Rządowe cięcia wstrzymują kluczowe inwestycje w Małopolsce – alarmuje marszałek Łukasz Smółka. W rozmowie mówi wprost o narastających sporach, finansowaniu i przyszłości regionu. Opowiada też, jak doświadczenie strażaka ochotnika nauczyło go działania pod presją i podejmowania decyzji, gdy liczą się sekundy.
Bartosz Michalski, „Wprost”: Jak doświadczenie strażaka ochotniczego wpływa na pana sposób zarządzania województwem?
Łukasz Smółka, marszałek województwa małopolskiego: Moja przygoda ze strażą pożarną zaczęła się, gdy miałem dwanaście lat. Od początku uczyłem się pracy pod presją, odpowiedzialności za drugiego człowieka i działania w sytuacjach kryzysowych. To doświadczenie bardzo mocno przekłada się na zarządzanie regionem. Wiem, że na kryzys trzeba być przygotowanym wcześniej – czy chodzi o powódź, wichurę, intensywne opady śniegu czy sytuację za naszą wschodnią granicą.
Dlatego stawiam na budowanie zespołu i dobre wyszkolenie służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo mieszkańców. W Małopolsce dzieje się to realnie: od 2019 roku mamy podpisane szerokie porozumienie ze wszystkimi służbami działającymi w regionie, a samorząd województwa udziela im zarówno wsparcia organizacyjnego, jak i finansowego.
Mówi pan o potencjalnych zagrożeniach i planach na przyszłość. A jak te umiejętności już przydały się w praktyce?
Dobrym przykładem jest choćby pandemia COVID-19. Bardzo szybko współpracowaliśmy wtedy ze strażą pożarną, policją i zespołami ratownictwa medycznego. Dzięki temu mogliśmy podejmować szybkie i celne decyzje – jak choćby zakup 50 ambulansów czy nowoczesnych wozów strażackich. Sprzęt trafiał dokładnie tam, gdzie był najbardziej potrzebny.
Moje doświadczenia ze straży – udział w pożarach, wypadkach drogowych czy zabezpieczeniach imprez masowych – dały mi realne wyobrażenie o tym, jak wyglądają sytuacje zagrożenia życia. Dzięki temu łatwiej podejmować decyzje, które mają bezpośrednio przełożyć się na bezpieczeństwo mieszkańców.
Wspomniał pan o tym, jak wiele dało panu doświadczenie strażaka ochotnika. Porozmawiajmy więc o roli OSP w rozwoju lokalnych społeczności. Jak województwo wspiera straże pożarne?
Strażacy ochotnicy to kluczowe ogniwo w udzielaniu pomocy w mniejszych miejscowościach. To największa w Polsce organizacja społeczna, która realnie ratuje życie i zdrowie. W samej Małopolsce mamy ponad 100 tysięcy druhen i druhów OSP, a w skali kraju blisko milion.
Ta liczba pokazuje ogromny potencjał – siłę ludzi, którzy są gotowi działać w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Widzieliśmy to, chociażby podczas pandemii, kiedy OSP w całym regionie zostały jednocześnie uruchomione do informowania mieszkańców i wspierania organizacji działań pomocowych.
Dlatego jako województwo regularnie wspieramy straże pożarne – sprzętowo, szkoleniowo i finansowo – bo wiemy, że ich sprawność to bezpieczeństwo całych lokalnych społeczności.
Czy to nie jest scedowanie części obowiązków samorządu na – jak pan to ujął – organizację społeczną?
Nie. Trzeba pamiętać, że wiele jednostek OSP jest formalnie włączonych do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego i działa w strukturach państwowych służb.
Część, ale nie wszystkie. A jednak mówił pan o blisko milionie strażaków ochotników w skali kraju.
To prawda, ale OSP – także te poza systemem – są w dyspozycji samorządów gmin w ramach zarządzania kryzysowego. Tworzą spójną strukturę, która ma jasno określone zadania w ustawie o ochronie przeciwpożarowej. I co najważniejsze: niezależnie od tego, czy jednostka jest w systemie, czy poza nim, pomoc udzielana jest tak samo skutecznie.
