Od stycznia to będzie najgorętsze nazwisko na transferowym rynku. Odkąd stało się jasne, że Vinicius Junior nie przedłuży kontraktu z Realem, klub z Madrytu ma już tylko dwie opcje. Jedną gorszą od drugiej.
Fot. REUTERS/Juan Barbosa
El Clasico to był punkt zwrotny. Wszyscy, którzy oglądali ten mecz, na pewno bardziej niż gole zapamiętali ze starcia Realu z Barceloną awantury, które wybuchały i w czasie gry, i po spotkaniu. Miały one dwóch największych bohaterów: Lamine Yamala i Viniciusa Juniora. Ten drugi, piłkarz Realu, nie tylko starł się z rywalami z Barcelony - Brazylijczyk wybuchł również, gdy został zmieniony i musiał zejść z boiska w 72. minucie meczu.
Vinicius nie wytrzymał: Odchodzę
- Zawsze ja - miał powiedzieć Vinicius do asystenta trenera, Sebasa Parrilli. - Odchodzę, jeśli lepiej, żebym sobie poszedł, to odchodzę - dodał zawodnik, kierując się prosto do szatni. Potem wrócił na ławkę rezerwowych i wziął udział w awanturze po ostatnim gwizdku.
Po meczu Vincius co prawda przeprosił drużynę i kibiców Realu za swoje zachowanie, ale nie trenera Xabiego Alonso. Zadra w sercu pozostała. Zdjęcia uśmiechniętego piłkarza z uradowanym szkoleniowcem, które pojawiły się później, to była tylko fasada, za którą kryje się niedający się już naprawić rozłam. To, co najważniejsze, działo się bowiem nie na oczach kibiców i w blasku fleszy, ale w ciszy gabinetów. Tam Vinicius miał poinformować prezydenta klubu Florentina Pereza, że nie przedłuży wygasającego w czerwcu 2027 roku kontraktu. Napisał o tym niedawno m.in. serwis The Athletic, który twierdzi, że informację o decyzji Brazylijczyka sprawdził w trzech źródłach.
Saga o przedłużeniu kontraktu Viniciusa w Realu trwa już prawie rok. Nie raz i nie dwa hiszpańskie media informowały, że strony są bliskie porozumienia. Potem jednak okazywało się, że żądania Brazylijczyka są nie do przyjęcia dla klubu. Zawodnik chciał nie tylko utrzymania wysokiej pensji (obecnie zarabia ok. 15-18 mln euro netto), ale również ogromnej premii za samo podpisanie umowy. Chciał zostać doceniony tak samo jak Kylian Mbappé - Francuz zarabia w Realu ok. 15 mln euro netto, ale do tego klub wypłaca mu w ratach premię za podpisanie umowy (od 100 do 150 mln euro, według różnych źródeł).
Saudyjczycy oferują najwyższy kontrakt w historii sportu
Obecna pięcioletnia umowa, która wiąże Brazylijczyka z drużyną z Madrytu, została podpisana w 2022 roku. Jednak już rok później zawodnika zaczęli kusić Saudyjczycy, którzy obiecywali mu najwyższy kontrakt w historii sportu - mówiło się o miliardzie dolarów za pięć lat gry. Te zakusy nie ustały również w kolejnych latach, choć straciły na intensywności. Z pewnością jednak Saudyjczycy wciąż monitorują kontraktową sytuację Brazylijczyka. Zresztą nie tylko oni, bo chętnych na Viniciusa jest znacznie więcej. Mówi się, że PSG tylko czeka na ostateczną decyzję Realu, żeby złożyć ofertę za Brazylijczyka. Według innych spekulacji Manchester United już pyta o transfer, a brytyjski dziennik "The Mirror" poinformował, że w kolejce ustawił się także Liverpool. Na pewno wszystkich przebiją Saudyjczycy, którzy wciąż są zainteresowani Brazylijczykiem.
Teraz decyzja jest po stronie Realu. Klub z Madrytu ma do wyboru dwie drogi: albo sprzedać Viniciusa teraz, czyli w styczniu lub lipcu, albo trzymać go do końca umowy w czerwcu 2027 roku. Oba rozwiązania są dla klubu z Madrytu złe.
Prestiżowa porażka Realu: stał się stacją przesiadkową
Jeśli chodzi o pierwszą opcję, to idealnie byłoby, gdyby Vinicius odszedł do Arabii Saudyjskiej. Wtedy i suma odstępnego byłaby bardzo wysoka, i Real nie obawiałby się, że wzmacnia największych rywali do europejskich trofeów. Jednak gdyby Brazylijczyk wolał kontynuować karierę w Europie, to po pierwsze - suma transferowa nie byłaby już tak oszałamiająca. Po drugie - Real oddałby któremuś z rywali w Lidze Mistrzów zawodnika, który wciąż może się rozwijać i zdobywać najcenniejsze trofea zarówno drużynowe, jak i indywidualne. A po trzecie - byłaby to dla klubu z Madrytu prestiżowa porażka. Do tej pory Real uważał się za stację końcową w karierach największych gwiazd. To w stolicy Hiszpanii mieli oni osiągać szczyt kariery i odchodzić, gdy gwiazda ich blakła. Z Viniciusem byłoby inaczej. Madryt byłby dla niego tylko stacją przesiadkową.
Drugie rozwiązanie, czyli pozostawienie Viniciusa na kolejny rok, to rozwiązanie jeszcze gorsze. Gorący temperament Brazylijczyka rozsadzałby szatnię. Zresztą to już się dzieje. Kryzys Realu, przez który stracił on pozycję lidera w Hiszpanii, ma wiele przyczyn, ale jedną z nich jest brak zaufania do metod Alonso ze strony części szatni. To właśnie Vinicius ma być jednym z tych, którym nowy trener Realu się nie spodobał.
Wydaje się więc, że odejście Viniciusa z Madrytu jest już przesądzone. Otwarte są pytania, kiedy, gdzie i za ile.

1 miesiąc temu
22


English (US) ·
Polish (PL) ·