Nowy rok Komisja Nadzoru Finansowego rozpoczęła od uderzenia w rynek OC komunikacyjnego. W komunikatach z 7 stycznia regulator poinformował o nałożeniu 1,3 mln zł kary na towarzystwo AGRO za sprzedaż polis poniżej progu rentowności w latach 2022–2024 oraz o wszczęciu analogicznych postępowań wobec dwóch innych ubezpieczycieli – Compensy (2022–2024) i InterRisku (2023–2024). To czytelny sygnał: wojna cenowa znów znalazła się na celowniku nadzoru.
– Decyzja w tej sprawie nie jest ostateczna. Do momentu jej prawomocnego zakończenia AGRO Ubezpieczenia Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych nie będzie udzielać komentarzy – informuje money.pl Michał Fit, rzecznik prasowy ubezpieczyciela.
Z komunikatu KNF wynika, że spółka może zwrócić się do Komisji z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy albo wnieść skargę na decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer
W podobnym tonie decyzję urzędu nadzoru komentują biura prasowe Compensy i InterRisku.
"Do momentu zakończenia postępowania nie komentujemy jego przebiegu. Pozostajemy w stałym kontakcie z organem nadzoru i udzielamy wszystkich wymaganych informacji" – przekazują ubezpieczyciele.
W nieoficjalnych rozmowach z przedstawicielami rynku słyszymy, że sprzedaż obowiązkowych polis poniżej progu rentowności w analogicznym okresie nie była problemem wyłącznie trzech firm. To oznacza, że podobnych postępowań może w przyszłości być więcej.
"KNF stopniuje swoje działania w obszarze adekwatności składek OC – nie nakłada od razu kary, lecz daje podmiotowi szansę na naprawę sytuacji, prowadząc dialog nadzorczy i monitorując postępy przez kilka kwartałów. Dopiero gdy tych postępów nie widać – czyli strata techniczna nie maleje lub zmniejsza się zbyt wolno – wszczynane jest postępowanie w sprawie nałożenia kary pieniężnej" – czytamy w komentarzu biura prasowego KNF, przesłanym w odpowiedzi na pytania money.pl.
Rynek, który sprzedawał w stratę
Rentowność OC komunikacyjnego można ocenić na dwa sposoby. Jednym z nich jest wynik techniczny, który pokazuje, ile ubezpieczyciele realnie zarabiają lub tracą na OC po wypłacie odszkodowań i pokryciu kosztów obsługi polis.
Na koniec września 2025 roku 20 firm raportujących do KNF łącznie wypracowało dodatni wynik w wysokości ok. 94,6 mln zł (dane za pełny rok będą dostępne w połowie lutego). Jak ustalił money.pl, aż 11 z nich było jednak pod kreską, czyli notowało straty na sprzedaży OC. Zyskowny biznes prowadziło tylko dziewięciu ubezpieczycieli.
Dwa wcześniejsze lata przyniosły straty. W 2024 roku ubezpieczyciele ogółem zanotowali 566 mln zł straty technicznej, a w 2023 roku – 108 mln zł. To wyraźny powrót do trendu sprzed 2017 roku, gdy rynek OC był często nierentowny.
W latach 2007–2016 – przez ponad dekadę – polski rynek obowiązkowego OC komunikacyjnego należał do najbardziej deficytowych w Europie z powodu długotrwałej wojny cenowej. Jej efektem była skumulowana strata sięgająca ok. 7 mld zł do 2016 roku. Branża znalazła się wówczas na świeczniku organów państwowych. Czarę goryczy przelały ponad miliardowe straty w ostatnich dwóch latach tamtego cyklu.
W efekcie rynek przeszedł bolesną dla klientów korektę cen. Składki gwałtownie wzrosły, bo ubezpieczyciele – wskutek interwencji regulatora – musieli zasypać wieloletnią dziurę w finansach. W latach 2017–2022 wynik techniczny branży był dodatni. Nie była to chciwość, lecz spóźniony rachunek za dekadę niskich cen.
Innym wskaźnikiem efektywności jest COR (combined operating ratio) – miara procentowa pokazująca, czy ubezpieczenie zarabia, czy się do niego dopłaca. Przy COR na poziomie 100 proc. składki dokładnie pokrywają odszkodowania i koszty. Gdy wskaźnik przekracza 100 proc., oznacza to, że do każdej polisy trzeba dopłacić.
W minionych latach COR dla całej branży dwukrotnie spadł poniżej 100 proc. – w 2019 roku (98,5 proc.) i w 2021 roku (97,7 proc.). Na koniec września ubiegłego roku wyniósł 99,7 proc. Na dane za pełny rok trzeba jeszcze chwilę poczekać.
W 2015 roku, w kulminacyjnym momencie wojny cenowej, COR w polskim OC sięgnął 124 proc. Oznaczało to, że na każdej złotówce składki rynek tracił 24 grosze. Przy przeciętnej polisie rzędu 500 zł brakowało ponad 120 zł, które firmy musiały później odzyskiwać w likwidacji szkód lub poprzez podwyżki cen.
Polska była jednym z rynków OC w Europie najbardziej dotkniętych wojną cenową – z dekadą, w której COR przekraczał 110 proc., i skumulowaną stratą sięgającą ok. 7 mld zł do 2016 roku. W większości państw UE ubezpieczenia OC oscylowały w tym czasie wokół progu rentowności.
Klient kupiony ceną
Gdy polscy kierowcy cieszą się z taniego OC, poszkodowani w wypadkach zderzają się z zupełnie inną rzeczywistością – w warsztatach, w procesie likwidacji szkód i w sądach. Im tańsza polisa, tym większa może być presja na ograniczanie wypłat. Ubezpieczyciele sprzedający OC poniżej realnego kosztu ryzyka muszą bowiem odzyskać straty gdzie indziej.
Wojna cenowa została przeniesiona z poziomu składki na poziom likwidacji szkód. Ten mechanizm napędzał oszczędzanie na wypłatach. Spory o stosowanie zamienników zamiast części oryginalnych, zaniżanie stawek roboczogodzin – często do 70–100 zł, gdy rynkowe stawki sięgają 180–250 zł lub więcej – oraz konflikty o czas i klasę samochodu zastępczego stały się codziennością części klientów.
To tłumaczy wzrost liczby sporów odszkodowawczych. W 2015 roku do sądów trafiło 50 144 takich spraw, w 2016 roku było ich już 67 180, w 2017 roku – 77 751, a w 2018 roku – 89 622. Liczby te pokazano w odpowiedzi resortu sprawiedliwości na interpelację poselską.
Jeszcze wyraźniej widać to w liczbie spraw rozpoznanych przez sądy, które resort wskazał w ramach uzupełnienia wcześniejszej odpowiedzi. W 2018 roku było ich 154 100, w 2019 roku – 173 560 (wzrost o 12 proc. rok do roku), a w 2020 roku – 175 469 (wzrost o 1 proc. r/r). Co istotne, nawet w pandemicznym 2020 roku, gdy liczba szkód OC spadła o 15 proc., liczba sporów sądowych nadal rosła.
O dane za lata 2021–2025 wystąpiliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości. Czekamy na odpowiedź.
OC to ok. połowa rynku
Polisy komunikacyjne stanowią około połowy rynku ubezpieczeń majątkowych w Polsce, mierzonego składką, a sam udział obowiązkowego OC sięga w nim ok. 30 proc. Mimo tej skali nie jest to jednak produkt, na którym każdy ubezpieczyciel miałby zarabiać, co pokazują wskaźniki efektywności całego rynku.
OC często, choć nie u wszystkich ubezpieczycieli, pełni rolę przynęty: ma przyciągnąć klienta, związać go z firmą, a następnie umożliwić sprzedaż produktów, na których firma rzeczywiście zarabia: autocasco, ubezpieczeń mieszkań, polis zdrowotnych, assistance czy produktów inwestycyjnych. To nie przypadek ani błąd, lecz strategia dostosowania się do realiów rynku.
– Niska cena polisy OC – często poniżej oczekiwanych kosztów szkód – funkcjonuje nie tylko jako element konkurencji cenowej. Może też służyć budowaniu i obronie portfela klientów, który ubezpieczyciel stara się następnie wykorzystać poprzez sprzedaż innych produktów lub utrzymanie relacji biznesowej. Wynik techniczny danego produktu nie musi pokrywać pełnych kosztów, jeśli cała firma generuje zysk dzięki innym liniom biznesowym – wyjaśnia Szarama.
Rachunek wystawiony poszkodowanym
Jak podkreśla nasz rozmówca, wynik techniczny to nie to samo co wynik ekonomiczny. Składki z OC – nawet niskie – wpływają regularnie, natomiast realne koszty roszczeń ujawniają się często dopiero po wielu miesiącach lub latach, zwłaszcza w przypadku sporów sądowych lub szkód osobowych. Ten mechanizm może maskować rzeczywistą rentowność produktu OC w krótkim okresie.
– W części przypadków skutkuje to utrzymywaniem relatywnie niskich cen polis. Z jednej strony przyciąga to klientów, z drugiej – przerzuca realne koszty na proces likwidacji szkód oraz na poszkodowanych, którzy doświadczają niedoszacowywania wypłat i sporów o ich wysokość. W efekcie rynek znalazł się w impasie: świadomość konieczności podwyżek składek rośnie, ale indywidualne próby ich zdecydowanej korekty są hamowane obawą o utratę klientów – dodaje Szarama.
Średnia składka OC na koniec września wyniosła 547 zł, a średnia wartość szkody – 12 407 zł – wynika z danych KNF. Dla porównania, w 2016 roku było to odpowiednio 500,44 zł i 6 865,15 zł. Składki nie nadążają więc za kosztami szkód, nawet jeśli nominalnie rosną.
Jak dodaje, brakuje również szczegółowych informacji, czy w kalkulacji średniej wartości szkody uwzględniane są koszty towarzyszące, takie jak samochód zastępczy, holowanie czy inne świadczenia dodatkowe. Część roszczeń – zaznacza ekspert – podlega dalszym korektom, a ich ostateczna wartość bywa ustalana dopiero później, m.in. w wyniku postępowań sądowych. W efekcie prezentowane dane mogą nie w pełni odzwierciedlać finalny koszt szkód.
Zapytaliśmy Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU), czy taka relacja składki (547 zł) do wysokości szkody (12 407 zł) jest prawidłowa oraz jakie są prognozy dla obu tych wartości w nadchodzących miesiącach. Poprosiliśmy też o komentarz do danych, zgodnie z którymi po trzech kwartałach ubiegłego roku 11 z 20 ubezpieczycieli notowało nierentowność w segmencie OC.
W odpowiedzi dla money.pl PIU pisze, że wzrost składek próbuje nadążyć za tempem wzrostu kosztów wypłat, co oznacza realną presję na rentowność w segmencie komunikacyjnym. Izba nie podaje jednak konkretnych danych, które pozwalałyby zweryfikować skalę tej presji.
"Polityka cenowa pozostaje w gestii poszczególnych zakładów ubezpieczeń. Firmy zarządzają kosztami również poprzez optymalizację procesów, w tym likwidacji szkód, oraz inwestycje w technologie wspierające precyzyjniejszą kalkulację ryzyka" – podkreśla Izba.
Według PIU rywalizacja na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych nie sprowadza się już wyłącznie do ceny. Ubezpieczyciele coraz częściej konkurują jakością obsługi, szybkością i przejrzystością likwidacji szkód oraz ofertą dodatkowych usług i rozwiązań cyfrowych.
Nadzór kontra wojna cenowa
Rzecz w tym, że OC zabezpiecza nie tylko interes finansowy posiadacza polisy, ale ma przede wszystkim chronić osoby przez niego poszkodowane.
Adekwatność składek, o której KNF pisze w najnowszych komunikatach, ma kluczowe znaczenie dla stabilności finansowej ubezpieczycieli i bezpieczeństwa klientów. Ewentualne długotrwałe zaniżanie cen polis – zwłaszcza w warunkach ostrej konkurencji cenowej – prowadzi do sytuacji, w której firmy zaczynają mieć problem z pokrywaniem realnych kosztów odszkodowań i świadczeń. W skrajnym przypadku grozi to nie tylko zachwianiem wypłacalności pojedynczych zakładów, lecz także destabilizacją całego rynku.
Jak wskazuje KNF, sztucznie tanie składki kończą się gwałtownymi podwyżkami w kolejnych latach, gdy ubezpieczyciele muszą w pośpiechu odbudowywać rentowność i kapitały. Dla klientów oznacza to szok cenowy, trudności w planowaniu ochrony ubezpieczeniowej i realne ryzyko ograniczenia dostępności polis.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl

5 godziny temu
6







English (US) ·
Polish (PL) ·