Wystarczył jeden materiał, by w środowisku łowieckim zawrzało. To, co ujrzało światło dzienne, uruchomiło lawinę działań, które mogą na długo zmienić sposób postrzegania polskich polowań.
Polski Związek Łowiecki przekazał, że skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. To efekt materiału wyemitowanego przez Polsat News pod tytułem „Polowanie na kasę”, w którym pokazano kulisy polowań odbywających się poza kontrolą i z naruszeniem przepisów.
Jak zapewniły władze związku, „podjęto natychmiastowe działania, których celem jest stanowcze potępienie ujawnionych praktyk oraz wyciągnięcie konsekwencji wobec osób zaangażowanych w ten proceder”.
W reportażu ujawniono, że pomimo obowiązujących regulacji „w Polsce do zwierząt może strzelać każdy – bez kontroli, bez pozwoleń i bez doświadczenia”. Redakcja Polsat News rozmawiała między innymi z właścicielami firm organizujących komercyjne polowania, w których uczestniczyły osoby bez odpowiednich uprawnień, nieprzeszkolone i nieposiadające pozwolenia na broń.
Reakcja Polskiego Związku Łowieckiego. Posypały się dyscyplinarki
Po emisji materiału, PZŁ wszczął postępowania dyscyplinarne wobec osób, które – jak ustalono – dopuściły się naruszeń zasad bezpieczeństwa.
Związek oświadczył, że jedna z osób została zwolniona dyscyplinarnie za rażące złamanie prawa łowieckiego, przepisów wewnętrznych oraz za próbę osiągnięcia korzyści majątkowej poprzez dopuszczenie do udziału w polowaniu osób nieuprawnionych. W oświadczeniu czytamy, że takie działania „naraziły Polski Związek Łowiecki na poważne szkody w zakresie dobrego imienia, wizerunku publicznego oraz zaufania społecznego”.
PZŁ poinformował również, że w Ośrodku Hodowli Zwierzyny, którego dotyczył reportaż, przeprowadzono natychmiastową kontrolę. Jednocześnie Zarząd Główny wezwał wszystkie lokalne struktury do przeprowadzenia podobnych działań, by wykluczyć możliwość powtórzenia takich sytuacji.
Nielegalne polowania i prowokacja dziennikarska
Wobec myśliwych wymienionych w materiale wszczęto kolejne postępowania dyscyplinarne. W oświadczeniu podkreślono: „Jeszcze raz stanowczo sprzeciwiamy się wszelkim działaniom niezgodnym z prawem, nieetycznym praktykom oraz działaniom narażającym bezpieczeństwo nas wszystkich. Dla osób dopuszczających się takich działań nie ma miejsca w Polskim Związku Łowieckim”.
Tuż po emisji materiału rzeczniczka PZŁ, doktor inżynier Joanna Krużel wyjaśniała, że proceder pokazywany w materiale jest całkowicie sprzeczny z prawem. – Nie ma takiej możliwości. Takie osoby nie mogą oddać strzału, bo nie mają pozwolenia na broń. O wykonywaniu polowania w ogóle nie ma mowy. To jest kłusownictwo, to jest absolutnie niedopuszczalne i karalne – podkreśliła.
Podczas prowokacji dziennikarskiej przedstawiciel jednej z agencji polowań otwarcie przyznał, że prawo jest łamane, a osoby bez doświadczenia są dopuszczane do użycia broni. „Wie pani co, no generalnie, dla mnie to nie ma problemu. SMS-em poproszę imię i nazwisko tych osób, które nie są myśliwymi, dobra? Na ten mój numer prywatny. I będą mieli swoją broń i wszystko. I będą mogli postrzelać. Jakoś to zrobimy” – usłyszała dziennikarka.
Czytaj też:
Myśliwy pomylił 17-latka z wiewiórką. Doszło do tragediiCzytaj też:
Pomylili człowieka z dzikiem. Śledczy weryfikują szokującą teorię



English (US) ·
Polish (PL) ·