Skandal przed Turniejem Czterech Skoczni. Polak nie wytrzymał

3 tygodni temu 15

Przed nami wyczekiwana przez kibiców 74. edycja Turnieju Czterech Skoczni. Puchar Świata wkracza w kolejną fazę, a faworyci do zgarnięcia Złotego Orła już się wyklarowali. Sportowe emocje nieco przykrywają jednak wydarzenia z Engelbergu, gdzie doszło do zaskakujących dyskwalifikacji dla kilku zawodników. TVP Sport informuje o proteście po decyzji wobec skoczków z Bułgarii i Rumunii.

MATTHIAS SCHRADER/AP

Niedzielne zmagania skoczków narciarskich w szwajcarskim Engelbergu padły łupem Ryoyu Kobayashiego. Japończyk stanął na podium wraz z Domenem Prevcem oraz Felixem Hoffmannem. Powody do dumy mieli również polscy kibice, gdyż Kacper Tomasiak wyrównał swoje życiowe osiągnięcie i zajął piątą lokatę.

Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska

Niecodzienne dyskwalifikacje. Polski trener reaguje

Już na poziomie kwalifikacji z rywalizacji w konkursie wykluczono zaliczającego bardzo udany początek zimy Władimira Zografskiego. Bułgar został zdyskwalifikowany, a powód decyzji był co najmniej nietypowy i zaskakujący. Dwunasty zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata nie przeszedł kontroli sprzętu, która wykazała, że jego narty... są zbyt szerokie. Wcześniej taką samą opinię wydano przy sprawdzaniu nart Rumunki Danieli Toth przy okazji zmagań kobiet oraz jej rodaka, Minheii Alexandru Spulbera.

Tym samym Zografski nie mógł walczyć o kolejne pucharowe punkty i o wejście do czołowej dziesiątki PŚ. Zarówno on, jak i Rumuni, zostali ukarani żółtymi kartkami. To oznacza, że są o jedną dyskwalifikację od zawieszenia na dwa kolejne konkursy.

Po zaskakujących wykluczeniach w Engelbergu głos zabrał polski trener, Grzegorz Sobczyk, który od sezonu 2022/23 prowadzi jednoosobową kadrę Bułgarii. Szkoleniowiec ujawnił powody dyskwalifikacji swojego podopiecznego.

- Problemem w przypadku Władimira było niedopasowanie kształtu szpiców nart do szablonu. Chodziło o zaledwie trzy milimetry! Trzy milimetry! A przecież to oczywiste, że nie da się nart poszerzyć w garażu samodzielnie, można je co najwyżej podszlifować, przyciąć. Jesteśmy wściekli - mówił cytowany przez TVP Sport. Po chwili dodał, że ani on, ani Zografski nie ponoszą winy za to, co się stało.

- Mnie naprawdę nie chodzi o tu o żadne oszukiwanie, tylko o komfort mojego zawodnika. A przede wszystkim o poczucie sprawiedliwości. Bo gdybyśmy przesadzili z kombinezonem, nigdy bym się nie kłócił. Jednak tu — proszę mi wierzyć — nie było żadnej naszej winy. A co więcej, po rozmowach z serwismenami z innych ekip jestem pewny, że żaden nie sprawdza przed skokiem właściwej geometrii nart. Akurat w tym aspekcie to od lat działa tak: dostajesz sprzęt, ufasz, skaczesz. I tyle - stwierdził Sobczyk.

Protest firmy sprzętowej. "To nasza wina"

Trenerowi Zografskiego wtóruje zresztą firma Slatnar, która odpowiadała za dostarczenie odpowiedniego sprzętu dla skoczków. "To nie była ich wina, tylko nasza. Nie powinni mieć tych kartek" - czytamy na stronie TVP Sport.

Według informacji TVP Sport, Slatnar przesłał już odpowiednie pismo do Sandro Pertile (dyrektor PŚ) oraz do kontrolera, Mathiasa Hafelego. W jego treści firma protestuje wobec kartek za przewinienia, które w żadnym stopniu nie były winą zawodników. W najbliższych dniach FIS powinien opublikować decyzję w tej sprawie.

Cała ta sytuacja ma miejsce na niespełna tydzień przed 74. Turniejem Czterech Skoczni. 28 grudnia skoczkowie podejdą do kwalifikacji przed konkursem w Oberstdorfie. Zmagania potrwają do 6 stycznia, a zawodnicy tradycyjnie będą rywalizować o Złotego Orła w Niemczech i Austrii. Oprócz Oberstdorfu, pretendenci do końcowego triumfu odwiedzą Garmisch-Partenkirchen, Innsbruck oraz Bischofshofen.

Zobacz też: Wszyscy zrównali Stocha z ziemią, a Stanowski wypalił. "Gdyby wszyscy..."

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok
Przeczytaj źródło