Tak wygląda praca w polskich szkołach. Nauczyciele stawiają sprawę jasno

1 miesiąc temu 34

Rosnąca liczba skarg, e-dziennik i wzrost orzeczeń sprawiają, że pedagodzy czują się coraz bardziej bezsilni. – Tak, jak ta ekipa obniżyła poziom edukacji, nie zrobił nikt – mówi o decyzjach MEN nauczycielka z wieloletnim stażem.

Nauczyciele z wieloletnim stażem coraz częściej mówią o narastającym zmęczeniu i presji, która towarzyszy im w codziennej pracy – pisze wałbrzyska „Wyborcza”. W rozmowach z dziennikiem podkreślają brak wsparcia, rosnącą liczbę skarg ze strony rodziców oraz poczucie, że ich zawód został zdeprecjonowany. – Nauczyciel się nie liczy – ocenia pani Magdalena, pracująca w szkole od 24 lat.

Pedagodzy wskazują, że w ostatnich latach wzrosła liczba sytuacji konfliktowych. Część rodziców, jak relacjonują, kwestionuje oceny, podważa kompetencje i od razu kieruje skargi do kuratorium. Pani Marta, nauczycielka z 25-letnim stażem, przyznaje, że nie otrzymuje wsparcia ze strony dyrekcji. – Powiem bardzo brzydko, ale taki sposób edukacji sprawia, że dzieci gówno wiedzą i gówno umieją – mówi. Niedługo zamierza odejść z zawodu. Skłoniły ją do tego m.in. presja rodziców i wymuszanie ocen.

Dużym obciążeniem są dla nauczycieli wiadomości w e-dzienniku. – Za każdym razem, gdy otwieram wiadomość od rodzica, boli mnie brzuch – mówi pani Dagmara, która korzysta z pomocy psychiatry. Pani Agnieszka dodaje, że cyfrowe narzędzia zwiększyły zależność uczniów od rodziców, a nie od własnej odpowiedzialności. Jak relacjonuje, dzieci oczekują informacji wysyłanych do opiekunów, a nie samodzielnego zapamiętywania poleceń.

Nauczyciele pracują pod presją. Mówią wprost, z czym muszą się mierzyć

Nauczyciele alarmują też o rosnącej liczbie orzeczeń i dostosowań. W ich ocenie system nadmiernie koncentruje się na uczniach ze specjalnymi potrzebami, ograniczając możliwości stawiania wymagań. – Ja nie mogę od nich niczego wymagać – mówi pani Klaudia.

Pedagodzy podkreślają, że kolejne decyzje ministerstw tylko pogłębiają chaos. – Tak, jak ta ekipa obniżyła poziom edukacji, nie zrobił nikt – ocenia pani Magdalena. Po zniesieniu prac domowych – jak wskazują nauczyciele – spadła motywacja uczniów. – To są teraz wolne elektrony, w których mózgach nic się nie łączy – mówi.

Choć część nauczycieli planuje odejście z pracy lub korzysta z urlopów zdrowotnych, wielu nadal próbuje radzić sobie z trudną sytuacją. – Szacunek do zawodu wróci, gdy my wszyscy pójdziemy na emerytury, a nie będzie nas miał kto zastąpić, bo młodzi już nie chcą uczyć w szkole – mówi wałbrzyskiej „Wyborczej” pani Agata.

Czytaj też:
To wielka klęska Nowackiej? Wiceszefowa MEN: Młodzież zaczęła głosować nogami
Czytaj też:
Tysiące nauczycieli traciło pracę. MEN ujawniło skalę kontrowersyjnej praktyki

Przeczytaj źródło