Tak dywersanci wjechali do Polski. Nowe ustalenia

1 miesiąc temu 24

Fałszywe paszporty 

Z ustaleń Onetu wynika, że Jewhienij Iwanow oraz Ołeksandr Kononow - obywatele Ukrainy podejrzewani o przeprowadzenie aktów dywersji na polskiej kolei - przedostali się do Polski z terytorium Białorusi, wykorzystując fałszywe paszporty. W naszym kraju mieli spędzić zaledwie kilka godzin, a główne działania zlecili pomocnikom, którzy zostali już zatrzymani. Według śledczych, to właśnie Iwanow i Kononow byli "mózgami" całej operacji. Ich krótka obecność w Polsce miała utrudnić identyfikację, a szybki wyjazd przez przejście graniczne w Terespolu pozwolił im uniknąć zatrzymania. 

Powiązania podejrzewanych 

Z doniesień ukraińskich mediów wynika z kolei, że Iwanow został zwerbowany przez rosyjskie służby specjalne najpóźniej na początku 2024 roku. Kononow zaś ma pochodzić z Donbasu. Premier Donald Tusk mówił natomiast ostatnio w Sejmie, że jeden z podejrzanych był już wcześniej skazany na Ukrainie za działania dywersyjne. 

Zobacz wideo Sikorski stanowczo o wydarzeniach na kolei: To akt terroru państwowego

Sabotaż na torach 

Śledztwo w Polsce wszczęto w poniedziałek, 17 listopada, a już w środę prokuratura postanowiła postawić obu mężczyznom zarzuty przeprowadzenia aktów dywersji o charakterze terrorystycznym na zlecenie Federacji Rosyjskiej. Grozi im nawet dożywocie. Chodzi o odkryte we wsi Mika (woj. mazowieckie) uszkodzenie fragmentu torowiska, spowodowane materiałem wybuchowym. 

Przewidywalny scenariusz? 

O to, dlaczego sabotażyści mogli dostać się do Polski, pytaliśmy wcześniej dra Michała Piekarskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ekspert sugerował, że brak centralnych baz danych między Polską a Ukrainą oraz możliwość użycia fałszywych dokumentów mogły utrudnić weryfikację osób przekraczających granicę. - Nie ma automatycznego przepływu danych pomiędzy rejestrami skazanych, a tym bardziej osób podejrzewanych czy notowanych przez służby. Co istotne, te osoby mogły poruszać się na podstawie fałszywych dokumentów. W takim przypadku stopień trudności jest jeszcze wyższy i niestety mogły po prostu dostać się na terytorium Polski - zauważał nasz rozmówca.

Przeczytaj źródło