Ukraińcom wybuchają pożary na froncie. Porażka lwowskiej brygady nad rzeką Janczur

1 miesiąc temu 24

Pokrowsk miał znaczenie militarne jako kotwica dla całej okolicznej linii obrony Ukraińców. Zarówno dowództwo rosyjskie jak i ukraińskie, przywiązywały dużą wagę do walki o niego i to w tej okolicy starcia były najintensywniejsze od miesięcy. Przy skromniejszych zasobach Ukraińców, uporczywa obrona miasta musiała mieć konkretne konsekwencje. Sił zabrakło gdzie indziej. Najlepiej widać to na odcinku frontu, który znajduje się niecałe 100 kilometrów na południowy zachód w kierunku Zaporoża. Tam, w cieniu Pokrowska, doszło do czegoś, co niektórzy Ukraińcy określają "załamaniem frontu" i "katastrofą".

Cichy odcinek, który się zawalił

Chodzi o rejon niewielkiego miasta Hulajpołe. Front, praktycznie od pierwszej fazy wojny, stoi około 10 kilometrów na południe od niego. Rosjanie i Ukraińcy zbudowali zgodnie z jego przebiegiem linie umocnień, ale byli tam raczej pasywni, nawet podczas nieudanej ukraińskiej kontrofensywy w 2023 roku. Teraz Rosjanie nadchodzą. Od wschodu, z kierunku Doniecka i wzdłuż dotychczasowej wieloletniej linii frontu i pasa umocnień. To efekt ich sukcesów z końca 2024 roku, kiedy zwinęli skuteczną przez długi czas ukraińską obronę w rejonie Wuhłedaru, a na początku 2025 roku w rejonie Wiełykiej Nowosiłki. Właśnie od tego miasta rozlali się na północ i zachód, obecnie już na około 20-30 kilometrów. Jak na prawie rok działań, ich tempo jest zdecydowanie mało imponujące, ale efekt, w realiach tej wojny, istotny.

W ostatnich tygodniach kierunek wschodni ku Hulajpołe stał się problemem. W całym regionie brak większych miast czy przeszkód terenowych w postaci rzek, jezior, terenów podmokłych czy wzgórz. Dominują płaskie pola z niewielkimi wsiami i rzadko rozrzuconymi rzeczkami, płynącymi w niewielkich dolinkach. Pomiędzy polami można zobaczyć klasyczne dla tej części Ukrainy zagajniki, sadzone w celu ochrony gleby, a teraz pełniące głównie rolę osłony przed dronami. Teren jest więc ogólnie nieoptymalny do obrony, kiedy ma się mniejsze siły niż przeciwnik. Jeszcze w końcu września, obserwujący front zakładali, że Ukraińcy będą się starali na jakiś czas zatrzymać Rosjan na dolince rzeki Janczur, płynącej w poprzek kierunku ich natarcia, około 20 kilometrów na wschód od Hulajpołe. Było to najdogodniejsze ku temu miejsce i na zdjęciach satelitarnych widać było pewne prace fortyfikacyjne Ukraińców.

Wystąpił jednak klasyczny problem. Fortyfikacje i plany to jedno. Oddziały dostępne do ich obsadzenia oraz ich realizacji to co innego. Zwłaszcza kiedy 100 kilometrów dalej trwa zacięta bitwa o Pokrowsk, śledzona nie tylko przez całą Ukrainę, ale i obserwatorów tej wojny na całym świecie. To tam od kilku miesięcy trafiały posiłki, które miały gasić kolejne kryzysy wywołane rosyjską presją. Do wzmacniania pozycji w rejonie rzeki Janczur rzucano resztki, a konkretnie 125. Brygadę, eufemistycznie nazwaną "ciężką" - teoretycznie ze znacznymi siłami czołgów i bojowych wozów piechoty. Jej losy i katastrofę opisał szczegółowo po polsku użytkownik platformy X "Thorkill", specjalizujący się w śledzeniu sytuacji na froncie. To na podstawie cytowanych artykułów z ukraińskiej prasy i jego ustaleń powstał poniższy krótki opis zdarzeń.