Na miejscu zdarzenia nie ma podziału na „systemowych” i „niesystemowych”. Każda jednostka działa szybko, profesjonalnie i według tych samych procedur.
Oczywiście dawniej funkcjonował inny model finansowania, co powodowało różnice w wyposażeniu. My w Małopolsce dążymy do tego, by wsparcie sprzętowe i szkoleniowe było jak najbardziej równomierne – tak, aby nie było dysproporcji między jednostkami.
Zdarza się, że te z dużą liczbą wyjazdów – nawet 300 rocznie – są lepiej doposażone. Ale to nie zmienia faktu, że każda jednostka, kiedy zostanie zadysponowana, jest gotowa udzielić skutecznej pomocy w sytuacji kryzysowej.
Jak wyglądała pana droga od pracy w strukturach OSP do objęcia funkcji marszałka?
Strażakiem ochotnikiem jestem od dwunastego roku życia. Od 2008 roku pracowałem w Zarządzie Wojewódzkim OSP w Małopolsce i miałem okazję współpracować z jednostkami z całego regionu. Realizowaliśmy projekty związane z pozyskiwaniem sprzętu, rozbudową remiz, ale też działania kulturalne – wsparcie orkiestr dętych, zespołów artystycznych czy przeglądów kronik. To był dla mnie bardzo ważny etap.
W 2015 roku rozpocząłem współpracę z ministrem Andrzejem Adamczykiem w Ministerstwie Infrastruktury. Jednocześnie byłem radnym sejmiku województwa małopolskiego, co pozwoliło mi uczestniczyć w projektach kluczowych dla rozwoju regionu.
Skąd w takim razie wzięła się pana obecność w polityce? Wielu usłyszało o panu dopiero przy okazji głośnych sporów wewnątrz małopolskiego PiS. Ostatecznie został pan marszałkiem po szóstym głosowaniu.
Od zawsze chciałem być samorządowcem, bo to na tym poziomie najbardziej widać efekty pracy. Dlatego w 2014 roku zdecydowałem się kandydować do sejmiku. Możliwość realizowania projektów potrzebnych mieszkańcom ma dla mnie ogromne znaczenie.
Czyli do polityki pociągnęła pana sprawczość?
Tak – sprawczość, praca zespołowa i poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Wspomniał pan o pracy z ministrem Adamczykiem. Nie sposób zatem nie przejść do tematu infrastruktury. Co w ostatnich latach zmieniło się w tym zakresie w Małopolsce?
Te zmiany to nie tylko ostatnie dwa lata – to efekt pracy prowadzonej od 2015 do 2023 roku. W tym czasie zrealizowano wiele inwestycji krajowych, które znacząco poprawiły komunikację w regionie: północną obwodnicę Krakowa, kolejne odcinki S7 czy dynamiczny rozwój kolei.
Równolegle samorząd województwa uczestniczył w projektach regionalnych, które miały rządowe wsparcie. Dziś tego wsparcia niestety brakuje.
Mówię tu o inwestycjach bardzo ważnych dla lokalnych społeczności: zielonej obwodnicy Brzeszcz, obwodnicy Szczurowej czy realizowanej obecnie obwodnicy Proszowic. Wszystkie te projekty powstawały dzięki środkom m.in. z Funduszu Dróg Samorządowych. Teraz kiedy tych środków nie mamy, realizacja podobnych inwestycji staje się dużo trudniejsza, choć wciąż są one priorytetem zarówno dla mieszkańców, jak i dla mnie osobiście.
Z perspektywy tego pięknego budynku blisko krakowskiej starówki dość łatwo zapomnieć o tych mniejszych miejscowościach, które również znajdują się na terenie województwa. W jaki sposób walczycie z wykluczeniem komunikacyjnym?
Ja sam pochodzę z małej miejscowości, więc ten problem jest mi doskonale znany. Mieszkańcy coraz częściej pytają o dostęp do transportu publicznego – zarówno autobusowego, jak i kolejowego.
Jako województwo rozwijamy Małopolskie Linie Dowozowe – wojewódzkie połączenia autobusowe łączące powiaty i skoordynowane z koleją. W 2025 roku będzie ich ponad 50. Zachęcam też gminy i powiaty, by korzystały z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych i uruchamiały własne linie użyteczności publicznej.
