Trwa dłużej niż wielka wojna ojczyźniana. Rosjanie tracą ludzi, a chronią sprzęt. Podsumowanie 2025 na froncie

8 godziny temu 3

Mitologizowana przez oficjalną rosyjską historiografię wielka wojna ojczyźniana trwała 1418 dni - od agresji Niemiec w 1941 roku do ich kapitulacji w 1945. W tym czasie Armia Czerwona wpierw cofnęła się aż pod Moskwę, a następnie doszła za Berlin. Współczesna armia rosyjska w takim samym czasie nie zdołała nawet opanować całego Donbasu, nie wspominając o Kijowie, spod którego została odrzucona i już tam nie wróciła. Dla wielu rosyjskich nacjonalistów była to gorzka pigułka na początku 2026 roku. Od 12 stycznia "Operacja Specjalna" w Ukrainie trwa już dłużej niż tytaniczny bój z III Rzeszą.

W rok mniej niż jeden procent terytorium

Od początku wojny Rosja zajęło około 19,5 procent ukraińskiego terytorium, choć na początku wojny przez chwilę miała nawet około 30 procent. Rok 2025 upłynął pod znakiem zwiększenia stanu posiadania Rosjan o... niecały procent. Szacunki różnych obserwatorów są nieco odmienne, ale większość oscyluje w rejonie 0,7 - 0,8 procent. Oznacza to 4,2 - 4,4 tysiąca kilometrów kwadratowych powierzchni (rosyjskie źródła piszą o raczej 6 tysiącach, wliczając odbity teren w obwodzie kurskim). To mniej więcej połowa najmniejszego polskiego województwa – opolskiego. Co istotne, te wszystkie kilometry kwadratowe nie przekładają się na główny cel terytorialny Rosjan w tej fazie wojny: ciągle nie udało im się wypchnąć Ukraińców z Donbasu. Dwa ostatnie kluczowe ukraińskie miasta w tym regionie, Kramatorsk i Słowiańsk, nie są nawet bezpośrednio zagrożone.

Tereny okupowane przez Rosję w Ukrainie. Ciemniejsza czerwień to obszar zajęty w 2025 roku. Z perspektywy całego kraju trudny do zauważenia

Tereny okupowane przez Rosję w Ukrainie. Ciemniejsza czerwień to obszar zajęty w 2025 roku. Z perspektywy całego kraju trudny do zauważeniaFot. ISW

Mapa w większej rozdzielczości

Wszystko to za cenę wysokich strat w ludziach. Ich dokładne określenie pozostaje oczywiście niemożliwe. BBC we współpracy z rosyjskimi dziennikarzami portalu Mediazona zlicza wiarygodne informacje na temat śmierci rosyjskich żołnierzy w Ukrainie. Opierają się głównie na lokalnych nekrologach, zdjęciach z cmentarzy, postach w mediach społecznościowych i oficjalnych statystykach. W 2025 roku doliczyli się 94,6 tysiąca zgonów, przy czym sami autorzy statystyk zaznaczają, że nie są one pełne i prawdopodobnie prezentują od 45 do 65 procent wszystkich ofiar wśród rosyjskich żołnierzy. Oznaczałoby to, że realna liczba oscyluje wokół nawet 200 tysięcy zabitych. Tylko w 2025 roku. W porównaniu z rokiem poprzednim liczba potwierdzonych zgonów wzrosła o około 40 procent. Być może dziennikarze mogą poszczycić się większym doświadczeniem w poszukiwaniu danych, ale oni sami twierdzą, że to wyraźny wzrost liczby ofiar w ludziach.

Nie może to być szczególnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ewidentną zmianę rosyjskiej taktyki w porównaniu do 2024 roku. Ciężki sprzęt został - ogólnie rzecz biorąc - odstawiony na tyły. Uznano go za zbyt cenny i wrażliwy w realiach masowego użycia dronów uderzeniowych, rozpoznawczych, min i artylerii. Główny ciężar ataków musi ponosić piechota. Rok 2025 to też gwałtowny wzrost znaczenia lżejszych środków transportowych, takich jak motocykle i samochody. Ogólnie według portalu "WarSpotting.net" ubiegły rok upłynął pod znakiem najniższych strat Rosjan w ciężkim sprzęcie od początku wojny - 3,2 tysiąca sztuk.

