Milei to zjawisko ekonomiczne i polityczne. W historycznie dwupartyjnym systemie politycznym Argentyny, zdominowanym przez peronizm i radykalizm (z przerwami w okresach dyktatury), to absolutna nowość. - Bardzo trudno było wyłonić postaci spoza tego systemu – mówi Sebastián Mauro, profesor Uniwersytetu w Buenos Aires i badacz Narodowej Rady Badań Naukowych i Technicznych (CONICET), w rozmowie z Gazeta.pl.
Pierwszy był Mauricio Macri, były prezydent i twórca centroprawicowej Propozycji Republikańskiej (PRO). Macri miał jednak doświadczenie polityczne. Wcześniej przez dwie kadencje pełnił funkcję burmistrza stolicy, Buenos Aires. Jego rządy (2015-2019) zakończyły się fiaskiem. - Inflacja się podwoiła, PKB spadł, bezrobocie i ubóstwo wzrosły - dodaje Mauro.
Władza przeszła w ręce peronistów. Ale następca Macriego, Alberto Fernández, nie zdołał rozwiązać kryzysu gospodarczego. Sytuacja uległa pogorszeniu, wywołując rozczarowanie klasy robotniczej, z której pochodziła znaczna część głosów peronistów.
- Pandemia zaostrzyła wszystko – była bardzo ważnym katalizatorem - mówi Juan Bautista Lucca, profesor Uniwersytetu Narodowego w Rosario i badacz w CONICET, w rozmowie z Gazeta.pl. Obie partie poniosły porażkę i spotkały się z silnym odrzuceniem, ale nie było innych opcji – podkreśla Lucca.
W lipcu 2021 roku na scenę wszedł Javier Milei, znany z telewizji kontrowersyjny komentator ekonomiczny. Założył partię libertariańską La Libertad Avanza (LLA - Wolność idzie do przodu) i uzyskał mandat do Izby Deputowanych z okręgu Buenos Aires.
W wyborach prezydenckich 2023 roku kandydował pod hasłem: «Inna Argentyna jest niemożliwa z tymi samymi starymi politykami. Zacznijmy od nowa». - W demokratycznej historii Argentyny był to ewenement – wyjaśnia Mauro, przekonując, że Milei wygrał, bo potrafił wykorzystać zmęczenie ludzi tradycyjnymi partiami. Zerwał z ustalonym porządkiem, odpowiedzialność za 12 lat kryzysu zrzucił na «establishment». - Nie jest tak, że wszyscy Argentyńczycy stali się nagle libertarianami, ludzie głosowali na Milei, jednocześnie dystansując się od poprzednich opcji politycznych i protestując przeciwko pandemii – zaznacza Lucca.
W drugiej turze wyborów, Milei zmierzył się z peronistą Sergio Massą, ówczesnym ministrem gospodarki. - Jego zwycięstwo było ponadpartyjne. Bez protestu przeciwko tradycyjnej polityce, trudno byłoby mu dojść do władzy - mówi Hernán Toppi, profesor Uniwersytetu w Buenos Aires i Uniwersytetu Salvadoru oraz współpracownik Argentine Society of Political Analysis (SAAP), w rozmowie z Gazeta.pl.
A Marcelo Capello, profesor Uniwersytetu Narodowego w Kordobie i wiceprezes The Institute for Studies on the Argentine and Latin American Reality (IERAL), przypomina, że Milei przejął władzę w kraju o bardzo wysokim deficycie budżetowym, gromnym zadłużeniu i hiperinflacji. Kraju niewypłacalnym, w którym wskaźnik ubóstwa wynosił ponad 40 proc.
Trzeba partii, żeby rządzić
Milei doszedł do władzy nie mając za sobą silnej partii ani własnych gubernatorów prowincji (jest ich w sumie 24). - To nie jest błaha sprawa. W kraju o strukturze federacyjnej gubernatorzy mają duży wpływ na ustawodawców, którzy odpowiadają przed ich partią – mówi Toppi. Od razu pojawiło się pytanie: - Jak będzie rządził jako mniejszość?