Podstawą naszego systemu komunikacji jest jednak kolej. Codziennie w Małopolsce kursuje blisko 500 pociągów, dowożąc mieszkańców do pracy, szkół, uczelni czy szpitali. To ogromne obciążenie dla budżetu – w 2025 roku przeznaczamy na rekompensaty ok. 400 mln zł – ale to inwestycja, która zwraca się w postaci rosnącej liczby pasażerów.
W sześciu częściach regionu transport publiczny wciąż jednak nie dociera. Co planujecie zmienić?
Analizujemy te obszary bardzo dokładnie. Jeśli chodzi o autobusy, szykujemy kolejne połączenia już na 2026 rok. W przypadku kolei co kwartał aktualizujemy rozkład jazdy, sprawdzając potoki pasażerskie.
Rok 2024 przyniósł 26 milionów pasażerów Kolei Małopolskich – to pokazuje, że gdy oferta kolejowa jest dostosowana do potrzeb, mieszkańcy chętnie z niej korzystają. Dlatego w godzinach szczytu zwiększamy liczbę połączeń, by transport publiczny był realną alternatywą dla samochodu.
Najważniejsze jest dla mnie, aby nikt – niezależnie od tego, czy mieszka w Krakowie, czy w najmniejszej miejscowości – nie czuł się gorzej traktowany. Rozwój Małopolski musi być równomierny.
Oczywiście skuteczność zależy również od aktywności wójtów, burmistrzów i prezydentów, ale ja szczególnie stawiam na współpracę z mniejszymi gminami. One często mają większe wyzwania: nie tylko transportowe, ale także związane z brakiem wodociągów czy podstawowej infrastruktury. To właśnie dlatego kierujemy środki m.in. na budowę i modernizację sieci wodociągowych oraz program dróg dojazdowych do pól, dzięki którym wiele przysiółków po latach zyskuje utwardzone drogi, co poprawia bezpieczeństwo i umożliwia dojazd służb ratunkowych.
Centrum psychiatrii i leczenia uzależnień od nowych technologii – jak ma funkcjonować? Co będzie w nim szczególnie innowacyjnego?
Chcemy stworzyć w Małopolsce miejsce, w którym dzieci i młodzież otrzymają specjalistyczną pomoc w zakresie uzależnień od smartfonów, tabletów i nowych technologii. Dziś w regionie nie ma takiego centrum – są pojedynczy specjaliści, ale brakuje kompleksowej opieki.
Planujemy, by ośrodek działał w Krakowie, przy Szpitalu Dziecięcym św. Ludwika. W jednym miejscu znajdą się eksperci różnych specjalności, a w razie potrzeby młodzi pacjenci będą mogli korzystać z pełnego zaplecza medycznego szpitala.
Co będzie innowacyjne w tym rozwiązaniu? Przecież temat uzależnień technologicznych nie jest nowy.
Innowacyjność polega właśnie na skupieniu interdyscyplinarnego zespołu w jednym miejscu i zapewnieniu kompleksowej opieki – od psychologicznej i psychiatrycznej, po medyczną. Pamiętajmy, też, że szpital św. Ludwika ma duże doświadczenie m.in. w programie FASD, w którym Małopolska jest krajowym liderem. To program wspierający ciężarne mamy i rodziny w profilaktyce i leczeniu zaburzeń związanych z ekspozycją dziecka na alkohol.
Naszym priorytetem jest zdrowie i bezpieczeństwo Małopolan – zwłaszcza dzieci i młodzieży – dlatego chcemy, by pomoc była dobrze zorganizowana i łatwo dostępna.
Ale czy nie lepiej zapobiegać niż leczyć? Czy planujecie działania informacyjne? Coraz częściej mówi się też o zakazie smartfonów w szkołach.
To prawda, budowa centrum oznacza, że dzieci już potrzebują pomocy. Profilaktyka jest równie ważna. Jako województwo nie jesteśmy organem prowadzącym wszystkich szkół, ale widzimy, że problem jest ogromnym wyzwaniem dla rodziców i nauczycieli.
