- Premier Donald Tusk zdecydował o rezygnacji z dalszych prac nad nowelizacją ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy
- Inspektorzy PIP nie będą więc mogli w formie decyzji administracyjnej decydować o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę
- Medycy i dyrektorzy szpitali przyjęli decyzję z zadowoleniem, bo wśród wysoko wykwalifikowanej kadry kontrakty są często preferowaną formą zatrudnienia
- Zmiany w PIP spowodowałyby chaos w ochronie zdrowia, a mamy już w tym obszarze wystarczająco dużo problemów - uważa Tomasz Kopiec, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Orłowskiego w Warszawie
- Na zmianach w przepisach mogliby natomiast zyskać pracownicy pomocniczy, np. personel sprzątający
Specjaliści nie chcą etatów, ale na zmianach mógłby zyskać personel pomocniczy
Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy jest jednym z kamieni milowych związanym z rynkiem pracy, od którego realizacji zależy uzyskanie dla Polski 11 mld zł z KPO. Prace legislacyjne nad projektem były już mocno zaawansowane, ale premier Donald Tusk zdecydował o ich wstrzymaniu.
Pracom nad nowelizacją uważnie przyglądało się także środowisko medyczne. Dlaczego? Ochrona zdrowia to jedna z branż, obok mediów czy IT, gdzie umowy cywilnoprawne są preferowaną formą zatrudnienia - czasem przez pracodawców, ale w wielu przypadkach, jak choćby wśród lekarzy czy programistów, także przez pracowników. Zdecydowana większość lekarzy jest zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych i nie chce ich przekształcenia w etat. Zgodnie z danymi zebranymi przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji to nawet 74 proc. lekarzy.
- Nie tylko lekarze pracują na B2B. Przedstawiciele wielu zawodów decydują się na taką formę zatrudnienia, np. wiele pielęgniarek. Gdyby teraz decyzją inspektorów PIP ci pracownicy musieli przejść na etaty i np. zrezygnować z pracy w kilku miejscach, znacznie uszczupliłoby to zasoby kadrowe szpitali. Tak mogłoby być w przypadku wielu pracowników, ponieważ w dużej części umów cywilnoprawnych występują kluczowe elementy umów o pracę. Według mnie ustawodawca nie powinien ingerować w ten obszar, forma zatrudnienia powinna wynikać z ustaleń pomiędzy pracownikiem a pracodawcą - oceniła Grażyna Cebula-Kubat z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Jak dodaje Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, lekarski samorząd nie opiniował ustawy o reformie PIP, ale miał zapewnienie od resortu zdrowia, że - jeśli regulacje w ogóle wejdą w życie - MZ postara się o wyłączenie ochrony zdrowia spod nowych przepisów.
- Wśród specjalistów dominują kontrakty, ale z perspektywy lekarzy obie formy zatrudnienia: etat i umowa cywilnoprawna, mają swoje zalety. Wiele zależałoby więc od indywidualnej sytuacji każdego lekarza i np. tego, z iloma podmiotami współpracuje. Mam wrażenie, że resort zdrowia liczył się z tym, że te przepisy byłyby trudne do wprowadzenia w realiach polskiego systemu ochrony zdrowia - stwierdził Kosikowski.
Dzięki decyzji premiera dyrektorzy szpitali odetchnęli z ulgą.
- System ochrony zdrowia nie jest przygotowany do tak radykalnych zmian jak te, które zostały zaproponowane w reformie PIP. Oczywiście, istnieją wątpliwości związane z tym, czy uda się w związku z rezygnacją z dalszych prac zrealizować jeden z kamieni milowych w ramach KPO. W związku z tym pojawią się być może jakieś propozycje przepisów w tym zakresie. Z perspektywy dyrektorów szpitali decyzja premiera jest jednak bardzo dobra. Zmiany w PIP spowodowałyby chaos w ochronie zdrowia, a mamy już w tym obszarze wystarczająco dużo problemów - zauważył w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Tomasz Kopiec, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Orłowskiego w Warszawie.
Jak zwrócił uwagę, zatrudnienie lekarza czy pielęgniarki na umowie o pracę wiąże się z zupełnie innymi regulacjami dotyczącymi m.in. godzin pracy, co utrudniłoby lub uniemożliwiłoby "spięcie" dyżurowych grafików. Jego zdaniem to wolny rynek powinien określać zasady współpracy pomiędzy stronami.
- Co więcej, większość lekarzy czy pielęgniarek wcale nie chciałoby przekształcenia ich kontraktów w umowy o pracę. Byłoby to dla nich po prostu nieopłacalne. Dziś pracownicy w ochronie zdrowia doskonale wiedzą, że brakuje ich na rynku, chcą więc mieć swobodę w kształtowaniu swojego grafiku pracy i współpracy z innymi podmiotami. Często więc to pracownicy preferują kontrakty. Oczywiście są takie obszary w ochronie zdrowia, gdzie zamiana umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę gwarantowałaby pracownikowi większą stabilność. Mam tu na myśli personel pomocniczy, np. sprzątający. Ci pracownicy pewnie chcieliby takich zmian, jakie zaproponowano w ustawie o PIP - zwrócił uwagę Tomasz Kopiec.