Prosto w paszczę lwa

125. Brygada miała dostać rozkaz przemieszczenia się z rejonu Lwowa nad rzekę Janczur w rejonie wsi Połtawka i Uspieniwka w pierwszej połowie września. Oddział stacjonował wówczas na tyłach od około miesiąca, formalnie przechodząc reorganizację. Z brygady obrony terytorialnej, sformowanej w obwodzie lwowskim, miał się stać brygadą ciężką. Oznacza to, że z lekko uzbrojonej formacji (pięć batalionów lekkiej piechoty), nadającej się głównie do obrony drugorzędnych kierunków, miał się przekształcić w silnie uzbrojoną, która dysponuje znaczną liczbą czołgów (dwa bataliony) i bojowych wozów piechoty (dwa bataliony). Do momentu wysłania na Zaporoże, ani transformacja, ani wzmocnienie brygady, faktycznie nie zaistniały. Pytanie kluczowe brzmi: skąd w ogóle brygada miałaby dostać ciężki sprzęt, którego ciągle brak. Na front pojechała więc de facto słaba jednostka obrony terytorialnej. Na dodatek nie cała brygada, tylko dwa bataliony w niepełnym składzie (około 200 i 350 ludzi), które następnie na miejscu rozdzielono i oddano pod kontrolę dwóm innym formacjom, będącym już na miejscu. To praktyka powszechnie stosowana przez ukraińskie dowództwo, często krytykowana przez komentatorów i oficerów niższego szczebla, jako uniemożliwiająca dobrą współpracę tasowanych na froncie pododdziałów.

Sytuacja w rejonie Hulajpole w połowie września, kiedy na miejsce przybyły elementy 125. Brygady. Połtawka w centrum mapy

Sytuacja w rejonie Hulajpole w połowie września, kiedy na miejsce przybyły elementy 125. Brygady. Połtawka w centrum mapyFot. map.ukrdailyupdate.com

Mapa w większej rozdzielczości

Lwowska obrona terytorialna weszła do walki nad rzeką Janczur prawie z marszu, w ciągu 1-2 dni od przybycia na miejsce. Czasu na zapoznanie się z sytuacją i dobre przygotowanie obrony właściwie nie było. Na dodatek umocnienia przyszykowane dla jednego z batalionów miały być kiepsko wykonane. Rosjanie to wykorzystali, bo już 19 września zdołali przebić się na jego skrzydle, wchodząc za plecy głównej linii obrony i rozbijając pozycje moździerzy oraz operatorów dronów. Tym samym pozbawili batalion kluczowego wsparcia. Z informacji wynika, że miał on pójść w rozsypkę, praktycznie uciekając z pozycji i ponosząc ciężkie straty. Jak wyliczyły rodziny żołnierzy, 41 zabitych i zaginionych (co najczęściej oznacza zabitych), w ciągu kilku dób. Doliczyć do tego trzeba nieznaną, ale na pewno co najmniej podobną liczbę rannych. W mniej niż tydzień od trafienia na front, batalion został rozbity i niezdolny do skutecznej walki. Drugi batalion wytrzymał przez trzy następne tygodnie i bronił pozycji, ale wobec postępów Rosjan na północ od niego, w końcu dostał zgodę na wycofanie i zejście z pierwszej linii. Stracił 49 ludzi.

Efekty porażki obrony elementów 125. Brygady. Zajęcie Połtawki przez Rosjan w połowie października

Efekty porażki obrony elementów 125. Brygady. Zajęcie Połtawki przez Rosjan w połowie październikaFot. map.ukrdailyupdate.com

Mapa w większej rozdzielczości

W wyniku opisanego starcia, Rosjanie w szybkim tempie przełamali ukraińską obronę w rejonie rzeki Janczur. Już w połowie października było pewne, że byli na jej zachodnim brzegu, zajmując Połtawkę. Wyrwa w obronie zmusiła Ukraińców w ciągu następnych kilku tygodni do porzucenia też położonej nieco dalej na północ Uspieniwki. Obecnie Rosjanie są już sześć - dziesięć kilometrów na zachód od rzeki Janczur, podchodząc pod Hulajpołe i przecinając prowadzącą do miasteczka z północy ważną drogę z Pokrowskiego (inne miasto niż Pokrowsk). Szybkie tempo ich postępów w tej okolicy (zaledwie sześć tygodni walk) doprowadziło bez większego wysiłku do przełamania obrony na rzece i pojawienia się szeregu alarmistycznych doniesień w ukraińskich mediach. Padły słowa o "katastrofie" i "przełamaniu frontu". Aktualnie w rejon Hulajpołe miały zostać dosłane kolejne posiłki, żeby stabilizować sytuację. Problem w tym, że najdogodniejsze pozycje obronne w okolicy zostały już utracone w wyniku obsadzenia ich kiepsko przygotowanym i słabym oddziałem oraz dyskusyjnych decyzji dotyczących koordynacji i dowodzenia. Łatanie efektów tej porażki będzie kosztowne w ludziach i sprzęcie.