Pierwszy flagowy projekt, Ley de Bases – pakiet reform strukturalnych, którego celem było przyznanie prezydentowi nadzwyczajnych uprawnień w sprawach administracyjnych, gospodarczych, finansowych i energetycznych przepadł w trakcie debaty w Kongresie z powodu braku poparcia. W odpowiedzi Milei przyjął dwutorową strategię. - Utrzymywał agresywny, często szokujący dyskurs – mówi Toppi, nazywając nawet Kongres "gniazdem szczurów". Ale stosował też pragmatyczną realpolitik. Negocjował konkretne porozumienia, tymczasowe kompromisy. W ten sposób udało mu się uchwalić znowelizowaną ustawę Ley de Bases i podtrzymać weta na projekty większościowej opozycji.
- Wykorzystał weto jak żaden inny prezydent przed nim – mówi Lucca, zmuszając opozycję do współpracy z prezydentem w celu ich uchylenia. Przedkładał utrzymanie władzy nad budowanie stabilnej większości. Wysłał jasny komunikat: - Jeśli ja nie będę mógł rządził, nikt nie będzie mógł – dodaje Lucca.
Jego taktyka pozwoliła mu, z pozycji mniejszości budować siłę polityczną własnej partii. Wzorował się tu na Juanie Domingo Peronie, trzykrotnym prezydencie, mężu słynnej Evity i jednym z najważniejszych polityków w historii Argentyny, który uformował swój ruch będąc już na urzędzie.
Piła łańcuchowa
Po dekadach rządów, które wydawały więcej niż pobierały, Milei skupił się na wyeliminowaniu deficytu budżetowego. - Zrobił to praktycznie z dnia na dzień. Deficyt spadł z ponad trzech procent PKB do zera - mówi Capello. Wykorzystał symboliczną piłę łańcuchową, aby ciąć wydatki, wyeliminować subsydia i zmniejszyć administrację. W rezultacie Argentyna osiągnęła nadwyżkę budżetową - ewenement w jej niedawnej historii.
Od pierwszego miesiąca urzędowania Milei drastycznie ograniczył drukowanie pieniędzy: inflacja spadła z 25 proc. miesięcznie w grudniu 2023 r. do 1,9 proc. w sierpniu 2025 r. Aktywność gospodarcza, płace i poziom ubóstwa zaczęły się poprawiać. Kurs walutowy ustabilizował się po początkowej dewaluacji. Wielu ekonomistów mówiło o "argentyńskim cudzie". Ale w 2025 roku sytuacja znów się skomplikowała: gospodarka uległa stagnacji, a płace przestały rosnąć. Eksport produktów rolnych i energii nie wystarczał, by zgromadzić rezerwy walutowe – niezbędne, aby spłacić zobowiązania wynikające z długu zagranicznego. Argentyna zmuszona była zwrócić się do MFW o pożyczkę w wysokości 20 miliardów dolarów. Zniesiono niemal całkowicie restrykcje i kontrolę wymiany walut - cepo cambiario.
Niepewność wzrosła po porażce Milei w wyborach prowincjonalnych w Buenos Aires we wrześniu tego roku. Ludzie, podmioty gospodarcze i firmy starali się chronić swoje interesy, skupując walutę i dodatkowo wzmagając popyt na dolary. - Rząd musiał zacząć sprzedawać dolary zaoszczędzone w skarbie państwa - mówi Capello. Słabość Banku Centralnego podsycała obawy kryzysu walutowego.
Pomocna dłoń Ameryki
W tym kontekście sekretarz skarbu USA, Scott Bessent, oświadczył w mediach społecznościowych, że jego kraj "jest gotowy zrobić wszystko, co konieczne", aby wesprzeć Argentynę i zapobiec powstaniu kolejnego "upadłego państwa" w regionie. Stany Zjednoczone zaoferowały pomoc w wysokości 40 mld dolarów (146 mld zł), interwencję na rynku obligacji i wsparcie kursu walutowego.