Rosyjskie straty w sprzęcie z podziałem na lata i kategorie

Rosyjskie straty w sprzęcie z podziałem na lata i kategorieFot. WarSpotting.net

Grafika w większej rozdzielczości

Ukraińskie straty również są wysokie. Jednak w ludziach wyraźnie niższe. Według szacunków BBC, Ukraińcy stracili od początku wojny około 140 tysięcy zabitych. Portal "UALosses", który w podobny  sposób - jak BBC i Mediazona - próbuje zliczać straty, podaje liczbę 87 tysięcy zabitych i drugie tyle zaginionych (wielu z nich zapewne zostało zabitych, ale w tej liczbie mieszczą się też liczni dezerterzy). Oznaczałoby to, że Ukraińcy stracili w całej wojnie tyle ludzi, ile Rosjanie w ostatnim roku. Jeśli chodzi o ukraińskie straty w sprzęcie, to trudniej tu o konkretne dane. Żadne z wiarygodnych i względnie bezstronnych źródeł nie przygotowało rocznego zestawienia. Jednak analizując dzienne zestawienia, prezentowane od wielu miesięcy na podstawie nagrań na przykład przez Andrew Perpetua, można podejrzewać, że chodzi o podobną liczbę straconych pojazdów po obu stronach. Ukraińskie straty roczne też muszą być poważne i nie może to dziwić wobec faktu, że Rosjanie na przestrzeni 2025 roku znacząco poprawili skuteczność swoich dronów.

Zdobycze bez strategicznego znaczenia

Przekładając procenty Ukrainy na konkrety: Rosjanie w ciągu 2025 roku skoncentrowali się na próbie zdobycia resztki obwodu donieckiego. Widać to wyraźnie po zliczeniu podawanych codziennie przez ukraińskie dowództwo ataków na danych kierunkach działań. Sumując te, które pokrywają front w obwodzie donieckim, otrzymujemy wynik rzędu 60 procent wszystkich, w tym dominujący kierunek pokrowski z wynikiem 35 procent. Poręczne zestawienie tych danych przygotował ukraiński profil na Telegramie "Oko Horusa".

Największe natężenie ataków w obwodzie donieckim przełożyło się też na największe zdobycze terenowe. Zwłaszcza na zachód od Doniecka, na pograniczu obwodów donieckiego i zaporoskiego. Jednak i tak oznacza to w najlepszych wypadkach zajęcie do około 30 kilometrów w linii prostej. Na przestrzeni roku. Na pozostałych odcinkach Rosjanie osiągnęli znacznie mniej. Miejscami na pograniczu obwodu ługańskiego, donieckiego i charkowskiego (rejon Łymania) jest to około 20 kilometrów, ale w większości pozostałych miejsc jeszcze mniej. Z ważniejszych miejscowości w 2025 roku Rosjanom udało się zająć Pokrowsk i sąsiedni Myrnohrad, choć do dzisiaj nie mają pełnej kontroli nad ich ruinami. Wzięli też pobliski Toreck i Czasiw Jar, a dalej na południe Wiełyką Nowosiłkę, co pozwoliło im osiągnąć relatywnie duże sukcesy na pograniczu z obwodem zaporoskim. W ostatnich dniach roku wzięli też Siewiersk, położony na północ od ruin Bachmutu, gdzie Ukraińcom udawało się trzymać front w miejscu przez dwa lata. Na pewien czas wzięli też ważny Kupiańsk, ale Ukraińcy zdołali go w ciągu dwóch miesięcy odbić, co było ich jedynym istotnym sukcesem ofensywnym tego roku. Rosjanie oczywiście zdołali też na początku 2025 roku dokończyć operację oczyszczenia z Ukraińców obwodu kurskiego. Wyprowadzona w tym samym miejscu parę miesięcy później ofensywa na ukraińskie Sumy, skończyła się porażką. Ukraińcy zdołali zablokować Rosjan w rejonie przygranicznym.

Grafika przedstawiająca jaka część rosyjskich ataków miała miejsce na jakim odcinku frontu. Wyraźnie dominuje jeden, czyli pokrowski.

