Z komentarza, jaki wygłosił po spotkaniu z wiceprezydentem J.D. Vancem i sekretarzem stanu USA, minister spraw zagranicznych Danii Lars Lokke Rasmussen płynie mało optymistyczny dla mieszkańców Grenlandii przekaz. "Nie udało nam się zmienić stanowiska USA w sprawie Grenlandii, ale zgodziliśmy się, że rozmowy na wysokim szczeblu mają sens, by zobaczyć, czy możemy uspokoić obawy prezydenta Trumpa" - powiedział wprost w środę szef duńskiej dyplomacji.
- Duńskie władze nie zmieniły stanowiska USA w sprawie Grenlandii po rozmowach w Białym Domu.
- Szef MSZ Danii Lars Lokke Rasmussen i szefowa dyplomacji Grenlandii Vivian Motzfeld spotkali się z wiceprezydentem J.D. Vancem i sekretarzem stanu Markiem Rubiem.
- Strony zgodziły się na kontynuację rozmów na wysokim szczeblu, by spróbować znaleźć kompromis i uspokoić obawy prezydenta Trumpa.
- Ustalono powołanie grup roboczych do dalszych negocjacji.
- Duńskie władze nie widzą bezpośredniego zagrożenia ze strony Rosji lub Chin, a Grenlandia wprowadziła mechanizmy kontroli inwestycji pod kątem bezpieczeństwa.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.
Rasmussen i szefowa dyplomacji Grenlandii Vivian Motzfeld podsumowali w ten sposób środowe rozmowy z J.D. Vancem i Markiem Rubiem w Białym Domu.
Nie odnieśliśmy takiego sukcesu, że nasz amerykański kolega powiedział: "Przepraszam, to było całkowite nieporozumienie, zrezygnowaliśmy z naszych ambicji". Wyraźnie istnieje różnica zdań - powiedział Rasmussen dziennikarzom w duńskiej ambasadzie w Waszyngtonie.
Dodał jednocześnie, że USA i Dania zgodziły się co do tego, że "warto spróbować usiąść na wysokim szczeblu i zbadać, czy istnieją możliwości uwzględnienia obaw prezydenta, jednocześnie szanując czerwone linie Królestwa Danii".
Czy to będzie możliwe, tego nie wiem - stwierdził. Zapowiedział natomiast, że powołane zostaną w tym celu grupy robocze.
Rasmussen i Motzfeld podkreślili, że rozmowy nie zmieniły fundamentalnej różnicy zdań w kwestii Grenlandii, ale były prowadzone z szacunkiem. Rasmussen przyznał też, że częściowo zgadza się z niektórymi uwagami prezydenta USA na temat bezpieczeństwa w Arktyce i że powinno się do niego podchodzić poważniej, niż wcześniej.
Zaznaczył jednak, że obecna umowa z USA pozwala Amerykanom na zwiększenie obecności wojskowej i przypomniał, że w czasach zimnej wojny na Grenlandii znajdowało się 17 instalacji wojskowych i niemal 10 tysięcy żołnierzy USA, podczas gdy obecnie jest to tylko jedna baza i 200 osób. To nie była nasza decyzja. To było stanowisko USA - zauważył.
Szef MSZ i były premier Danii powiedział też, że obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla wyspy ze strony Rosji lub Chin. Zaznaczył też, że Dania i Grenlandia unikały inwestycji z Chin, a grenlandzkie władze wprowadziły mechanizm prześwietlania inwestycji pod kątem bezpieczeństwa.
Motzfeld powiedziała z kolei, że Grenlandia chce zwiększenia współpracy z USA, lecz nie kosztem bycia własnością Ameryki. Chciałabym powiedzieć, jak ważne z naszej strony jest wzmocnić naszą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, ale to nie znaczy, że chcemy być własnością Stanów Zjednoczonych - powiedziała.
Rasmussen przypomniał natomiast, że grenlandzki rząd ma poparcie 75 proc. mieszkańców wyspy i jasno wyraził chęć pozostania częścią Królestwa Danii w przewidywalnej przyszłości.

18 godziny temu
7







English (US) ·
Polish (PL) ·