Polityczna awantura wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Lewica nie rezaygnuje
Projekt ustawy o PIP został na początku grudnia przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów. Mimo to premier Donald Tusk, w zasadzie jednoosobowo, podjął decyzję o rezygnacji z dalszych prac. Do sprawy, którą uważa "za zamkniętą", odniósł się we wtorek 6 stycznia na konferencji prasowej po szczycie "koalicji chętnych" w Paryżu.
- Uważam, że przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali, kto się jak zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla wielu firm i mogłaby oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. W sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę to ryzyko. Podjąłem decyzję, aby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą - zadeklarował Donald Tusk.
Już w ubiegłym tygodniu pojawiły się medialne doniesienia o tym, że premier Tusk jest przeciwny reformie PIP w zaproponowanym w nowelizacji kształcie. Jak informowały media, był to powód poważnego spięcia pomiędzy szefem rządu a częścią ministrów. Spór dotyczył przepisów wzmacniających inspektorów PIP, którzy - gdyby nowelizacja ostatecznie weszła w życie - mogliby m.in. w formie decyzji administracyjnej decydować o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę.
Decyzja Donalda Tuska spotkała się z silną krytyką - przede wszystkim jako powód potencjalnej utraty przez Polskę 11 mld zł z KPO oraz za zmarnowanie czasu na prace legislacyjne nad nowymi przepisami, które i tak zostały, koniec końców, skasowane.
- Miały być oskładkowane umowy śmieciowe, ale rząd Tuska zamienił to na wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy i przyznanie inspektorom prawa do zmiany umowy "od ręki", gdy łamane jest prawo. Premier Tusk udaje, że o niczym nie wiedział i właśnie poinformował, że ustawa realizująca kamień milowy KPO nie będzie procedowana. Śmieciówki zostają, PIP bez uprawnień - skomentowała na X Marcelina Zawisza z Partii Razem.
Tematu zmian w PIP, przynajmniej deklaratywnie, nie porzuca rządowa Lewica. Łukasz Michnik, rzecznik Nowej Lewicy, poinformował, że 7 stycznia lider ugrupowania Włodzimierz Czarzasty spotka się w tej sprawie z Donaldem Tuskiem.
-Wydaje mi się, że inaczej czytamy słowa pana premiera, powiedział, że propozycje rozwiązań w tym kształcie - na to się nie godzi. Lewica zaproponuje inny kształt rozwiązania, dziś będę się widział z panem premierem i będziemy m.in. o tym rozmawiali - mówił 7 stycznia w Radiu Zet Włodzimierz Czarzasty.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy: kto mógłby na niej zyskać, a kto stracić?
Projekt dotyczący reformy PIP w obecnym kształcie zakładał umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umów cywilnoprawnych czy B2B na umowy o pracę. Od decyzji okręgowego inspektora przysługiwałoby odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a na końcu drogi odwoławczej byłby sąd pracy. Projekt przewidywał także wymianę informacji i danych między ZUS, PIP i KAS, wprowadzenie kontroli zdalnych czy nowych rozwiązań w zakresie wysokości kar grzywny za wykroczenia przeciwko prawom pracownika.
Negatywnie proponowane rozwiązanie oceniło m.in. Rządowe Centrum Legislacji. W uwagach do projektu napisano, że regulacja narusza konstytucyjne zasady swobody prowadzenia działalności gospodarczej, wolności wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. W odpowiedzi resort pracy podkreślił, że projekt nie wprowadza arbitralnego naruszania swobody prowadzenia działalności gospodarczej, lecz precyzuje procedurę wykrywania i korygowania nadużyć w zakresie stosowania umów cywilnoprawnych w miejsce stosunku pracy.
Od samego początku projekt reformy PIP budził spore kontrowersje również w samej koalicji rządzącej. Najbardziej lobbowała za nim Lewica i minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W toku rządowych uzgodnień część przepisów złagodzono. Np. decyzje PIP miały nie działać wstecz, ale ZUS i tak miał mieć możliwość naliczenia zaległych składek nawet za okres pięciu lat.
Organizacje zrzeszające pracodawców ostro krytykowały projekt.
- Przygotowane rozwiązania będą miały negatywny wpływ na rynek
pracy i konkurencyjność gospodarki. Doprowadzą do rozrostu szarej strefy oraz do zakorkowania sądów pracy. Projekt będzie miał wpływ na większość branż polskiej gospodarki, nie tylko sektor ochrony czy sprzątania. Zagrożone byłyby też m.in. sektor ochrony zdrowia, edukacji, rolnictwo czy transport drogowy. Wszystkich czekałaby niepewność tego czy stosowane dotychczas umowy nie zostaną zakwestionowane - wskazywała Federacja Przedsiębiorców Polskich.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:

3 dni temu
8






English (US) ·
Polish (PL) ·