Wszystko, co istnieje w Rosji, traktowane jest jako zasób. Nie tylko rzeczy fizyczne, lecz także praca czy edukacja. Te zasoby są kontrolowane przez władzę, a inne podmioty otrzymują te rzeczy tymczasowo – na czas, kiedy robią to, co państwo im zleciło.
Wojna obciąża głównie najbiedniejsze sfery społeczeństwa. To osoby wywodzące się z tych grup najczęściej trafiają na front, zaś wzrost wydatków na zbrojenia skutkuje cięciami w finansowaniu usług społecznych. Jednak i bogatsze części społeczeństwa zaczynają w końcu odczuwać ekonomiczne skutki konfliktu. Militaryzacja gospodarki zmniejsza bowiem zyski firm i dywidendy, premie i pensje. Druga faza agresji Rosji na Ukrainę uruchomiła właśnie te procesy. Kreml próbuje się z nimi mierzyć, starając się przenosić – w zależności od potrzeb – ciężar finansowania wojny na różne grupy społeczne. To ważne, bo dla Rosji typowy jest ogromny rozdźwięk między najbogatszymi a resztą społeczeństwa. 1 proc. najmajętniejszych kontroluje ponad 40 proc. zasobów (do 10 proc. najbogatszych należy ok. 70 proc.). Bogactwo jest skoncentrowane głównie w Moskwie i Petersburgu, w nieco mniejszym stopniu w regionach przemysłowych (np. Magnitogorsk). Praktycznie nie ma w Rosji klasy średniej, nawet tak słabej, jak w Polsce. Mediana pensji wynosi niewiele ponad ok. 7,3 tys. rubli (ok. 3,3 tys. zł) i jest silnie zróżnicowana w zależności od regionu kraju. Biedą szczególnie dotknięte są niesłowiańskie grupy zamieszkujące Rosję.
Kryzys: wieczna centralizacja
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Kacper Wańczyk
Fot. mat. prasowe
Zobacz
Popularne Zobacz również Najnowsze
Przejdź do strony głównej

2 dni temu
8







English (US) ·
Polish (PL) ·