Statystyka rosyjskich ataków w 2025 roku

Statystyka rosyjskich ataków w 2025 rokuFot. Oko_Hora/Telegram

Ogólnie wszystkie wymienione wyżej tereny, nie miały znaczenia strategicznego. Rosjanie nie zdołali nigdzie całkowicie przełamać ukraińskiej obrony ani wykorzystać jej lokalnych zapaści. Nie mają już możliwości prowadzić wojny zmechanizowanej rodem z klasycznych podręczników wojskowości. Takiej, dla której postęp o 30 kilometrów w linii prostej podczas działań ofensywnych jest przeciętnym wynikiem dziennym, a nie rocznym. To, co udaje im się osiągać, to wykrwawiać Ukraińców, wywoływać ciągłe sytuacje kryzysowe, które ukraińskie dowództwo musi zażegnywać, nie mogąc liczyć na chwilę oddechu. Wywołuje to poważne problemy po stronie Ukrainy, która zmaga się z katastrofalnym niedoborem siły żywej i poważnymi problemami w organizacji działania wojska. Chodzi głównie o szkolenie i dowodzenie. Towarzyszy temu ogromna skala dezercji i ucieczek z frontu. Pod koniec 2025 roku osiągnęła ona poziom ponad 20 tysięcy przypadków miesięcznie. Chodzi tylko o te oficjalnie raportowane. Ukraińcy mają rekrutować co miesiąc niewiele więcej ludzi, więc w ostatecznym rozrachunku, po uwzględnieniu strat w boju, bilans wychodzi mniej więcej na zero lub jest wręcz na minusie. Aktualnie sami Ukraińcy określają to jako swój najpoważniejszy problem.

Podtrzymywanie takiego stanu to nadrzędna strategia Rosjan, w której zdobycze terytorialne nie są kluczowe, choć istotne z propagandowego punktu widzenia. Kreml gra na wykrwawienie i wymęczenie Ukraińców, a także na zmęczenie i rozbicie jedności ich zachodnich sojuszników. Z drugiej strony Ukraina i Zachód grają na wykrwawienie Rosjan i przede wszystkim doprowadzenie do zapaści ich gospodarki, by zmusić ich do rozmów na korzystniejszych warunkach.

Kto kogo pierwszy złamie

Rok 2025 nie przyniósł przełomu. Pomimo poważnej presji Rosjan Ukraińcy zdołali utrzymać obronę, choć kosztem ciągłego oddawania terenu i poważnych strat. Jednocześnie znacząco rozwinęli i ugruntowali "Mur Dronów", czyli koncepcję zamiany obszaru linii frontu w strefę śmierci wypełnioną bezzałogowcami. Chodzi w niej o kompensowanie niedoboru ludzi i ciężkiego sprzętu masowym użyciem względnie tanich i prostych dronów. Równocześnie znacząco rozwinęli swoją kampanię ataków na cele na terytorium Rosji przy użyciu większych bezzałogowców i rakiet manewrujących. Oba te działania nie są jednak całkowicie skuteczne. Rosjanie uczą się i przystosowują do nowych realiów na froncie. Jednocześnie dość skutecznie bronią swojej przestrzeni powietrznej, a Ukraińskie środki uderzeniowe - ciągle w większości prymitywne i małe - wyrządzają bardzo ograniczone szkody.

Rosjanie ze swojej strony w 2025 roku znacząco nadgonili początkowe zapóźnienie w bezzałogowcach. Pisaliśmy na przykład o groźnym Centrum Rubikon. W niektórych kategoriach, jak drony uderzeniowe na światłowodach, wręcz wysunęli się na prowadzenie. Zaczęli też stosować nową taktykę ataków, polegającą na infiltracji, co pozwoliło im zwiększyć tempo zdobyczy terenowych (względem 2024 roku) przy jednoczesnym utrzymaniu strat w ryzach i mimo mas ukraińskich dronów w powietrzu. Znacząco rozwinęli też ataki powietrzne na Ukrainę. Stały się one znacznie większe i lepiej skoordynowane. W połączeniu z najsurowszą od wielu lat zimą doprowadziło to obecnego narastającego kryzysu w ukraińskiej energetyce i ciepłownictwie.

Obie strony nie czują się powalone na łopatki, więc negocjacje - pomimo ambicji Donalda Trumpa - spektakularnych efektów nie dają. Zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy demonstrują pewności siebie, aby nie dać drugiej stronie argumentów. Wojna na wyczerpanie ma jednak to do siebie, że skrywane problemy z czasem się kumulują, aż w pewnym momencie przerywają tamy i wtedy dochodzi do lawinowego pogorszenia sytuacji. Być może będziemy tego świadkami w 2026 roku. 

Przeczytaj źródło