Bałagan z kamizelkami dla ratowników medycznych. "Uszczęśliwiają nas na siłę"

3 tygodni temu 16
  • - Postulowaliśmy, żeby kamizelki były środkiem ochrony indywidualnej, czyli żeby każdy ratownik miał swoją. Tyle że nikt nie chciał nas słuchać i przepchnięto pomysł, aby kamizelki były dla wszystkich, czyli dla nikogo - opowiada w rozmowie z wp.pl Tomasz Socha
  • Przepisy dotyczące wyposażenia karetek w kamizelki nożoodporne mają zacząć obowiązywać od 31 marca 2026 r. 
  • Jak miałyby być realizowane w praktyce, sprawdziła Wirtualna Polska

Kamizelki w karetkach. "Dla wszystkich, czyli dla nikogo" 

Po śmierci ratownika w Siedlcach i apelach, by wzmocnić ochronę, Ministerstwo Zdrowia kilkukrotnie rozmawiało ze środowiskiem medycznym o tym, jak poprawić bezpieczeństwo zespołów ratownictwa medycznego.

Jednym z pomysłów było wyposażenie ratowników w kamizelki nożoodporne, ale nie jako osobny postulat, a w połączeniu ze stworzeniem mapy miejsc niebezpiecznych, aby medycyny jadąc w taki rejon mogli odpowiednio się przygotować.

W efekcie Narodowy Fundusz Zdrowia wydał zarządzenie, zgodnie z którym początkowo od stycznia 2026 r. każda karetka miałaby zostać wyposażona w kamizelkę nożo- i szpikulcoodporną dla każdego członka zespołu ratownictwa medycznego. Termin ten został jednak przesunięty do końca marca 2026. 

Jak przepisy miałyby być realizowane w praktyce, sprawdziła Wirtualna Polska. Z ustaleń portalu wynika, że na karetkę miałyby przypadać dwie, rzadziej trzy sztuki kamizelek. Do stacji pogotowia ratunkowego w całej Polsce trafiać mają właśnie pisma z prośbą o określenie ich rozmiarów. Ich rozpiętość to: XS do wielokrotnego XL.

Ratownicy i dyrektorzy stacji pogotowia nie szczędzą projektowi krytyki. Tomasz Socha z Krajowej Izby Ratowników Medycznych zwraca uwagę, że resort chce uszczęśliwić ich na siłę. 

- Postulowaliśmy, żeby kamizelki były środkiem ochrony indywidualnej, czyli żeby każdy ratownik miał swoją. Tyle że nikt nie chciał nas słuchać i przepchnięto pomysł, aby kamizelki były dla wszystkich, czyli dla nikogo - opowiada w rozmowie z wp.pl

Sam, jak przyznał, potrzebowałby kamizelki w rozmiarze przynajmniej XXL, a po nim zmianę obejmuje koleżanka, która ma 150 cm i nosi rozmiar XS. Kamizelki natomiast spełniają swoją rolę, gdy są dopasowane. 

"Ratownicy ich nie chcą"

NFZ miał poinformować portal, że "zakup tego sprzętu będzie centralny i odpowiada za niego resort zdrowia". W MZ tłumaczą z kolei, że "obowiązek zapewnienia kamizelek w liczbie odpowiadającej liczbie członków zespołu ratownictwa medycznego spoczywa na dysponentach tych zespołów", a resort jedynie podejmuje działania mające ich wesprzeć. 

Pracownicy stacji pogotowia w całej Polsce przyznają natomiast w odpowiedzi na pytania wp.pl, że żadne pismo do tej pory do nich nie trafiło, dlatego kamizelek nie zamawiają. - Ratownicy ich nie chcą - to najczęstsze zdanie, jakie słyszy dziennikarka.

Z wyliczeń samorządów ratowniczych i stacji pogotowia, na które powołuje się portal wynika, że średnio w czasie co 10. wyjazdu dochodzi do napaści lub innego ataku na medyków. Gdyby w każdej karetce miałyby być kamizelki dla dyżurujących, trzeba byłoby zamówić ich ok. pięciu tysięcy sztuk.

Koszt zamówienia sięgałby wówczas, w zależności od oferty, od 2 do 15 mln zł. Nowe przepisy nie mówią nic na temat norm, jakie mają spełniać kamizelki nożoodporne. Na rynku wybór jest szeroki, a ratownicy obawiają się, że jeśli trafią do nich kamizelki gorszej jakości, będą stanowić powód do podważenia wypłaty odszkodowania czy ubezpieczenia, gdy ratownik zostanie zraniony podczas interwencji, a nie będzie miał na sobie kamizelki.

Ciężkie i krępują ruchy. "Nie zgadzamy się na kamizelki przydzielone per karetka"

Zgodnie z tym, co bowiem przekazało MZ, członkowie zespołów będą podejmowali decyzję o użyciu kamizelek na własną rękę. Niektóre stacje same zaopatrzyły się w tego typu sprzęt. Nie są nim jednak zachwyceni. Skarżą się, że jest niewygodny, ciężki i ogranicza ruchy. Zakładają je, gdy dostają sygnał, że jadą np. do ofiary bójki.

- Niestety zdarza się, że niebezpiecznej sytuacji nie da się przewidzieć. Tak jak w Siedlcach. Ratownicy jechali do duszności. Gdyby wtedy mieli kamizelki w karetce, pewnie by ich nie założyli - zwraca uwagę Tomasz Socha.

W rozmowie z wp.pl podkreśla także, że samorząd nie zgadzał się na kamizelki przydzielone per karetka, a nie do ratownika medycznego, jako indywidualne uposażenie. - Poza tym resort zrzucił z siebie koszty zakupu i obciążył nimi dysponentów Zespołów Ratownictwa Medycznego - podkreśla. 

Ministerstwo odrzucić miało także pomysł utworzenia mapy zagrożeń, na której na czerwono oznaczone byłyby niebezpieczne rejony. 

Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.

Dowiedz się więcej na temat:

Przeczytaj źródło