nie miałam cięcia cesarskiego – mówiła dziennikarzom „Interwencji”.
Skutki niepotrzebnej operacji odczuwa do dziś – os aspektów fizycznych po psychicznie i finansowe.
Dlaczego doszło do tej sytuacji?
Dziennikarze próbowali uzyskać wyjaśnienia od obu placówek medycznych. Odpowiedź nadeszła jedynie ze strony szpitala w Radomiu.
„Samo podejrzenie rozwarstwienia aorty było bezwzględnym wskazaniem do przekazania Pacjentki do wyższego ośrodka referencyjnego” – stwierdzono.
Sprawą zajęły się prokuratura, sąd oraz Rzecznik Praw Pacjenta. Kontrola wykazała poważne uchybienia. – Dokumentacja medyczna pozostawiała wiele do życzenia, a w niektórych aspektach właściwie jej nie było – tłumaczy Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Walka o odszkodowanie. Sąd przyznał pacjentce rentę
Do Sądu Okręgowego w Radomiu wpłynął pozew opiewający na ponad 2 miliony złotych. Obejmuje on zadośćuczynienie, odszkodowanie oraz rentę. Po emisji reportażu sąd przyznał pani Ewie rentę. – Został wyznaczony termin posiedzenia i pani Ewa mogła krok po kroku opisać, co się wydarzyło – mówi jej adwokat.
Przed kobietą jeszcze jedna, skomplikowana operacja – rekonstrukcja klatki piersiowej. Proces sądowy potrwa latami, ale pani Ewa po raz pierwszy od dawna mówi o nadziei. – Moim jedynym marzeniem jest to, żeby być zdrowa i móc pomóc dzieciom – podsumowuje.
Czytaj też:
Zwykła konsultacja przerodziła się w dramat. „A to na wózku to co?”Czytaj też:
12-latka walczyła o życie, nie została przyjęta. Szpitale przerzucają się odpowiedzialnością
Źródło: Polsat News / Interwencja









English (US) ·
Polish (PL) ·