System emerytalny jest bezlitosny, a algorytmy ZUS często wyliczają świadczenia, które wprawiają w osłupienie. Historia Andrzeja Klimaszewskiego, wybitnego sportowca i olimpijczyka, jest tego najlepszym dowodem. Mężczyzna, który przepracował uczciwie ponad cztery dekady, nie zgodził się na rażąco niską wycenę swojej pracy i postanowił walczyć z urzędniczą machiną w sądzie. Jego przypadek obnaża absurdy, z jakimi muszą mierzyć się seniorzy w 2025 roku.
- Emerytury w Polsce w 2025 roku
- Kim jest Andrzej Klimaszewski? Sportowiec zaskarżył decyzję ZUS
- Pozew przeciwko ZUS. O co poszło w sądzie?
- Finał sprawy. Wygrana olimpijczyka i nadzieja dla seniorów
Emerytury w Polsce w 2025 roku
Zanim przyjrzymy się batalii sądowej, warto nakreślić tło, w jakim funkcjonują polscy seniorzy. Rok 2025 przyniósł kolejne waloryzacje, ale dla milionów osób świadczenia wciąż pozostają na poziomie, który z trudem pozwala na dopięcie domowego budżetu.
W 2025 roku minimalna emerytura w Polsce wzrosła do poziomu ok. 1900 zł brutto (kwota szacunkowa po waloryzacji). Aby ją otrzymać, trzeba spełnić dwa warunki: osiągnąć wiek emerytalny (60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyzn) oraz udowodnić wymagany staż ubezpieczeniowy (odpowiednio 20 i 25 lat).
Problem polega na tym, że wysokość "normalnej" emerytury zależy od zgromadzonego kapitału początkowego i składek zapisanych na koncie w ZUS, podzielonych przez prognozowaną długość życia. System ten jest brutalny dla osób, które pracowały w czasach PRL-u lub w burzliwych latach 90., kiedy to dokumentacja płacowa często ginęła, a zakłady pracy były likwidowane. Brak "papierka" potwierdzającego zarobki sprzed lat sprawia, że ZUS często przyjmuje do wyliczeń stawki minimalne, co drastycznie zaniża finalną kwotę przelewu. Właśnie ofiarą takich mechanizmów padł bohater głośnego procesu.
Fot. KAPIFKim jest Andrzej Klimaszewski? Sportowiec zaskarżył decyzję ZUS
Andrzej Klimaszewski jest postacią, której fanom sportu przedstawiać nie trzeba. To legenda polskiego kajakarstwa, zawodnik, który w latach 70. i 80. dostarczał kibicom wielu wzruszeń. Jest uczestnikiem Igrzysk Olimpijskich w Montrealu (1976), gdzie w konkurencji K-4 na 1000 metrów walczył o najwyższe laury. Jest także medalistą mistrzostw świata i wielokrotnym mistrzem Polski.
Jego kariera to pasmo sukcesów, ale też ciężkiej pracy. Po zakończeniu kariery sportowej nie spoczął na laurach. Pozostał aktywny zawodowo, pracując na różnych stanowiskach, w tym jako trener i działacz, łącznie przez 42 lata. Wydawać by się mogło, że tak imponujący staż pracy oraz zasługi dla polskiego sportu są gwarancją spokojnej jesieni życia. Rzeczywistość zweryfikowała te oczekiwania w najbardziej bolesny sposób.
Fot. poznan.fandom.comSprawa Klimaszewskiego, opisywana szeroko przez media, stała się symbolem walki o sprawiedliwość. Urodzony w 1954 roku były olimpijczyk, otrzymując decyzję emerytalną z ZUS, przeżył szok.
Startowałem w reprezentacji Polski przez 12 lat, czyli był to kawał życia, który być może spożytkowałbym lepiej, gdybym wiedział, że państwo mnie tak wystawi do wiatru. Przez cały ten czas stypendium było moim jedynym środkiem utrzymania, co niejako było moją umową z Polską - mówi Andrzej Klimaszewski w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”.
Kwota, którą zobaczył, nijak miała się do jego wkładu w system ubezpieczeń społecznych przez ponad cztery dekady. Zamiast pokornie przyjąć decyzję urzędników, zdecydował się na krok, na który decyduje się niewielu - pozwał Zakład Ubezpieczeń Społecznych do sądu.
Pozew przeciwko ZUS. O co poszło w sądzie?
Istotą sporu nie był sam fakt przyznania emerytury, ale sposób wyliczenia kapitału początkowego. To kluczowy składnik emerytury dla osób, które pracowały przed 1999 rokiem. ZUS, nie posiadając pełnej dokumentacji płacowej z klubu sportowego i innych miejsc pracy Klimaszewskiego, zastosował przeliczniki, które były dla niego skrajnie niekorzystne.
Klimaszewski w pozwie argumentował, że ZUS pominął realne zarobki, które osiągał jako czołowy sportowiec i pracownik. W tamtych czasach system wynagradzania sportowców był skomplikowany – często byli oni zatrudniani na "fikcyjnych" etatach w zakładach górniczych czy w służbach mundurowych (np. w Gwardii), co po latach rodzi ogromne problemy dowodowe. Urzędnicy ZUS, trzymając się sztywno przepisów, żądali dokumentów, które po 40 latach często już nie istnieją lub nie odzwierciedlają faktycznych premii i dodatków.
Sprawa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Warszawie. Były kajakarz musiał udowadniać, że jego praca była warta więcej, niż wyliczył to systemowy algorytm - 1780 zł miesięcznie.
Finał sprawy. Wygrana olimpijczyka i nadzieja dla seniorów
Finał tej historii jest słodko-gorzki, ale daje nadzieję innym seniorom. Sąd Okręgowy w Warszawie stanął po stronie Andrzeja Klimaszewskiego, punktując błędy i automatyzm w działaniu organu rentowego.
Co najbardziej zszokowało opinię publiczną, to kwota bazowa, od której zaczęła się walka. Okazało się, że po 42 latach pracy, ZUS wyliczył olimpijczykowi emeryturę na poziomie, który oscylował wokół najniższej krajowej emerytury. Dla człowieka, który reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej i pracował przez większość dorosłego życia, była to kwota upokarzająca. W analogicznym położeniu znajdują się także inni byli kajakarze i reprezentanci Polski, z którymi rozmawiała „Gazeta Wyborcza”, w tym między innymi Waldemar Merk oraz Tomasz Świerczyński.
Sąd w swoim orzeczeniu nakazał ZUS-owi ponowne przeliczenie świadczenia, uwzględniając realne zarobki i specyfikę zatrudnienia sportowca w tamtych latach. Sędzia uznał, że brak idealnej dokumentacji papierowej nie może przekreślać prawa do godnego świadczenia, jeśli inne dowody potwierdzają wysokość zarobków. Wyrok ten oznacza, że emerytura Andrzeja Klimaszewskiego wzrośnie. Choć dokładna nowa kwota po przeliczeniu jest sprawą indywidualną, wygrana w sądzie to przede wszystkim zwycięstwo moralne. Pokazuje, że decyzja ZUS nie jest "święta" i warto walczyć o każdy rok pracy, nawet jeśli wymaga to odtwarzania historii sprzed dekad.







English (US) ·
Polish (PL) ·