Warunek był jasny: wygrać wybory parlamentarne w październiku, i Milei to zrobił.
Bezpośrednia akcja Waszyngtonu była zaskakująca, nawet biorąc pod uwagę jej pozytywne przyjęcie w kraju, który "tradycyjnie żywi dużą niechęć do amerykańskiego przywództwa w regionie, w kraju bardzo chroniącym swoją autonomię" - jak mówi Mauro.
Bo do tanga trzeba dwojga
Trump zagrał kartą geopolityczną. Czego chce? Tego samego, co Chiny: dostępu do metali rzadkich, rynków zbytu dla swoich produktów i sojusznika w regionie. Nie chodzi o dystansowanie Argentyny od Chin, ale raczej Chin od Argentyny. Jak powiedział Bessent w wywiadzie dla Fox News: "Milei jest zdeterminowany, aby wyprowadzić Chiny z Argentyny". Co więcej, Stany Zjednoczone i Argentyna podpisały w listopadzie umowę handlową. "Jesteśmy zdecydowani, aby Argentyna znów stała się potęgą" - powiedział Milei podczas spotkania w Corrientes. - Argentyna potrzebuje umów handlowych, a ta z pewnością będzie ważna - mówi Capello.
W ostatnich dekadach chińskie wpływy w regionie wzrosły dzięki inwestycjom, pożyczkom i handlowi. Chiny stały się drugim co do wielkości partnerem handlowym Argentyny, a handel rośnie, szczególnie dzięki wzrostowi chińskiego eksportu do tego kraju. Pekin nie tylko sfinansował, ale także wdrożył i pozyskał aktywa w sektorach, które obecnie napędzają odbudowę Argentyny, od formacji łupkowej Vaca Muerta po kopalnie litu na północy kraju.
Waszyngton dąży do ograniczenia chińskiej obecności w regionie, szczególnie w portach, kopalniach i telekomunikacji. Trump już naciskał na Milei, aby wstrzymał budowę chińskiego radioteleskopu w Andach. Stany Zjednoczone podejrzewają, że może on mieć zastosowanie militarne. To samo stało się w przypadku obserwatorium w Patagonii i projektu portu w Ziemi Ognistej.
- W Ameryce Łacińskiej trwa obecnie proces geopolitycznego równoważenia – mówi Toppi. "Stany Zjednoczone potrzebują silnego sojusznika w Ameryce Łacińskiej, który pomoże im uporządkować sytuację na kontynencie, który przez dziesięciolecia błądził pod wpływem socjalizmu", powiedział Milei w przemówieniu do holdingu Corporación América.
Ciemne chmury się rozwiały
Problem Argentyny ma charakter ekonomiczny, a nie polityczny. - To paradoks – mówi Lucca. W porównaniu z krajami regionu takimi jak Chile czy Peru, gdzie panuje pewien stopień stabilności gospodarczej, ale polityka przeżywa wzloty i upadki, w Argentynie sytuacja jest odwrotna. Panuje spokój społeczny, wybory odbywają się rutynowo i istnieje przejrzystość wyborcza. Nie udało się jednak osiągnąć stabilności gospodarczej. - Ani lewica, ani nikt inny nie chciał, żeby Milei odszedł przedwcześnie, ponieważ oznaczałoby to kryzys polityczny i gospodarczy – dodaje Lucca.
Znaczna część społeczeństwa dostrzega, że chociaż dochody jeszcze nie odbiły, ceny nie rosną już tak gwałtownie jak kiedyś. – Z każdym miesiącem można obliczyć, ile pieniędzy wpływa i wychodzi – mówi Lucca. W spolaryzowanej Argentynie ludzie wolą unikać scenariuszy, które mogłyby ponownie wywołać niestabilność. - Wielu obywateli dochodzi do wniosku, że po dekadach niepowodzeń warto dać Milei trochę więcej czasu na rozwiązanie pozostałych problemów - mówi Capello.
Liczy się też stan opozycji. Ta jest mocno podzielona i notuje osłabienie swoich wpływów na szczeblu krajowym. - Najsilniejszą grupą są peroniści, choć z wysokim poziomem głosów sprzeciwu - mówi Toppi. Chociaż rząd zmaga się z napięciami gospodarczymi i skandalami, strach przed powrotem peronizmu przeważył. Wielu z tych, co wstrzymali się od głosu w lokalnych wyborach we wrześniu, głosowało w październiku – z obawy przed tym, co mogłoby się stać, gdyby Milei przegrał te wybory - mówi Mauro.
Wraz z nowym podziałem mandatów, partia Milei będzie miała 101 posłów (na 257 w Kongresie) i 20 senatorów (na 72). To wystarczy, by zablokować ewentualną procedurę impeachmentu oraz bronić weta i prezydenckich dekretów, ale nie wystarczy, by iść naprzód bez negocjacji. - To bardziej sprzyjający kontekst niż wcześniej, ale to za mało, by rząd popchnął swój program – mówi Toppi. - Będzie musiał zabiegać o głosy peronistów.
Bez odwrotu
Priorytet to reforma budżetu, pracy, podatków i częściowa reforma kodeksu karnego. - Milei spełnia swoje obietnice, choć jego propozycje są - dantejskie - mówi Lucca. Dotykają kluczowych interesów politycznych i gospodarczych. W swoim zwycięskim przemówieniu Milei obiecał "najbardziej reformatorski Kongres w historii Argentyny".
To złożone i niepopularne reformy. Kiedy Macri próbował je przeprowadzić w 2017 roku, wywołał silny konflikt społeczny. Dla niektórych był to początek końca jego rządu - mówi Mauro. Milei o tym wie. Kiedy nadejdzie czas, ulice staną się kluczową areną. - Ulice, bardziej niż parlament i bardziej niż profesjonalna polityka, będą kluczem do reform - dodaje Mauro.
Są też większe wyzwania: niskie rezerwy walutowe i konieczność spłacania długów. - Rezerwy netto są bliskie zeru - mówi Capello. Jednak w perspektywie średnioterminowej eksport energii, minerałów i produktów rolnych powinien zwiększyć dochody. Milei już ogłosił inwestycje w wysokości 100 miliardów dolarów, w tym poszukiwania podmorskich złóż ropy naftowej i gazu YPF-ENI oraz budowę ogromnego centrum danych AI w Patagonii przez OPEN AI-Sur Energy.
Plany Milei nie wszystkich przekonują. Emeryci i pracownicy sektora publicznego żądają godziwych emerytur i podwyżki płacy minimalnej (około 225 dolarów w październiku 2025 r.) w celu pokrycia kosztów koszyka podstawowych zakupów (około 880 dolarów). Inni domagają się aktualizacji zasiłków i reaktywacji programów pomocowych.
Milei 2.0
Milei utrzymuje wysoką popularność i jest faworytem w wyborach w 2027 roku. - Nie ma konkurencji, która mogłaby zagrozić władzy Mileia za dwa lata – mówi Toppi. Nie oznacza to jednak, że się nie pojawi.
Wielu Argentyńczyków niekoniecznie podziela ideologię Milei, ani w odniesieniu do konserwatyzmu kulturowego, ani jego poglądów na temat ograniczonej roli państwa. - Podzielają natomiast nadzieję na uporządkowaną gospodarkę - mówi Mauro.
- Argentyna to kraj, w którym gospodarka zawsze odgrywała ważną rolę - dodaje Toppi. Pozytywne wyniki mogłyby przynieść Milei kolejną kadencję; jednak każdy błąd może go drogo kosztować. - Argentyńczycy ponieśli już zbyt wiele kosztów. - Przy pierwszym sygnale kryzysu wiedzą, że czas porzucić statek - podsumowuje Mauro.



English (US) ·
Polish (PL) ·