Dzieci coraz częściej mają trudność z odłożeniem telefonu, skupieniem się na lekcjach czy budowaniem relacji z rówieśnikami. Dlatego chcemy wspierać działania edukacyjne i informacyjne – zarówno w szkołach, jak i wśród rodziców – tak, aby ograniczać ryzyko uzależnienia jeszcze zanim stanie się ono realnym problemem.
Powinniśmy odgórnie zakazać smartfonów w szkołach?
Nie mam kompetencji, by taki zakaz wprowadzić, ale uważam, że korzystanie z telefonów w szkołach powinno być ograniczone. O tym powinni decydować dyrektorzy i nauczyciele, wiem, że w wielu małopolskich szkołach takie decyzje zostały podjęte.
Teraz tak to działa – dyrektorzy wprowadzają własne regulaminy. Może jednak ogólny zakaz byłby skuteczniejszy?
Każdy dyrektor analizuje sytuację w swojej placówce. Z mojego doświadczenia wynika, że ograniczenie korzystania z telefonu bardzo ułatwia dzieciom koncentrację na lekcjach.
Gdyby parlament wprowadził ustawowy zakaz, Małopolska wdrożyłaby go bez zastrzeżeń?
Oczywiście dostosowalibyśmy się do obowiązującego prawa.
Wróćmy na chwilę do mniejszych miejscowości. Centrum uzależnień ma powstać w Krakowie – jak zapewnić dostęp do opieki specjalistycznej tam, gdzie sieć placówek jest rzadsza?
Jako samorząd województwa odpowiadamy za szpitale wojewódzkie – te w Krakowie, Tarnowie, Nowym Sączu, Jaroszowcu, Krzeszowicach czy Zakopanem. Jednocześnie mocno wspieramy szpitale powiatowe, które są najbliżej mieszkańców mniejszych miejscowości.
Inwestujemy w podstawową opiekę zdrowotną, bo dobrze funkcjonująca POZ odciąża później specjalistów i szpitale. Co roku przekazujemy środki na nowoczesny sprzęt – rezonanse, tomografy, aparaturę diagnostyczną – aby mieszkańcy mogli uzyskać pomoc blisko domu.
A konkrety? Co udało się ostatnio zrealizować?
W szpitalach wojewódzkich realizujemy m.in. rozbudowę Szpitala Rydygiera, modernizację bloku operacyjnego w Szpitalu św. Łukasza oraz rozwój Szpitala Psychiatrycznego im. Babińskiego. Trwa także rozbudowa Szpitala Jana Pawła II w Krakowie.
Wspieramy również placówki powiatowe: szpital w Gorlicach w obszarze żywienia pozajelitowego, szpital w Chrzanowie, szpital Narutowicza w Krakowie i szpital w Proszowicach, a dla szpitala w Suchej Beskidzkiej sfinansowaliśmy zakup specjalistycznej karetki. To przykłady inwestycji, które mają ułatwić dostęp do leczenia mieszkańcom całego regionu.
Mamy świadomość, że w ochronie zdrowia jest jeszcze wiele do zrobienia, ale systematycznie inwestujemy w sprzęt, infrastrukturę i modernizacje.
W ochronie zdrowia zawsze jest coś do poprawienia.
To prawda. Inwestycje to nasza rola, natomiast finansowanie bieżącej działalności leży po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia. Apelujemy, aby NFZ terminowo regulował płatności, bo opóźnienia zakłócają funkcjonowanie szpitali.
Jako województwo inwestujemy tam, gdzie jest realna potrzeba – modernizujemy oddziały, kupujemy tomografy, rezonanse, a nawet nowoczesne roboty medyczne, jak ten w Szpitalu Rydygiera. W najbliższych latach planujemy przeznaczyć na ochronę zdrowia – wraz ze środkami zewnętrznymi – blisko 700 milionów złotych.
Program Tele-Anioł to jeden z waszych sztandarowych projektów. Jak ocenia pan jego skuteczność? Czy planowane są kolejne edycje?
