Są opowieści, które nie starzeją się nigdy - zmieniają tylko kostiumy. Gorset zastępuje inną formą kontroli, wachlarz staje się narzędziem władzy, ale gra pozorów pozostaje dokładnie taka sama. „Niebezpieczne związki” Pierre’a Choderlosa de Laclos od niemal 250 lat hipnotyzują kolejne pokolenia czytelników i widzów. W listopadzie powróciły w nowej serialowej odsłonie, jako „Intrygantka” - a jutro na HBO Max zobaczymy finał tej intrygującej, sześcioodcinkowej historii.
To nie jest kolejna wierna ekranizacja. To raczej uwodzicielski prequel, który zaprasza nas do świata, w którym młoda kobieta uczy się, że w rzeczywistości rządzonej przez mężczyzn, niewinność bywa luksusem, na który nie można sobie pozwolić.
W tym artykule:
- O czym jest powieść „Niebezpieczne związki”?
- „Intrygantka” na Hbo Max to prequel bez zahamowań. Kim była markiza, zanim stała się legendą?
- XVIII wiek jak z obrazu. Paryż, kostiumy, zmysłowość i gra pozorów
- Gwiazda „Emily w Paryżu” w obsadzie serialu HBO
- Serial, który dzieli. I właśnie dlatego intryguje
- Jutro finał „Intrygantki”. Czy ta gra była warta ceny?
O czym jest powieść „Niebezpieczne związki”?
Dla tych, którzy dopiero poznają historię markizy de Merteuil: „Niebezpieczne związki” to klasyka literatury, w której miłość staje się grą, a uczucia narzędziem w walce o władzę. Markiza i wicehrabia de Valmont uwodzą, manipulują i knują za plecami innych, pokazując, że w świecie XVIII-wiecznych salonów elegancja i pozory kryją często zimną, wyrachowaną strategię.
To opowieść o tym, jak cienka jest granica między uwodzeniem a destrukcją i jak daleko człowiek może się posunąć, gdy serce staje się polem bitwy.
„Intrygantka” na Hbo Max to prequel bez zahamowań. Kim była markiza, zanim stała się legendą?
Twórcy „Intrygantki” cofają się do momentu, zanim markiza de Merteuil stała się ikoną cynizmu i manipulacji. Poznajemy ją jeszcze jako Isabelle - młodą, piękną, ambitną kobietę, która wierzy, że miłość może być jej sojusznikiem. Romans z Valmontem szybko okazuje się jednak lekcją brutalną. Zdrada nie tylko łamie jej serce, ale też bezlitośnie uświadamia, jak niewiele znaczy kobieta w świecie męskich przywilejów.
To właśnie wtedy Isabelle trafia pod skrzydła Madame de Rosemonde - mentorki, obserwatorki i cichej architektki kobiecego przetrwania. Tu zaczyna się prawdziwa transformacja. Bohaterka uczy się, że urok, inteligencja i chłodna kalkulacja mogą być bronią. I że jeśli chce stać się bohaterką własnej historii, ktoś inny musi zapłacić cenę. Serial nie próbuje jej wybielać. Wręcz przeciwnie - pokazuje, że bezwzględność bywa odpowiedzią na świat, który nie zostawia kobietom wyboru.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
XVIII wiek jak z obrazu. Paryż, kostiumy, zmysłowość i gra pozorów
„Intrygantka” zachwyca wizualnie. To paryski świat jedwabnych sukni, peruk, intymnych alków i pałacowych korytarzy, w których każde spojrzenie może być obietnicą albo wyrokiem. Zmysłowość jest tu wszechobecna - nie tylko w erotycznym napięciu, ale w detalach: w dotyku materiałów, w powolnych gestach, w niedopowiedzeniach.
Problem? Z czasem forma zaczyna dominować nad treścią. Scenariusz bywa nierówny, a emocje - choć obecne - nie zawsze pogłębiane. Serial czasami flirtuje z odważnymi tematami, by zaraz potem bezpiecznie się z nich wycofać. To nie bezkompromisowa reinterpretacja klasyki, raczej estetyczna, współczesna wariacja, która momentami gra zbyt ostrożnie. A jednak… trudno przestać oglądać ten serial.
Gwiazda „Emily w Paryżu” w obsadzie serialu HBO
W roli Isabelle de Merteuil oglądamy Anamarię Vartolomei - aktorkę, która już wcześniej zachwyciła w filmowej adaptacji „Hrabiego Monte Christo”. Jej Merteuil jest jednocześnie krucha i wyrachowana, pełna sprzeczności, które magnetyzują.
Diane Kruger jako Madame de Rosemonde wnosi do serialu klasę, chłód i doświadczenie - jest jak cichy głos rozsądku w świecie namiętności. Vincent Lacoste jako Valmont idealnie balansuje między urokiem a moralną dwuznacznością. A Lucas Bravo, znany szerokiej publiczności z „Emily w Paryżu”, dodaje całości współczesnego rysu, który może dzielić widzów, ale trudno go zignorować.
Serial, który dzieli. I właśnie dlatego intryguje
Opinie widzów są skrajne. Jedni widzą w „Intrygantce” stylowy, sensualny kostiumowy romans, który wciąga jak dobra plotka z salonów. Inni zarzucają jej zbytnią grzeczność, brak prawdziwego pazura i niewykorzystany potencjał.
Pojawiają się porównania do połączenia „Emily w Paryżu” z „Niebezpiecznymi związkami”. Są głosy zachwytu nad klimatem i kostiumami, ale też rozczarowanie tempem i emocjonalnym ciężarem. I właśnie w tym tkwi siła tej produkcji - nie próbuje się wszystkim podobać.
Jutro finał „Intrygantki”. Czy ta gra była warta ceny?
Finałowy odcinek „Intrygantki” pojawi się jutro na HBO Max i zamknie historię, która od początku była opowieścią o cenie wolności. O tym, ile trzeba oddać, by móc decydować o sobie. I czy w świecie pełnym hipokryzji da się wygrać, nie stając się częścią systemu, który się krytykuje.
Jeśli szukasz serialu, który zachwyci cię estetyką, pozwoli zanurzyć się w XVIII-wiecznym Paryżu i da przyjemność obserwowania subtelnej gry emocji - „Intrygantka” spełni te oczekiwania. Jeśli jednak liczysz na nową, bezlitosną wersję „Niebezpiecznych związków” - możesz poczuć niedosyt. Jedno jest pewne: ta historia uwodzi. Nawet jeśli nie zawsze dotrzymuje wszystkich obietnic.

3 tygodni temu
29






English (US) ·
Polish (PL) ·