Była największą na świecie. To z niej wystartowały nad Japonię samoloty z bombami jądrowymi, potem na dekady oddano ją naturze. Teraz Amerykanie odbudowują wielką bazę lotniczą na Marianach. Potrzebują jej na wypadek wojny z Chinami.
Fot. USAF
W bazie North Field na wyspie Tinian cicho było przez 78 lat. Praktycznie porzucono ją w 1946 roku. Od tego czasu amerykańskie wojsko zjawiało się tam tylko na krótkie ćwiczenia. Teraz wraca na stałe. Poważne prace zaczęły się w ubiegłym roku i coraz częściej można już oglądać zdjęcia, które pokazują postępy.
Jednocześnie na finiszu jest też duża rozbudowa drugiego lotniska znanego z II wojny światowej - West Field, które leży zaledwie niecałe 10 kilometrów na południe od North Field. Tinian bez specjalnego rozgłosu ponownie staje się jedną z kluczowych baz USA na Pacyfiku. Wszystko przez Chiny i ich rakiety.
Jedyne wyspy w okolicy
Tinian to jedna z wysp Marianów Północnych, terytorium zależnego USA. Położona jest strategicznie na środku zachodniego Pacyfiku, około 2,3 tysiąca kilometrów na południe od Japonii i 3 tysiące kilometrów na wschód od wybrzeża Chin. 200 kilometrów na południe od niej leży wyspa Guam, największa w całym archipelagu Marianów. Również należy do USA i jest główną placówką Amerykanów w tej okolicy. Znajduje się tam między innymi baza lotnicza Anderson, jedna z najważniejszych na całym Pacyfiku.
Amerykanie zdobyli te wyspy na Japończykach latem 1944 roku. Natychmiast zaczęli tam budować sieć dużych baz lotniczych, głównie z myślą o ciężkich bombowcach B-29, mających wykonywać naloty na Japonię. Ukończono je w kilka miesięcy i od zimy 1945 roku systematycznie wyruszały z nich wyprawy bombowe, liczące setki maszyn. To z North Field wystartowały nad Hiroszimę i Nagasaki samoloty z bombami atomowymi. Specjalne stanowiska do ich uzbrajania zachowano jako pomniki i są w dobrym stanie do dzisiaj. Samą bazę szybko jednak porzucono, kiedy przestała być potrzebna. Do końca 1946 roku ogromna infrastruktura zajmująca praktycznie cały teren wyspy została oddana we władanie natury, choć formalnie większość Tinian była i jest w dzierżawie wojska USA. Na wyspie żyje około 3,5 tysiąca cywili, którzy utrzymują się z obecności nielicznych turystów, posad rządowych i podstawowego rolnictwa oraz rybołówstwa.
Narastająca rywalizacja z Chinami prowadzi jednak do znaczących zmian w ich otoczeniu. Wojsko USA wraca na Tinian, choć przez dekady pojawiało się tam tylko incydentalnie na krótkie ćwiczenia. Wszystko przez koncepcję rozpraszania sił. Wspomniana duża baza Anderson na Guam ma taką wadę, że jest jedyna w promieniu dwóch tysięcy kilometrów. Oczywiście na różnych wysepkach i wysepkach w rejonie są małe lotniska, ale nijak nie nadają się one do stacjonowania większej liczby samolotów wojskowych, nie wspominając o ciężkich bombowcach czy transportowcach. Dodatkowo na Guam jest największy w regionie port i baza dla okrętów US Navy. Gdyby coś się im stało, to Amerykanie mieliby naprawdę ciężką sytuację: od Hawajów aż do Japonii żadnej spokojnej przystani dla lotnictwa i floty.
Co mogłoby się stać w takiej bazie, jest dość oczywiste. Jej strategiczne znaczenie jest jasne dla wszystkich, także Chińczyków. Nie bez powodu, podczas rozbudowy swojego arsenału rakiet balistycznych, kładą duży nacisk na te pośredniego zasięgu, mogące sięgnąć Guam. Jedna z nich o oznaczeniu DF-26 jest nawet ironicznie nazywana w nieoficjalnych źródłach "Guam Express" albo "Guam Killer". Cel jest jasny. W przypadku konfliktu pozbawić lotnictwo i flotę USA strategicznej bazy na zachodnim Pacyfiku. Amerykanie się na to szykują. Po pierwsze wzmacniają ochronę Guam dodatkowymi systemami antyrakietowymi. Zmasowany i długotrwały atak byłby jednak trudny do całkowicie skutecznego odparcia. Prowadzą też prace budowlane, które mają zwiększyć powierzchnię miejsc postojowych dla samolotów. Lepiej dodatkowo mieć gotowe bazy zapasowe do rozproszenia swoich sił i zwiększenia szansy ich przetrwania oraz na wypadek konieczności przyjęcia dużych posiłków zmierzających z USA w rejon walk. Z tych powodów wynika właśnie rehabilitacja baz na Tinian.
