Mechanizm działania tej broni, jeśli faktycznie istnieje, budzi jednak poważne wątpliwości wśród niezależnych ekspertów i rodzi pytania o ryzyko niekontrolowanego chaosu orbitalnego.
Nowa broń Rosji i satelity Starlink
Z informacji wywiadowczych, do których dotarła AP, wynika, że rosyjski projekt miałby polegać na atakowaniu orbity satelitów Starlink za pomocą mikroskopijnych odłamków. Chodzi o cząstki o średnicy zaledwie kilku milimetrów, które – poruszając się z ogromnymi prędkościami – mogłyby uszkadzać wiele satelitów jednocześnie. Taki scenariusz oznaczałby nie tylko paraliż konkretnej konstelacji, ale również poważne zagrożenie dla innych systemów orbitalnych, należących do państw i prywatnych firm niezwiązanych z konfliktem.
Agencja podkreśla, że ewentualne użycie tej technologii miałoby charakter jakościowo inny niż dotychczasowe testy broni antysatelitarnej. W 2021 r. Rosja zniszczyła własnego satelitę klasycznym pociskiem, co już wtedy wywołało falę krytyki z powodu powstania tysięcy odłamków. Tym razem – według ustaleń AP – atak miałby być prowadzony z wykorzystaniem formacji małych satelitów, które „rozsiewałyby” mikroskopijne fragmenty na określonej orbicie.
Wywiad NATO ostrzega, eksperci wątpią
Analitycy zajmujący się bezpieczeństwem kosmicznym, którzy nie mieli dostępu do materiałów wywiadowczych, z dużym sceptycyzmem podchodzą do realności takiego rozwiązania. Zwracają uwagę, że nie da się precyzyjnie kontrolować toru lotu odłamków, a raz uwolnione cząstki stanowią zagrożenie dla wszystkich obiektów znajdujących się na podobnych wysokościach.
– „Nie wierzę w to. Naprawdę nie wierzę” – powiedziała AP Victoria Samson, specjalistka ds. bezpieczeństwa kosmicznego z Secure World Foundation. – „Szczerze mówiąc, byłabym bardzo zaskoczona, gdyby (Rosjanie) zrobili coś takiego” – dodała, podkreślając skalę ryzyka dla globalnej infrastruktury orbitalnej.
Zdaniem części ekspertów zagrożenie dla własnych systemów kosmicznych Rosji, a także dla chińskich satelitów, mogłoby skutecznie zniechęcać Moskwę do faktycznego rozmieszczenia lub użycia takiej broni. Rosja i Chiny same korzystają z tysięcy satelitów wykorzystywanych do komunikacji, obserwacji i celów wojskowych.
Generał Horner: mniej szkodliwe, ale nadal groźne
Inaczej na sprawę patrzy generał brygady Christopher Horner, dowódca kanadyjskiej jednostki ds. przestrzeni kosmicznej działającej w ramach sił powietrznych. Jego zdaniem, w świetle wcześniejszych ostrzeżeń Stanów Zjednoczonych dotyczących rosyjskich ambicji rozmieszczenia broni jądrowej w kosmosie, nie można całkowicie wykluczyć także takich scenariuszy.
– „Jeśli doniesienia na temat (tej) broni jądrowej są wiarygodne, to nie zaszokowałaby mnie informacja, że w kręgu zainteresowań (Rosji) leży coś nieco mniej szkodliwego” – przyznał Horner w rozmowie z AP.
Jednocześnie generał zwrócił uwagę, że kontrolowanie skutków takiego ataku byłoby praktycznie niemożliwe. – „(To jak) wysadzenie w powietrze skrzyni pełnej pocisków, która zniszczyłaby każdego satelitę Starlink i każdego innego satelitę, który znajduje się w podobnym systemie” – ocenił.
Chaos orbitalny i ryzyko dla innych państw
Według ustaleń wywiadowczych cytowanych przez AP, mikroskopijne odłamki o średnicy milimetrów byłyby niezwykle trudne do wykrycia, co dodatkowo utrudniałoby szybkie ustalenie źródła ataku. To z kolei mogłoby skomplikować reakcję polityczną i wojskową, zwiększając ryzyko eskalacji.
Clayton Swope z waszyngtońskiego Center for Strategic and International Studies ostrzegł, że skutki takiego uderzenia nie ograniczyłyby się do jednego systemu. Po zainicjowaniu kolizji część odłamków mogłaby zagrażać innym obiektom na orbicie, w tym chińskiej stacji kosmicznej Tiangong.
Swope zaznaczył jednocześnie, że sama możliwość użycia takiej broni może mieć znaczenie odstraszające. Obawy przed niekontrolowanym chaosem orbitalnym mogłyby – jego zdaniem – wystarczyć Moskwie do wywierania presji na przeciwników, nawet bez faktycznego podjęcia działań.
Rosja, Starlink i wojna w Ukrainie
Moskwa postrzega sieć Starlink, należącą do firmy Elona Muska, jako poważne zagrożenie militarne. Tysiące satelitów niskoorbitalnych odegrały kluczową rolę w utrzymaniu zdolności komunikacyjnych Ukrainy mimo rosyjskich ataków na infrastrukturę naziemną. Szybki internet Starlink jest wykorzystywany przez ukraińskie siły zbrojne do komunikacji na polu walki, namierzania celów oraz koordynacji działań, a także przez instytucje cywilne.
Rosja już wcześniej ostrzegała, że komercyjne satelity wykorzystywane przez armię Ukrainy mogą być uznane za uzasadnione cele wojskowe. W grudniu poinformowała również o wprowadzeniu na wyposażenie armii nowego naziemnego systemu rakietowego S-500, zdolnego do atakowania celów niskoorbitalnych.
„Nieodpowiedzialne i wrogie działania w kosmosie”
Francuskie Dowództwo Kosmiczne odmówiło komentarza na temat konkretnych ustaleń wywiadowczych, przekazując jedynie oświadczenie, w którym podkreślono, że „Rosja w ostatnich latach mnożyła nieodpowiedzialne, niebezpieczne, a nawet wrogie działania w kosmosie”.
Agencja AP zaznaczyła, że mogła zapoznać się z wnioskami służb wywiadowczych pod warunkiem zachowania anonimowości zaangażowanych wywiadów oraz bez możliwości niezależnej weryfikacji przedstawionych ocen. To oznacza, że doniesienia – choć poważne – pozostają na etapie ostrzeżeń i analiz, a nie potwierdzonych faktów operacyjnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję

3 tygodni temu
19







English (US) ·
Polish (PL) ·