Dr Chrobot o finansowaniu diagnostyki w programach lekowych" zaburzamy całą ścieżkę pacjenta

3 tygodni temu 24
  • Podczas debaty Rynku Zdrowia "Dostęp do programów lekowych. Wymiana dobrych praktyk" dr Michał Chrobot, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych mówił o wnioskach z badania przeprowadzonego wśród świadczeniodawców
  • - Z jednej strony do programów lekowych wchodzą nowe cząsteczki, czy wskazania, z drugiej mamy często problem z finansowaniem diagnostyki niezbędnej do włączania pacjentów do tych terapii - zauważył
  • Respondenci wskazują także na niewłaściwe finansowanie, w tym niewłaściwą wycenę świadczeń do programów lekowych
  • - Problemem jest brak reakcji płatnika na zmiany w obwieszczeniu. Jeśli wchodzą nowe cząsteczki, od dnia publikacji obwieszczenia pacjentom gwarantowany jest dostęp do nowych terapii. Ale kontrakty ośrodków, ich nie obejmują - tłumaczy ekspert

Onkologiczne programy lekowe. Co z diagnostyką?

- Polskie Towarzystwo Koderów Medycznych przeprowadziło badanie ankietowe wśród świadczeniodawców, dotyczące programów lekowych. Klinicyści zwracają w nim uwagę, że ostatnie dwa lata stanowiły olbrzymi przełom, szczególnie w zakresie programów onkologicznych - mocno zbliżyliśmy się do Europy. Obecnie w onkologii brakuje kilku leków i kilku linii leczenia, ale dotyczy to małych grup pacjentów. Jeśli natomiast chodzi o szeroko pojętą dostępność dla całej populacji, nie mamy się czego wstydzić - mówił dr Michał Chrobot,  prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych podczas debaty Rynku Zdrowia "Dostęp do programów lekowych. Wymiana dobrych praktyk".

- To, czego nam brakuje, to szersze spojrzenie na refundację programu lekowego, ponieważ z jednej strony wchodzą nowe cząsteczki, czy wskazania, ale z drugiej mamy często problem z finansowaniem diagnostyki niezbędnej do włączania pacjentów do tych terapii. Mowa głównie o badaniach genetycznych. Rok 2025 przyniósł wprawdzie możliwość wykonywania tych badań w trybie ambulatoryjnym z krwi obwodowej, ale niestety tylko dla nowotworów BRCA-zależnych, dla kilku wskazań i przed włączeniem do programu - wskazywał ekspert.

- Rozumiemy płatnika, który obawiał się zbyt dużej liczby zleceń, ale niepotrzebnie, bo przecież takie badania są zlecane tylko wtedy, gdy zachodzi taka konieczność. Wydaje się, że z nadprodukcją zleceń mamy do czynienia właśnie teraz, gdy badania genetyczne wykonywane są w trybie hospitalizacji - dodał.

"Badanie opóźnione o miesiąc może oznaczać utratę szansy na leczenie"

- Mamy również olbrzymi problem z finansowaniem badań immunohistochemicznych, tj. czynników predykcyjnych, wymienionych jako kryterium kwalifikacji do onkologicznych programów lekowych. Możemy oczywiście przyjąć do wiadomości wyjaśnienie, że NFZ płaci za te badania w ryczałcie diagnostycznym, ale dotyczy to np. 5 proc. populacji. Pozostałe 95 proc. pacjentów, którzy nie spełnią tego kryterium, zostanie przebadanych bez dodatkowego finansowania - zauważył dr Chrobot. 

Podkreślał, że przez takie ułożenie procesu diagnostycznego, bez zagwarantowania dedykowanych, oznaczonych środków na wykonanie konkretnej diagnostyki, zaburzona zostaje cała ścieżka pacjenta.

- Mniejsze placówki nie są zainteresowane przeprowadzeniem badań niezbędnych do zaplanowania pierwszej terapii, co wydłuża ścieżkę chorego, ponieważ badania trzeba realizować dopiero w ośrodkach onkologicznych. W ten sposób chorzy tracą cenny czas, który w pewnych nowotworach ma ogromne znaczenie. Tymczasem koszt badania immunohistochemicznego, np. oznaczenia poziomu PD-L1, wynosi zaledwie 250 zł. Biorąc pod uwagę całą ścieżkę pacjenta z rakiem płuca to żadne pieniądze. Jednocześnie przez opóźnienie tego badania o miesiąc chory może stracić szansę na skuteczne leczenie ze względu na pogorszenie swojego stanu ogólnego - wyjaśniał ekspert.

- Dlatego przy refundacji leków trzeba od razu zabezpieczać systemowo finansowanie diagnostyki. Może być tak, jak proponuje MZ, że powinno to być zapisane w instrumentach podziału ryzyka, ale powinno być konkretnie zapisane, czy odpowiada za to płatnik, czy podmiot odpowiedzialny - mówił prezes PTKM.

"Największym problemem są pieniądze"

Zwrócił uwagę, że w raporcie wybrzmiewa również, że największym problemem, jeśli chodzi o dostępność programów lekowych, są pieniądze. Respondenci wskazują na niewłaściwe finansowanie, w tym niewłaściwą wycenę świadczeń do programów lekowych, bo te nie były taryfikowane od wielu lat. Wskazują również na brak dedykowanego produktu rozliczeniowego dla podań podskórnych.

- Poziom płatności za poradę, czy hospitalizację do konwencjonalnej, mniej skutecznej chemioterapii w porównaniu do poziomu płatności za obsługę programu lekowego, który jest zdecydowanie bardziej czasochłonny i trudny, wydaje się być nieracjonalny. Widzimy niestety, że pacjenci są w niektórych ośrodkach leczeni chemioterapią, co nie jest dla nich opcją optymalną. Pytanie, czy wyższa wycena dla chemioterapii nie była jednym z czynników, które o tym zdecydowały - zaznaczył. 

- Kolejnym elementem jest brak reakcji płatnika na zmiany w obwieszczeniu. Jeśli wchodzą nowe cząsteczki, czy nowe linie leczenia, od dnia publikacji obwieszczenia pacjentom gwarantowany jest dostęp do nowych terapii. Tyle, że w kontrakcie, który tych cząsteczek nie obejmował. Ośrodki dostają zatem grupy nowych chorych, którzy mają prawo żądać leczenia, ale nie otrzymują za to nawet złotówki, co potęguje dodatkowo problem nadwykonań - przypomniał dr Chrobot.

- Skoro płatnik wie, jaka grupa pacjentów wejdzie do programu lekowego i jakie środki będą na to potrzebne, powinien dołożyć pieniędzy. Tyle, ile może, ponieważ świadczeniodawca ma obowiązek zapewnić leczenie - dodał ekspert.

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.

Dowiedz się więcej na temat:

Przeczytaj źródło