Zyskał sympatie Polaków. Skandal zakończył mu karierę. "Wyszło do d**y"

1 miesiąc temu 24

- Wyszło do d**y - przyznał w rozmowie z TVP Sport Robert Johansson, który w marcu padł ofiarą głośnej afery kombinezonowej. Norweg niedługo po tym zakończył karierę. - Milczałem, mimo że w środku chciałem krzyczeć. (...) Uznałem w pewnym momencie, że to już nie na moje siły. Stwierdziłem wówczas, żegnając się: obcięto mi skrzydła - podsumował.

Robert Johansson screen

Robert Johansson, trzykrotny medalista igrzysk olimpijskich, zaskakująco zdecydował w maju, że kończy sportową karierę. Trudno nie powiedzieć, że miało to związek z aferą kombinezonową, która wypłynęła w świecie skoków po artykule Jakuba Balcerskiego, dziennikarza Sport.pl, tuż przed konkursem na dużej skoczni podczas tegorocznych mistrzostw świata w Trondheim. Protest federacji sprawił, że FIS zdyskwalifikował dwóch Norwegów: Mariusa Lindvika oraz właśnie Johanssona.

Zobacz wideo BOGDANKA LUK Lublin pokonała JSW Jastrzębski Węgiel. Marcin Komenda MVP spotkania

Robert Johansson publicznie zabrał głos. Oto co powiedział o aferze kombinezonowej

Robert Johansson zdradził, że ostatni skok oddał podczas sławnego treningu, w którego trakcie Sandro Pertile ogłosił na konferencji, że zawodnik został zawieszony. Po tym podjął decyzję, by się pożegnać. - To smutne, że nie miałem okazji, aby zrobić to na własnych zasadach, a ten ostatni odbył się w takich okolicznościach. Jednak kiedy minęło już tyle czasu, raczej nie da się go cofnąć. Ani tego naprawić. Wyszło do d*** - przekazał w rozmowie z TVP Sport.

- To bardzo bolało. Chyba najbardziej moment, w którym powiedzieli mi: na drugi trening w Oslo już nie możesz pójść. (...) Nie miałem nic wspólnego z tym, co mi zarzucano. I to bolało: że nie mogę nawet się wybronić, odnieść - przyznał. Johansson został oczyszczony z zarzutów przez FIS, natomiast nic to nie zmienia. 

- Któregoś dnia zapytałem siebie: czy mam to jeszcze w sobie, żeby dotrwać do igrzysk? I wtedy zrozumiałem, że to straciłem. Bezpowrotnie. Zrozumiałem, jak ważne jest życie rodzinne. Ile dobrego mi to daje. Nam daje. Mam czas być ojcem, w końcu - tłumaczył.

- Milczałem, mimo że w środku chciałem krzyczeć. Przez kilka miesięcy czekałem, aż jednak powiedzą, że Johansson nie jest winny. A wcześniej próżno było czegokolwiek się od nich dowiedzieć. Uznałem w pewnym momencie, że to już nie na moje siły. Stwierdziłem wówczas, żegnając się: obcięto mi skrzydła. I to podtrzymuję, tak to dotąd odbieram - podsumował.

Johansson wspomina Kamila Stocha. "To było coś niewidywanego wcześniej"

Na koniec wyjawił, że przyjedzie na najbliższe zawody Pucharu Świata do Lillehammer, ale już tylko jako kibic. - Na skoki za późno. Nie miałem nart od marca na nogach, nie kucałem do pozycji dojazdowej ani razu. Ani razu się nie odbijałem od czegokolwiek, zająłem zupełnie innymi rzeczami. Pewnie nic by mi się nie stało, ale po co ryzykować przed świętami? - zapytał retorycznie.

Jak się okazuje, jednym z zawodników, którego będzie pamiętał ze skoczni najlepiej, jest Kamil Stoch. - Świetnie się z nim zawsze gadało plus mamy super historię rywalizacji z Raw Air 2018 - stwierdził. I wskazał go również jako najlepszego skoczka, z którym rywalizował. - Kamil, ten z końcówki zimy 2018. To było coś niewidywanego wcześniej. No, może też Peter Prevc z zimy 2015/16. Oni dwaj, geniusza z geniuszem ciężko porównywać. Obłęd - zakończył skoczek, który w Polsce sympatię zyskał charakterystycznymi wąsami.

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło