Oskarżany o 26 przypadków złamania prawa, Zbigniew Ziobro nie wraca wciąż z Budapesztu. W programie „Gość Wydarzeń” w Polsat News szef MSWiA Marcin Kierwiński zapowiedział, że to nie jeszcze nie koniec.
W środę 26 listopada Marcin Kierwiński na antenie Polsat News omawiał sytuację Zbigniewa Ziobry. Ścigany przez prokuraturę polityk PiS już od kilku tygodni przebywa na Węgrzech i nie zanosi się na to, by dobrowolnie wrócił do kraju.
Kierwiński: Ziobro trafi przed polski wymiar sprawiedliwości
– To jest obowiązek państwa polskiego, aby każdą osobę, która popełniła przestępstwa, doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości – zaznaczał Kierwiński, pytany o pomysły władz w związku z niechęcią Ziobry do stawienia się w prokuraturze.
– Nie mówię, że to będzie łatwe, ani też nie chcę powiedzieć, że zdarzy się jutro, pojutrze, czy za tydzień – dodawał minister spraw wewnętrznych i administracji. – Ale tak. Były minister Zbigniew Ziobro trafi przed polski wymiar sprawiedliwości [...], jak tylko będzie to możliwe – zapowiadał.
Kierwiński stanął przy tym w obronie służb i podkreślał, że nie wini funkcjonariuszy za wypuszczenie polityka z kraju. Przypomniał, że Ziobro miał wówczas jeszcze immunitet, więc nie mógł zostać zatrzymany. – Żadna służba nie będzie podejmować działań wobec jakiegokolwiek obywatela niezgodnie z polskim prawem – podkreślał.
Fundusz Sprawiedliwości na cele polityczne
Śledczy uważają, że za czasów PiS Fundusz Sprawiedliwości działał jak „wyborcza skarbonka” polityków związanych ze Zbigniewem Ziobro. Pieniądze zamiast na ofiary przestępstw, promowały konkretne osoby w wybranych okręgach wyborczych.
Z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości dofinansowywano m.in. zaprzyjaźnione Ochotnicze Straże Pożarne, Koła Gospodyń Wiejskich, czy szpitale. W tzw. trybie pozakonkursowym przyznano 2043 dotacje za 224 mln zł. Około 90 proc. z tych pieniędzy trafiło do okręgów kandydatów Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry.
Mechanizm opisał śledczym Tomasz Mraz, dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w resorcie sprawiedliwości. – To często polityk Suwerennej Polski w ramach działalności politycznej w swoim okręgu, jechał spotkać się z włodarzami i mówił, że mogą dostać 20, 30, czy 50 tysięcy i żeby tylko przygotowali wniosek – tłumaczył. – Zobaczyłem, jak to funkcjonuje w kampanii w 2019 r. To było obrzydliwe – dodawał.
Czytaj też:
Nalot CBA na siedzibę fundacji o. Rydzyka. Zabezpieczono dokumentyCzytaj też:
Tak ziobryści rozdawali pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Ujawniono maile



English (US) ·
Polish (PL) ·