Jesteśmy w trakcie kolejnej edycji programu. Jego realizacja jest powiązana z finansowaniem unijnym, bo projekt działa od wielu lat. Tele-Anioł cieszy się ogromnym zainteresowaniem seniorów – oferuje teleopiekę i telemedycynę dzięki opasce na nadgarstek, która w sytuacji zagrożenia pozwala natychmiast wezwać pomoc. W poprzedniej edycji udało się uratować ponad 260 osób.
Jak ustaliliście, że te 260 przypadków to faktycznie efekt działania opaski?
To nie są tylko wyliczenia statystyczne. Ratownicy medyczni, którzy przyjeżdżali na miejsce, potwierdzali, że gdyby pomoc nie została wezwana automatycznie, istniało bardzo duże ryzyko, że dana osoba by nie przeżyła – np. przez utratę przytomności lub zatrzymanie krążenia. Szybka reakcja była kluczowa, dlatego mówimy o realnie uratowanych istnieniach ludzkich. To pokazuje, jak potrzebne są takie inicjatywy.
Jak wygląda współpraca z rządem? Pochodzi pan z innego obozu politycznego – czy nie ma tarć?
Najważniejsze jest dla mnie, aby do Małopolski trafiło jak najwięcej środków zewnętrznych – nie tylko w ochronie zdrowia czy transporcie publicznym, ale ogólnie dla rozwoju regionu. Chciałbym, żeby współpraca z rządem była lepsza, bo np. brakuje nam środków na inwestycje drogowe. W poprzedniej kadencji województwa realizowały projekty przy wsparciu rządu, dziś tych funduszy jest znacznie mniej.
Czujecie odcięcie od „kroplówki” rządowej?
Tak, szczególnie w zakresie inwestycji drogowych. W ochronie zdrowia część środków z Krajowego Planu Odbudowy udało się pozyskać, ale np. nasze centrum leczenia uzależnień od nowych technologii nie otrzymało wsparcia, choć kosztuje około 170 milionów złotych. Apelujemy do rządzących, aby wspomogli województwo – chodzi przecież o dobro dzieci i młodzieży, które jest priorytetem.
Czy odmowa była uzasadniona?
Oficjalnie nie znam przyczyny. Nasz wniosek trafił na listę rezerwową. Domyślam się, że decyzja mogła być polityczna, jeśli tak faktycznie było kategorycznie się z tym się nie zgadzam – w takich projektach nie powinno się kierować barwami politycznymi.
Nie tylko ochrona zdrowia wymaga wsparcia – mówił pan też o służbach.
Dokładnie. W 2025 roku, wspólnie z samorządami, zakupiliśmy 86 pojazdów dla straży pożarnej, z czego 63 już trafiły do jednostek. Jednak oczekujemy większego wsparcia od rządu, zwłaszcza w obliczu rosnącego ryzyka geopolitycznego – nie tylko dla strażaków, ale dla wszystkich służb kryzysowych. Środków jest zbyt mało, dlatego apelujemy o ich zwiększenie.
A co z inwestycjami kolejowymi?
To kluczowy temat. Linia kolejowa Kraków–Katowice została wyremontowana, pociągi Pendolino dojeżdżają do Zakopanego, otwarto linię 94 w kierunku Skawiny i Oświęcimia, wybudowano nowe dworce i przystanki – to wszystko projekty poprzedniego rządu. Dziś brakuje nowych inwestycji, które pozwoliłyby wdrażać kolejne projekty od planowania do realizacji.
Apelujemy też o wsparcie w zakupie taboru kolejowego – budowa torów to jedno, ale bez nowych pociągów trudno zapewnić sprawną obsługę pasażerów. To są projekty wieloletnie i skomplikowane, dlatego zależy nam na jasnym kierunku wsparcia rządowego.
Nie obawia się pan, że inwestycje kolejowe i długoterminowe projekty to walka z wiatrakami? Politycy często boją się planów, których korzyści mogą odnieść następcy.
Oczywiście, że takie obawy istnieją, bo brakuje dalekosiężnego planowania. Niemniej my pokazujemy, co Małopolska chce zrobić i apelujemy do wszystkich środowisk politycznych. Parlamentarzyści z naszego regionu powinni działać wspólnie, w interesie Małopolski – bez względu na przynależność partyjną. Pasażerowie przecież nie dzielą się według sympatii politycznej.
