Zabił mężczyznę na pasach, a prokuratura nie chce więzienia. „Pół osiedla słyszało silnik”

1 miesiąc temu 23

Kierujący sportowym mercedesem śmiertelnie potrącił 36-letniego mężczyznę na pasach. Dziennikarze „Uwagi!” postanowili nagłośnić podejście prokuratury, która chciała potraktować winnego wyjątkowo łagodnie.

Arkadiusz Wojtas wracał wieczorem z kolegą do domu. Mężczyźni razem przechodzili przez pasy, kiedy nagle usłyszeli hałas rozpędzającego się samochodu.

Śmiertelne potrącenie na pasach. „Nasze życie runęło w gruzach”

– Ja byłem w jednej trzeciej pasów, a Arek był na środku. Usłyszałem ryk silnika z prawej strony. I słychać było, że kierowca przyspiesza. Jak zauważył Arka, to próbował uciec. Uderzył go z dużą prędkością, bo Arek daleko odleciał. Złapałem komórkę, by zadzwonić na pogotowie – opowiadał pan Piotr.

Arkadiusz nie zdołał uskoczyć przed pędzącym samochodem sportowym. Uderzył głową w przednią szybę auta i w stanie krytycznym odwieziono go do szpitala. Brat zmarłego rozmawiał z lekarzami, którzy przekazali mu, że „wyczerpali wszystkie możliwości”. 36-latek zmarł.

36-letni Arkadiusz był budowlańcem. Miał dwójkę dzieci i żonę, z którą przeżył wspólnie 10 lat, para budowała dom. – Od razu powiedziałam o tym, co się stało dzieciom. Zaczął się koszmar. Nasze życie runęło w gruzach – podkreślała pani Katarzyna.

Przedsiębiorca z Łodzi zabił pieszego na pasach

42-letni sprawca wypadku swój dom już zdążył wybudować. To znany w Łodzi przedsiębiorca z własna firmą. Mężczyzna w chwili zdarzenia był trzeźwy, prowadził prawie nowego mercedesa o mocy ponad 600 koni mechanicznych.

– Z całej sytuacji pamiętam sekundę przed wypadkiem, kiedy widzę dwóch ludzi i próbuję uniknąć zderzenia. Pamiętam, że była 22:40, wiem, że był to 4 października, że wracałem z pracy. Ale dlaczego tak zrobiłem, nie umiem odpowiedzieć – przyznał.

– To nie jest tak, że nie chcę odpowiedzieć, tylko nie umiem. Nie wiedziałem, że zwykłego człowieka może spotkać coś takiego, że spowoduje wypadek, wcześniej jeździłem 24 lata. Nigdy nie miałem żadnej kolizji i żadnego wypadku – bronił się w rozmowie z dziennikarzami.

Wdowa oburzona tłumaczeniami kierowcy. „Pół osiedla słyszało silnik”

Tzw. czarna skrzynka z jego pojazdu pokazuje, że na 6 sekund przed wypadkiem mężczyzna jechał prawie 30 km/h. Na osiedlowej drodze wcisnął jednak gaz do dechy i zaczął hamować dopiero tuż przed zderzeniem. Kiedy uderzał w 36-latka, jego pojazd miał prędkość 108 km/h. Dlaczego jechał tak szybko?

– Nie umiem odpowiedzieć. Ten samochód kupiłem, żeby go sprzedać. Jechałem nim kilka razy, to nie był samochód, którym jeździłem na co dzień. Nie jestem człowiekiem, który jeździł szybko po drogach – zapewniał.

Jego tłumaczeniom nie dała wiary wdowa po 36-latku. – Przed pasami przyspiesza do 100 km/h, zabija człowieka i nagle twierdzi, że nie wie, co się stało. Świadkowie mówią, że przygazował tak, że pół osiedla słyszało silnik – oburzała się.

Sprawca zaproponował niski wymiar kary. Prokurator się zgodziła

– Stała się straszna rzecz i jest mi ogromnie przykro. Bardzo chciałbym pomóc tamtej rodzinie. Sam mam dzieci – podkreślał 42-latek. Mężczyźnie może grozić nawet do 8 lat więzienia, ale zadeklarował dobrowolne poddanie się karze i zaproponował dla siebie rok więzienia w zawieszeniu.

Kierowca dołączył też liczne dyplomy i podziękowania, dowodzące działalności charytatywnej w jego firmie. Prokurator zajmująca się tym postępowaniem poparła wniosek mężczyzny. „Ustalona z podejrzanym kara jest adekwatna do stopnia zawinienia i spełni przewidziane prawem cele” – pisała w uzasadnieniu.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Paweł Jasiak dodawał, że oskarżony nie działał z premedytacją i zadeklarował chęć współpracy. – 30 tys. zł za stratę mojego męża, w zasadzie osoby, która utrzymywała wszystko? – nie mogła pogodzić się z tym pani Katarzyna.

W środę 26 listopada przed sądem w Łodzi odbyła się pierwsza rozprawa dotycząca opisywanego wyżej wypadku. Rodzina starała się, by propozycja prokuratury i oskarżonego nie została uwzględniona. Udało jej się osiągnąć cel. Sąd odrzucił wniosek o wymierzenie kary proponowanej przez kierowcę. Tera przedsiębiorcę czeka zwykły proces. Grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Czytaj też:
Myśliwi bez badań? Ekspertki alarmują. „Zwiększone ryzyko zaburzeń psychicznych”
Czytaj też:
Auto uderzyło w ogrodzenie. Nie żyje były poseł

Przeczytaj źródło