Cztery dni po dramatycznym pożarze w szwajcarskim kurorcie, w którym zginęło 40 osób, a ok. 120 zostało rannych, pojawiają się nowe informacje. Media donoszą o licznych zaniedbaniach w barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana, gdzie doszło do tragedii.
Szwajcarska policja wszczęła śledztwo przeciwko parze obywateli Francji - właścicielom baru, w którego pożarze zginęło około 40 osób, a 119 zostało rannych. Mężczyzna i kobieta są podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbku na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań. Według mediów miejsce pobytu pary nie jest obecnie znane.
"Obsesja na punkcie zysku zakończyła się masakrą"
Rzymski dziennik "La Repubblica" przytoczył wypowiedzi mieszkańców alpejskiego kurortu, którzy ujawnili, że w lokalu wprowadzano stałe zmiany, by ratować go przed bankructwem. Według tych relacji właściciele stale zwiększali liczbę stolików na dolnym poziomie i o ponad połowę zwęzili schody. Wyjście miało około metra szerokości. Jak zaznaczyli rozmówcy gazety znający ten bar, nie sposób było stamtąd uciec, gdy w środku było kilkaset osób. "Obsesja na punkcie zysku sprawiła, że zabawa okazała się pułapką i zakończyła masakrą" - podkreślił dziennik. Cytowana przez „La Repubblicę” 19-latka, która zdołała uciec z płonącego lokalu, relacjonowała, że teoretycznie wstęp na zabawę miały tylko osoby dorosłe, ale usłyszała, że wystarczyło pokazać jeden dokument, by wejść razem z osobami w wieku 16, 17 lat. "Niestety posłuchaliśmy tej sugestii" - przyznała. W ten sposób do baru weszło kilkadziesiąt osób w wieku 16 lat, a nawet młodszych.
"Ludzie płonęli żywcem"
Prasa poinformowała też, że lokal miał licencję na serwowanie jedzenia i alkoholu, nie na funkcjonowanie jako dyskoteka, a mimo to w zaproszeniu na zabawę sylwestrową obiecywano uczestnikom "szalone tańce do rana". Media przytaczają też wspomnienia ocalałych z pożaru młodych ludzi, którzy widzieli osoby płonące żywcem, próbujące uciec z baru. "Widzieliśmy, jak pojawiły się płomienie, czuliśmy, jak spadają nam na głowy odłamki sufitu. Nikt nie przestał tańczyć i ludzie nagrywali ten spektakl" - powiedział 21-letni Liam z miejscowości Sierre niedaleko Crans-Montany.
Inny uczestnik feralnej zabawy sylwestrowej, Włoch Edoardo włoskiej telewizji powiedział: - Filmowałem to tylko przez kilka sekund, a potem uciekłem. Niestety inni nagrywali płomienie o kilka sekund dłużej.
W związku z toczącą się dyskusją o kwestiach bezpieczeństwa burmistrz Crans-Montany Nicolas Feraud zapewnił w szwajcarskim radiu Rts, że „władze nigdy nie były pobłażliwe podczas inspekcji w barach”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Dalszy ciąg materiału pod wideo

1 tydzień temu
12






English (US) ·
Polish (PL) ·