Jaki był odzew na ten apel? Czy ktoś spoza obozu prawicowego odpowiedział pozytywnie?
Apel został poddany pod głosowanie w sejmiku i przegłosowany niemal jednogłośnie – był tylko jeden głos wstrzymujący. To pokazuje, że radni poważnie traktują takie projekty.
Parlamentarzyści jeszcze się do tego nie odnieśli, ale się nie poddajemy. Przekazałem apel osobiście wiceministrowi odpowiedzialnemu za kolej, panu wiceministrowi Malepszakowi, prosząc o realizację tych zadań. Jasno podkreślamy, że to inwestycje na 10–15 lat – wymagają planowania, zabezpieczenia środków, decyzji środowiskowych i projektowania. Nie pokazujemy rzeczy niemożliwych – już realizujemy projekty z Ministerstwem Infrastruktury i PKP PLK, jak linie do Myślenic, kolej do Niepołomic czy łącznicę Olkusz–Kraków, które zostały rozpoczęte wcześniej i są kontynuowane.
Czy jest jakiś resort, z którym współpraca układa się szczególnie dobrze?
W każdym resorcie są pewne ograniczenia, ale to nie przeszkadza nam w mobilizowaniu różnych środowisk politycznych, by środki trafiały do Małopolski. Jesteśmy regionem, który chce się rozwijać i rozwija się dynamicznie.
Zostając przy temacie politycznym. Głośno zrobiło się o panu przy okazji konfliktu w małopolskim PiS. Jak ocenia pan swoją rolę jako kogoś, kto miał pogodzić różne obozy? Czy ta rola kompromisu ogranicza swobodę działania?
Jako wicemarszałek zawsze stawiałem na otwartą współpracę – razem z radnymi realizowaliśmy wiele projektów. Bycie gospodarzem Małopolski to ogromna odpowiedzialność, ale również wyróżnienie. Decyzja była trudna, ale po konsultacjach z klubem i radnymi zdecydowałem się przyjąć funkcję. Dzisiaj działamy zespołowo, wyznaczając cele inwestycyjne i miękkie projekty, które wspólnie realizujemy.
W mediach głośno było o tym, że zachęcał pan do zbiórki podpisów na rzecz Karola Nawrockiego przed kampanią prezydencką, korzystając przy tym z profilu urzędu. Czy uważa pan to za neutralne zachowanie?
Moim kandydatem był Karol Nawrocki. Nie uważam, że zrobiłem coś niestosownego – konto, o którym pan redaktor wspomina, nie jest finansowane przez samorząd. Analizując zaangażowanie w kampanię prezydencką marszałków innych województw, widziałem, że nie tylko zachęcali do zbierania podpisów, ale też wskazywali konkretnego kandydata. Ja natomiast korzystałem z konta nieoficjalnego. Nie odcinam się od tego, ale traktuję je jako osobiste, nie urzędowe.
Czy jako marszałek uważa pan, że fundusze unijne są wykorzystywane wystarczająco elastycznie, czy biurokracja ogranicza ich efektywność?
Środki europejskie dla Małopolski są realizowane skutecznie, ale powinny być bardziej elastyczne. Samorząd województwa powinien mieć większą swobodę kierowania ich tam, gdzie interwencja jest potrzebna – np. w bezpieczeństwo, ochronę zdrowia czy zwiększanie odporności regionu. Obecnie eksperci oceniają, a my nie mamy możliwości przekierowania środków według potrzeb. To problem nie tylko Małopolski, ale wszystkich regionów.
Był jednak moment pandemii, kiedy Komisja Europejska uelastyczniła podejście do wydatkowania funduszy – decyzje samorządów były analizowane w ciągu kilku dni i można było szybko reagować. Ten model był dla mnie akceptowalny i skuteczny.
Czytaj też:
Małopolska w natarciu. Co się zmieniło od wyborów?Czytaj też:
Bunt w szeregach PiS. „Szydło wyczuła, że Kaczyński słabnie”



English (US) ·
Polish (PL) ·