- Zwierciadlo.pl
- >
- Spotkania
- >
- Brigitte Bardot nigdy nie kochała kina. Te cytaty dowodzą, że jej prawdziwą miłością były zwierzęta
Agata Lipiec
28 grudnia 2025
(Fot. Charly Hel/Prestige/Getty Images)
Charles de Gaulle nazwał ją „francuskim artykułem eksportowym równie ważnym, jak samochody Renault”. Brigitte Bardot nie była jednak zainteresowana ciągłym przykładaniem ręki do wzrostu PKB. Wystarczyło, że na planie filmowym w Dordogne natknęła się na… kozę, którą uratowała od niechybnej śmierci, aby na dobre porzuciła lukratywne angaże i skupiła się na walce o prawa zwierząt. U szczytu kariery najlepiej opłacana francuska aktorka została aktywistką, która do samego końca stawała w obronie swoich braci mniejszych.
W niedzielny poranek media obiegła wiadomość o śmierci Brigitte Bardot. Jedni kojarzą ją przede wszystkim z filmowym dorobkiem. Francuzka pozostawiła po sobie przeszło 50 produkcji – od przełomowego melodramatu „I Bóg stworzył kobietę”, który uczynił ją jednym z najbardziej znanych symboli seksu lat 50. i 60., aż po ostatni występ w „Bardzo ładnej i bardzo wesołej historii Colinota Trousse-Chemise”. Jako że często powierzano jej role wyzwolonych hedonistek, dla wielu widzów stała się uosobieniem zmysłowości i kobiecej wolności. Początkowo prowokacyjne sceny i zmysłowe stroje nie przyniosły jej poklasku u konserwatywnej francuskiej publiczności, ale za to zrobiły dużo szumu za oceanem. – Wszystko zawdzięczam Amerykanom – mówiła wtedy wschodząca gwiazda. Z czasem coraz więcej filmów z jej udziałem rozbijało również rodzimy box office.
Wraz ze wzrostem popularności aktorki kobiety coraz chętniej kopiowały jej styl rodem z Lazurowego Wybrzeża. Po dziś dzień jej wakacyjny je-ne-sais-quoi ma szerokie grono naśladowczyń. Niesfornie opadająca na oczy grzywka, gorsetowy top, krótka spódnica lub spodnie capri, baletki i słomkowy kapelusz to nie jedyne oblicze francuskiej ikony mody. U boku trzeciego męża – miliardera Guntera Sachsa – zdarzyło się także paradować w towarzystwie w kosztownej diamentowej biżuterii i naturalnych futrach. Drogich i wątpliwych z moralnego punktu widzenia prezentów pozbyła się kilkanaście lat później, aby móc sfinansować powołanie do życia Fundacji Brigitte Bardot. – Tylko idioci nie zmieniają poglądów – mówiła po latach zapytana o dawne modowe zamiłowania.
Z działalności aktorskiej wycofała się oficjalnie w przededniu 40. urodzin. Do porzucenia pracy przed kamerą popchnęło ją spotkanie z… kozą. – Był rok 1973. Kręciłam wtedy film, który okazał się moim ostatnim. Na planie dostrzegłam małą kozę – byłam nią zachwycona, zaczęłam rozmowę z właścicielką, a ta powiedziała mi, że w następną niedzielę przyrządzi z niej méchoui, tradycyjne danie z Afryki Północnej, z okazji komunii swojego wnuczka – tłumaczyła w rozmowie z Joanną Orzechowską-Bonis.
– Rozpłakałam się, kupiłam kozę i zdecydowałam, że odtąd zajmę się wyłącznie problemem cierpienia zwierząt. Na początku wszyscy myśleli wtedy, że to kolejny kaprys gwiazdy, opowiadano o mnie okropne rzeczy. Ale nie dałam się złamać i nigdy nie zdradziłam przysięgi, złożonej zwierzętom – wspominała.
Symbolem jej wczesnego zaangażowania stała się wizyta w Nowej Fundlandii w 1977 roku, gdzie sprzeciwiła się polowaniom na młode foki. Za to już od 1986 roku nosząca jej imię fundacja sterylizuje, szczepi i leczy bezdomne zwierzęta, ratuje i rehabilituje dzikie gatunki, a także prowadzi kampanie podnoszące świadomość społeczną. Jej aktywizm nie znał granic – apelowała do władz Korei Południowej o zakaz sprzedaży psiego mięsa, interweniowała u Billa Clintona w sprawie uwięzionych delfinów i zwracała się do polskich polityków w obronie gęsi i kaczek. Dziś fundacja działa w aż 70 krajach i nie składa broni. „Będziemy kontynuować misję Brigitte z jeszcze większą mocą” – obiecują współpracownicy zmarłej założycielki.
Choć była aktorką, fashionistką, piosenkarką i skandalistką (liczne kontrowersje wywołała m.in. jej trudna relacja z jedynym synem, komentarze o rasistowskim wydźwięku czy obrona oskarżonego o napaść seksualną Gérarda Depardieu i krytyka ruchu #MeToo), nie ulega wątpliwości, że to aktywizm na rzecz zwierząt był kluczowym elementem jej życia. Oto, co przez lata mówiła o swojej najważniejszej misji.
„Film z początku mnie bawił. Ale nigdy tej pracy nie lubiłam […] Kino było o tyle ważne, że zyskana dzięki niemu rozpoznawalność pomaga mi w walce o prawa zwierząt”.
„Dopóki ludzkość będzie się traktować zwierzęta jak jakąś niższą formę życia, dopóki wyrządzane im będą krzywdy i zadawane cierpienia, dopóki będzie się je zabijać, by zaspokajać własne potrzeby, dla rozrywki i uciechy, dopóty nie będę uważać się za przedstawicielkę tej butnej i krwiożerczej ras”.
„By stworzyć fundację, sprzedałam wszystko, co miało wartość. Nie żałuję tych pamiątek, bo pieniądze, jakie za nie dostałam, sprawiły, że ocaliliśmy życie wielu zwierząt. Zresztą ja niczego nie żałuję”.
„Cierpienie zwierząt pcha mnie do walki. Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy dzieją im się te wszystkie okropieństwa. Społeczeństwo, owszem, ewoluowało. Ale ewoluowały też okrucieństwa, jakie serwujemy zwierzętom. Niestety!”.
„30 lat zajęło mi zwycięstwo w sprawie polowań na małe foki. Od 50 lat czekam, aby we Francji zabroniono spożywania koniny. Od 20 lat, żeby zabroniono tu hodowli przypominających miniobozy koncentracyjne. Od 20 – aby zabroniono korridy oraz walk kogutów. Od 50 – żeby eksperymenty na zwierzętach zostały zastąpione przez metody alternatywne. I tak dalej, i tak dalej…”.

2 tygodni temu
18





English (US) ·
Polish (PL) ·