Prawie miliard dolarów na lotniska
Pierwsze ruchy Waszyngton wykonał już w 2023 roku, przydzielając 300 milionów dolarów na odnowienie i rozbudowę byłej bazy West Field. Podczas II wojny światowej był to duży kompleks z dwoma pasami startowymi i rozbudowaną infrastrukturą. Do dzisiaj dotrwał jeden pas, służący za lotnisko cywilne dla lokalnego ruchu pomiędzy wyspami Marianów. Ma długość 2,6 kilometra, utrzymany jest w dobrym stanie więc nadaje się nawet dla największych samolotów. Teraz trwa jego znacząca rozbudowa, która polega na dodaniu dużych miejsc postojowych dla samolotów i infrastruktury niezbędnej do ich obsługi. W efekcie tych prac teren lotniska powiększy się dwukrotnie. Całe cywilno-wojskowe lotnisko jest nazywane teraz "Divert" co w wolnym tłumaczeniu oznacza miejsce przekierowania samolotów, które nie mogą wylądować w planowanym punkcie. W sposób jasny oddaje to też cel prac.
Od 2024 roku prowadzone są również prace na North Field, które podczas II wojny światowej było jeszcze większe niż West Field i dysponowało czterema równoległymi, długimi pasami startowymi. W wielu źródłach można spotkać określenia, że była to w swoim czasie największa baza lotnicza na świecie. W ubiegłym roku przyznano na jej odbudowę kontrakt wart 400 milionów dolarów. Amerykanie muszą startować z bardzo niskiego poziomu. W przeciwieństwie do West Field tutaj od zakończenia II wojny światowej przeprowadzono jedynie bardzo ograniczone prace. W latach 80., na ostatniej fali zimnowojennych zbrojeń, oczyszczono z roślinności dwa z czterech pasów i pobieżnie załatano największe dziury. Od tego czasu jeden z pasów okresowo używano do ćwiczeń i krótkich wizyt głównie, transportowców C-130 Hercules. Wszystko wokół jest jednak zarośnięte. Podczas II wojny światowej większość nawierzchni pasów, dróg kołowania i stanowisk postojowych wykonano nie z asfaltu, ale z pozyskanego na miejscu rozkruszonego oraz ubitego koralowca. To dobry budulec i łatwo dostępny, ale po dłuższym czasie odradza się na nim roślinność.
Wstępne prace na North Field już od końca 2024 roku prowadzi niewielki oddział wojskowych inżynierów przysłany z Guam. To od nich pochodzi większość zdjęć, pokazujących aktualną sytuację na Tinian. Przygotowują oni teren pod wejście cywilnej firmy, która ma przeprowadzić większość prac. Sądząc po zdjęciach satelitarnych, przygotowania trwają. Finał głównych robót zaplanowano na rok 2027. Nie ma dostępnych publicznie szczegółowych planów, ale z opisu wynika, że baza ma zostać odbudowana w całości, do rozmiarów z końca II wojny światowej. North Field byłoby wówczas bazą większą nawet niż ta na Guam.
Odnowa drugiego łańcucha
Nie ma jednak mowy o przenoszeniu tam na stałe jakichś samolotów. Nie stacjonują one nawet w bazie Andersen na Guam, a jedynie pojawiają się tam okresowo. Na stałe na wyspach jest tylko to, co konieczne dla obsługi lotnisk i odwiedzających je maszyn. Te trafiają tam w zależności od potrzeb. Można być jednak pewnym, że w przypadku znacznego wzrostu napięć z Chinami i prawdopodobieństwa wojny, zrobiłoby się tam ciasno. Inwestycje Amerykanów pokazują jasno, że uznają taki scenariusz za realny i się na niego przygotowują znacznym kosztem.
W przypadku potencjalnej wojny o Tajwan, Guam i Tinian byłyby drugą linią wojska USA. Pierwszą są Filipiny, Japonia i położona pomiędzy nimi duża amerykańska baza Kadena na japońskiej wyspie Okinawa. To tak zwany "pierwszy łańcuch wysp". Mariany są w centrum "drugiego łańcucha". Trzeci i ostatni rozciąga się już znacznie dalej na środku Pacyfiku od Alaski i Aleutów po Hawaje. Wszystkie się wzajemnie uzupełniają i są istotne dla ogólnej strategii USA w Azji.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!



English (US) ·
Polish (PL) ·