Rząd ujawnia kulisy dywersji. Służby miały dziury w systemie?

1 miesiąc temu 43

Sprawa dywersji na polskiej kolei ujawnia poważne luki w systemie bezpieczeństwa. Jeden z sabotażystów, wcześniej skazany na Ukrainie, miał bez przeszkód przekroczyć polsko-białoruską granicę, ponieważ Straż Graniczna nie posiadała jego zdjęcia w bazach danych.

Jeden z odpowiedzialnych za sabotaż na polskich torach kolejowych był wcześniej skazany za podobne działania przez ukraiński wymiar sprawiedliwości – o tym polskie służby mogły nie wiedzieć. W rozmowie w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generał brygady Andrzej Kowalski wyjaśnił, że problemem był brak zdjęcia tej osoby w bazach Straży Granicznej.

Bogdan Rymanowski, który prowadził wspomniany program zapytał, czy prawidłowa była reakcja służb w kontekście ostatniej eksplozji na polskiej kolei. Jeden z zatrzymanych sabotażystów miał być bowiem wcześniej skazany przez sąd we Lwowie za działania dywersyjne na terenie Ukrainy.

Według ustaleń, mężczyzna prawdopodobnie wjechał do Polski od strony Białorusi.

„Mogliśmy o tym wiedzieć”

Generał Kowalski zwrócił uwagę, że problem nie dotyczył samych dokumentów.

– Możemy uznać, że korzystał z innego paszportu, ale przecież osoby identyfikuje się nie tylko po nazwisku, ale też po zdjęciu. Zastanawiające jest to, że mimo dobrej współpracy z ukraińskimi służbami, Straż Graniczna nie dysponowała w bazie danych zdjęciem osoby skazanej za akty dywersji na terytorium Ukrainy – zauważył.

Dodał również, że funkcjonariusze na granicy powinni byli takiego człowieka zatrzymać. Zapytany, czy polskie służby mogły zrobić więcej, odpowiedział, że „jest to słaba eksploatacja pewnych możliwości po naszej stronie (...). Mogliśmy o tym wiedzieć”.

Tożsamość sabotażystów ustalona

Przypomnijmy, że we wtorek premier Donald Tusk uczestniczył w pilnym posiedzeniu Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Narodowego, w którym brali udział przedstawiciele służb i dowódcy wojskowi. Po obradach premier przedstawił Sejmowi bieżące ustalenia.

– Intensywna praca służb, policji i prokuratury pozwoliła ustalić osoby odpowiedzialne. Mówimy o dwóch stwierdzonych aktach dywersji w miejscowości Mika i w okolicy Puław – poinformował szef rządu.

– Ustalone osoby to dwóch obywateli Ukrainy działających i współpracujących od dłuższego czasu z rosyjskimi służbami. (...) Na wyraźną prośbę prokuratury nie podam państwu imion i nazwisk tych obywateli, ponieważ właśnie w tej chwili prowadzone są kolejne operacje, a ujawnienie danych mogłoby je utrudnić – wyjaśnił.

Czytaj też:
Słowa Tuska wywołały burzę. Natychmiastowa reakcja Kremla
Czytaj też:
Ta informacja mrozi krew w żyłach. Po zniszczonych torach przejechało 12 pociągów

Przeczytaj źródło