- Lekarz kontraktowy ze szpitala w Sosnowcu przepracował w 2023 r. 4881 godzin, co oznacza średnio ponad 400 godzin miesięcznie
- Skala obciążenia była większa niż praca pięciu lekarzy etatowych łącznie na tym samym oddziale
- Przypadek ujawnia lukę w przepisach: lekarze kontraktowi nie mają ustawowych limitów czasu pracy ani gwarantowanych okresów odpoczynku
- Szczegółowy grafik pracy lekarza został utajniony z powodów prawnych
- Ministerstwo Zdrowia nie planuje zmian w regulacji czasu pracy lekarzy kontraktowych
Lekarz pracował 14 godzin dziennie bez dni wolnych
Z danych, do których dotarła „Gazeta Wyborcza”, wynika, że lekarz pracujący na oddziale chirurgii ogólnej wyrobił w ciągu roku o ponad 200 proc. więcej godzin niż standardowy etat. W praktyce oznacza to średnio ponad 400 godzin miesięcznie i około 14 godzin pracy dziennie, bez realnych dni wolnych, urlopów czy świąt.
Dla porównania: pięciu lekarzy zatrudnionych na etacie na tym samym oddziale przepracowało łącznie 4587 godzin, czyli mniej niż jeden lekarz kontraktowy.
Te liczby stały się impulsem do interwencji sosnowieckich radnych, którzy uznali, że tak duże obciążenie jednego medyka może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów i samemu lekarzowi.
Problematyczne kontrakty
Jak podkreślała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” radna Ewa Szota, lekarz kontraktowy w Sosnowcu przepracował o ok. 210 proc. godzin więcej niż lekarz na umowie o pracę. Radni w czerwcu ubiegłego roku przyjęli uchwałę - apel do rządu - w której domagali się m.in. maksymalnych limitów godzin pracy w miesiącu, obowiązkowych okresów odpoczynku między dyżurami oraz zrównania standardów bezpieczeństwa pracy.
Dyrekcja szpitala argumentowała jednak, że działa w granicach prawa. Prezeska placówki Aneta Kawka wskazywała, że lekarze kontraktowi sami deklarują dostępność, a szpital wybiera ich w konkursach. Zapewniała też, że wprowadzono wewnętrzne ograniczenie - nie więcej niż 350 godzin pracy miesięcznie - choć nadal oznacza to znacznie powyżej norm etatowych.
Tajny grafik obnaża skalę przeciążenia lekarza
Radna Szota uzyskała z urzędu miasta szczegółowy grafik pracy lekarza, pokazujący nie tylko liczbę dyżurów, ale też ciągi wielogodzinnej pracy i minimalne przerwy. Dokument nie zawierał nazwiska ani danych osobowych, jednak - jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” - został objęty tajemnicą ze względu na ryzyko identyfikacji konkretnej osoby na podstawie dat i godzin dyżurów.
Zdaniem prawników urzędu miasta uprawnienia radnych do dostępu do dokumentów nie są nieograniczone, a ujawnienie grafiku mogłoby skutkować odpowiedzialnością prawną. W efekcie materiał, który najpełniej obrazuje skalę przeciążenia lekarza, nie może zostać pokazany opinii publicznej.
- Otrzymałam dokument, z którym nic nie mogę zrobić. A jego treść jest porażająca i w pełni ukazuje patologię systemu. W tej sprawie nie chodzi bowiem o tego konkretnego lekarza, ale o sytuacje, do których dochodzi jeśli nie ma uregulowań prawnych – mówi cytowana przez „Gazetę wyborczą” radna Ewa Szota.
Brak reakcji systemowej
Jak cytuje „Gazeta Wyborcza”, resort zdrowia w odpowiedzi na apel sosnowieckich radnych poinformował, że nie prowadzi prac nad regulacją czasu pracy lekarzy kontraktowych. Tymczasem związkowcy podnoszą, że przypadek z Sosnowca to ogólnopolski rekord, a podobne, choć mniej skrajne sytuacje, zdarzają się w innych szpitalach.
Zdaniem rozmówców dziennika bez ustawowych limitów i realnej kontroli, system będzie nadal opierał się na nadmiernej eksploatacji pojedynczych lekarzy. Sprawa z Sosnowca pokazuje to w liczbach, które stawiają pytanie o granice bezpieczeństwa w publicznej ochronie zdrowia.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

5 dni temu
10


English (US) ·
Polish (PL) ·