Sytuacja obecna. Rosjanie podchodzą pod Hulajpołe. Dalej na północ za górną krawędzią mapy są jeszcze dalej na zachód

Sytuacja obecna. Rosjanie podchodzą pod Hulajpołe. Dalej na północ za górną krawędzią mapy są jeszcze dalej na zachódFot. map.ukrdailyupdate.com

Mapa w większej rozdzielczości

Walka o zasoby

Ten epizod jest symptomatyczny dla ogólnej sytuacji na froncie. Ukraińskie wojsko cierpi na poważny niedobór ludzi (sprzętu też, ale w mniejszym stopniu). Rosjanie praktycznie wszędzie mają w nich istotną przewagę. Kiedy dodać do tego błędy w dowodzeniu i koordynacji, efekty są, jakie są. Utarta w pierwszej fazie wojny opinia o dobrym i elastycznym dowodzeniu Ukraińców, w przeciwieństwie do nieudolnego i sztywnego Rosjan, to już tylko wspomnienie. Ukraińska armia z wielu powodów się "zsowietyzowała" wraz ze znaczną wojenną rozbudową i są w jej składzie dobrze dowodzone i zgrane oddziały, ale więcej jest takich, które mają z tym problemy. Powszechne są narzekania, że naczelne dowództwo stosuje "mikrozarządzanie" na poziomie batalionów (pododdział brygady liczy nominalnie kilkuset ludzi), tasując je i łącząc w improwizowane grupy na froncie, co może jest konieczne z punktu widzenia zarządzania zasobami na poziomie strategicznym, ale w walce pogłębia problemy z koordynacją.

W następstwie ciągłej rosyjskiej presji (za cenę wysokich strat, ale na akceptowalnym dla Rosjan poziomie) i ograniczonych własnych zasobów, ukraińskie dowództwo musi więc ciągle działać w trybie gaszenia pożarów. Obrona Pokrowska się załamuje? Rzucamy posiłki, które ją ustabilizują, ale nie pozwolą zatrzymać Rosjan. Rosjanie wdzierają się do Kupiańska? W akcji: posiłki, kontrataki, ustabilizowanie sytuacji. W tle powolne postępy Rosjan na stepie w kierunku ku Hulajpołe? Wysyłamy drugorzędny słaby oddział obrony terytorialnej, który można poświęcić do wzmocnienia terenu. Nie wystarczyło, porażka. Potrzeba bardziej wartościowego wsparcia. Tymczasem 150 kilometrów dalej Rosjanie już wchodzą do ruin Siewierska i coraz głębiej w przedmieścia Konstantynówki. Tam też trzeba będzie coś zrobić. Gaszenie pożarów trwa, a opisane nie wyczerpują wszystkich kierunków, na których Rosjanie naciskają.

Nie oznacza to, że bliska jest nagła zapaść ukraińskiej obrony. Rosyjskie wojsko, w efekcie strat i dostosowywania się do nowych realiów frontowych, zatraciło - w ocenie specjalistów - zdolność do wykorzystywania takich sytuacji jak ta nad rzeką Janczur. Następstwem lokalnego sukcesu nie było wprowadzenie w wyrwę ukraińskiej obrony kolumn ciężkiego sprzętu, które w dobę pokonałyby kilkadziesiąt kilometrów, powodując katastrofę dla Ukraińców. Efektem było sześć-dziesięć kilometrów postępu na przestrzeni miesiąca. I tak to się toczy. Ukraińskie dowództwo ewidentnie gra na czas, licząc na problemy rosyjskiej gospodarki. A Rosjanie liczą na wyczerpanie sił i woli Ukraińców w wyniku metodycznego wykrwawiania.

Przeczytaj źródło