Zagadkowa śmierć na polowaniu w Młyniskach. Pojawia się wątek 12-letniego chłopca

1 miesiąc temu 26

Data utworzenia: 27 listopada 2025, 9:37.

Sprawa polowania w Młyniskach i śmierci pana Andrzeja wciąż budzi ogromne emocje. Nadal nie wiadomo, kto pociągnął za spust. Czy rzeczywiście śmiertelny strzał oddał syn właściciela jednej z największych firm wędliniarskich na Lubelszczyźnie? I jaką rolę odegrał na miejscu 12-letni chłopiec? Potwierdziły się ustalenia "Faktu", że dziecko brało udział w polowaniu, co jest niezgodne z prawem.

Polowanie w Młyniskach zamieniło się w koszmar. Foto: Jakub Orzechowski / AGENCJA Wyborcza .pl

60-letni pan Andrzej został śmiertelnie postrzelony, gdy czekał przed furtką na powrót swoich dzieci znad jeziora. Strzał, oddany z broni wyposażonej w tłumik, rozerwał mężczyźnie płuco, powodując śmierć w ciągu kilku chwil.

Jeszcze tej samej nocy do oddania strzału przyznał się 40-letni Sławomir A., syn Henryka A., założyciela jednej z największych firm wędliniarskich na Lubelszczyźnie. Mężczyzna jest również partnerem ojca w rodzinnych interesach. Myśliwy tłumaczył, że celował do dzika, który miał niszczyć jego uprawy kukurydzy. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego strzelał w kierunku furtki i domu pana Andrzeja, zamiast w stronę ścierniska i lasu, znajdujących się po przeciwnej stronie drogi.

Polowanie w Młyniskach: kontrowersje wokół strzału

Prokuratura postawiła Sławomirowi A. zarzut umyślnego zabójstwa. Tuż po tragedii "Fakt" ustalił, że jedna z hipotez śledztwa zakłada, że to jego 12-letni syn, uczony przez ojca sztuki myśliwskiej, mógł oddać śmiertelny strzał. Ich zdaniem doświadczony myśliwy powinien zauważyć, że nie strzela do dzika tylko do człowieka, ponieważ miał broń myśliwską wyposażoną w lunetę celowniczą.

Tym bardziej że pomylił on postawnego mężczyznę ze zwierzyną z odległości zaledwie 150 metrów. — W tej sprawie jest sporo wątpliwości, które trzeba wyjaśnić — przyznała w rozmowie z "Faktem" prokurator Jolanta Dębiec, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Jak z kolei ustaliła "Wyborcza" chłopiec został zabrany z miejsca tragedii przez matkę jeszcze przed przyjazdem prokuratora. Kurtkę 12-latka zabezpieczono dopiero w jego domu. Prokuratura nie postawiła jednak nikomu zarzutów związanych z ewentualnym mataczeniem.

Syn właściciela Zakładów Mięsnych Dobrosławów zamieszany w polowanie?

Do sprawy odniósł się również Henryk A. i zasugerował, że to nie jego syn oddał śmiertelny strzał.

– Syn celował do dzika, a strzelać do człowieka mógł inny myśliwy, który potem wsiadł w samochód i odjechał – stwierdził przedsiębiorca.

Gdy dziennikarz przypomniał mu, że Sławomir A. przyznał się do oddania strzału, rozmowa została nagle przerwana.

Zobacz także: Zabójstwo na oczach tłumu w centrum Warszawy. Każda sekunda miała znaczenie

/4

Jarosław Górny / -

Do tragedii doszło w połowie sierpnia 2025 r.

/4

Jarosław Górny / -

Około godz. 23 pan Andrzej, mieszkaniec Młynisk, usłyszał dźwięki w pobliżu swojego domu i wyszedł na podwórze. Chwilę później padły strzały.

/4

Jarosław Górny / -

Jeden z pocisków trafił mężczyznę w prawe płuco, co doprowadziło do natychmiastowej śmierci.

/4

KPP Lubartów / Materiały policyjne

Strzały oddał — jak sam twierdzi — Sławomir A., 40-letni syn Henryka A., właściciela jednej z największych firm wędliniarskich na Lubelszczyźnie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło