Tak wyglądały pierwsze chwile piekła. Nowe nagrania z pożaru w szwajcarskim klubie

1 tydzień temu 23

Data utworzenia: 2 stycznia 2026, 7:51.

Najpierw były światła, muzyka i szampan. Sylwestrowa zabawa w szwajcarskim klubie "La Constellation" miała być beztroskim pożegnaniem starego roku. Potem pojawił się ogień, który niemal niezauważony pełzł po suficie. Na nowych nagraniach, które po tragedii trafiły do sieci, nie widać paniki. Słychać śmiech, gra muzyka, ludzie filmują. Piekło zaczęło się spokojnie. Dziś wiadomo już, że zginęło 47 osób, a 115 zostało rannych.

Tragedia w szwajcarskim klubie. Foto: Denis Balibouse/Reuters; @MenteCali/X; @ConstellationCransMontana / YouTube

Dramat rozegrał się w luksusowym kurorcie Crans-Montana w noc sylwestrową. Około godz. 1.30, już w Nowy Rok, w piwnicznym klubie "La Constellation" wybuchł pożar, który w ciągu kilku minut zamienił miejsce zabawy w śmiertelną pułapkę.

Świadkowie, których relacje zbierają teraz śledczy, mówili o jednym z "popisowych numerów" lokalu. Do gości ubrane w motocyklowe kaski kelnerki regularnie wnosiły butelki szampana ozdobione zimnymi ogniami. Iskrzące fontanny światła miały budować atmosferę luksusu i zabawy.

Na jednym z filmów, który pojawił się w mediach społecznościowych, widać dziewczynę siedzącą na ramionach innej kobiety. W rękach trzymała dwie butelki z zamocowanymi zimnymi ogniami. Uniosła je wysoko, niemal pod sam sufit niskiego, piwnicznego lokalu.

Chwilę później iskry dotknęły elementów sufitu.

Nagranie z X pokazuje pierwsze sekundy po pojawieniu się ognia. Ktoś próbuje go gasić, inni filmują. W tle wciąż gra muzyka.

Ogień pełzł powoli

Na innym nagraniu widać coś, co dziś mrozi krew w żyłach. Płomień nie wybuchł gwałtownie. Najpierw pojawił się niewielki ogień, który zaczął pełznąć po suficie, jakby szukał tlenu.

Ktoś próbował go gasić ręcznikiem. Ktoś inny filmował. W tle wciąż grała muzyka. Na wideo nie było krzyków ani paniki. Słychać było nawet podpowiedzi, co zrobić, jakby sytuacja wciąż wydawała się pod kontrolą. To była cisza przed katastrofą.

Piwnica, tłum i brak ucieczki

Bar znajdował się w piwnicy, choć miał także górny poziom. Według relacji w środku mogło przebywać ponad 200 osób. Kiedy ogień nagle przyspieszył, droga ucieczki stała się wąskim gardłem. — "Zrobił się korek. Nie mogliśmy się wydostać. Schowałem się za stołem, potem wybiliśmy okno. Uciekłem bez butów i płaszcza. Ale żyję — relakconnował przed kamerami 19-letni Axel.

Świadkowie mówili o zatorze na schodach. W jednej chwili atmosfera zabawy zamieniła się w paniczną walkę o życie. Ogień i dym rozprzestrzeniły się błyskawicznie. Doszło do gwałtownego zapłonu całego wnętrza.

To wtedy rozległ się krzyk. I wtedy zaczęło się prawdziwe piekło.

Bilans, który wciąż rośnie

Bilans tragedii był wstrząsający. Zginęło co najmniej 47 osób. Około 115 zostało ciężko rannych. Wśród ofiar byli bardzo młodzi ludzie, w tym nastolatkowie. Władze nie wykluczały, że liczba zabitych może jeszcze wzrosnąć. Trwają identyfikacje, ale ciała są tak mocno poparzone, że w większości trzeba badań DNA i analizy zębów, żeby coś ustalić.

Wśród zaginionych wymieniano m.in. obywateli Włoch. Przed lokalem leżeli poparzeni, zdezorientowani ludzie. Rodzice przyjeżdżali na miejsce, szukając swoich dzieci. Wśród osób, których los wciąż był ustalany, pojawiało się także nazwisko 17-letniego Manuele Galeppiniego, młodego golfisty Włoch, ale związanego z Dubajem. Na tym etapie służby nie potwierdziły jednak oficjalnie jego śmierci.

Zobacz też: Katastrofa po sylwestrze. Szwajcaria ogłasza stan wyjątkowy. 40 osób nie żyje

Największa taka tragedia w historii kraju

Oficjalnie przyczyna pożaru nie została jeszcze potwierdzona. Władze wykluczyły atak terrorystyczny. Śledczy badają nagrania, zdjęcia i relacje świadków, które pokazują, że tragedia mogła zacząć się od klubowego efektu specjalnego, rutynowego show, który tej nocy wymknął się spod kontroli.

To, co miało być niezapomnianą sylwestrową nocą w luksusowym kurorcie, zapisało się w historii jako jedna z największych tragedii w dziejach Szwajcarii.

Na nagraniu z YouTube widać wnętrze lokalu i charakterystyczny dla klubu pokaz z szampanem ozdobionym zimnymi ogniami:

Zobacz też: Tragedia w sylwestrową noc w Szwajcarii. Eksplozja w kurorcie narciarskim Crans-Montana

/17

Denis Balibouse/Reuters; @MenteCali/X; @ConstellationCransMontana / YouTube

Tragedia w szwajcarskim klubie.

/17

Denis Balibouse / Reuters

Miejsce tragedii zostało odgrodzone tuż po pożarze.

/17

@ConstellationCransMontana / YouTube

Jedno z nagrań pokazujących wnętrze klubu podczas zabawy.

/17

Mente Cali @MenteCali / X

Ogień pojawił się na suficie w trakcie sylwestrowej imprezy.

/17

Mente Cali @MenteCali / X

Goście obserwowali sytuację, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia.

/17

Mente Cali @MenteCali / X

Płomień pełzł po suficie, zanim wybuchła panika.

/17

Denis Balibouse / Reuters

Miejsce tragedii zasłonięto parawanami.

/17

PIERRE ALBOUY / Reuters

Widok na budynek, w którym doszło do tragedii.

/17

Denis Balibouse / Reuters

Teren wokół lokalu został zabezpieczony przez policję.

/17

Denis Balibouse / Reuters

Ratownicy działali w prowizorycznym zapleczu medycznym.

/17

Valais Canton Police/Handout / Reuters

Akcja służb trwała wiele godzin.

/17

@ConstellationCransMontana / YouTube

/17

Denis Balibouse / Reuters

/17

Valais Canton Police/Handout / Reuters

Ambulanse czekały na poszkodowanych przed budynkiem.

/17

Valais Canton Police/Handout / Reuters

Śmigłowce ratunkowe brały udział w ewakuacji rannych.

/17

Denis Balibouse / Reuters

Okolica została zamknięta dla ruchu.

/17

Valais Canton Police/Handout / Reuters

Wnętrze górnej części klubu po pożarze.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Newsletter

Najlepsze teksty z Faktu! Bądź na bieżąco z informacjami ze świata i Polski

Zapisz się

Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas!

Napisz list do redakcji

Przeczytaj źródło