- Nadzieja podsycana przez zagraniczne media nie jest tym, co odczuwamy na miejscu - wewnątrz Iranu czuć mieszaninę terroru, desperacji i ledwie tlącej się iskry nadziei - relacjonuje anonimowo CNN lekarz, który pracuje na miejscu.
Fot. REUTERS/Majid Asgaripour
Lekarz z Iranu: Nadzieja podsycana przez zagraniczne media nie jest tym, co odczuwamy na miejscu
CNN oraz portal IranWire dotarły do lekarza pracującego w Iranie, który zrelacjonował to, czego jest świadkiem podczas trwających w kraju protestów. - Słyszałem krzyki, gromadzili się ludzie. Na chwilę otworzyłem okno, wszędzie unosił się zapach prochu strzelniczego i gazu łzawiącego. Odcięto internet, a potem zadzwonił telefon z informacją, że muszę natychmiast przyjechać do szpitala. Kiedy dotarłem na miejsce, szpital był już sparaliżowany napływem rannych i ofiar. Wszystkie sale operacyjne były zajęte. Byłem tam od godziny 22-23 aż do rana. Nie wiem, ile operacji przeprowadziłem, może dziesięć, może jedenaście - opowiedział anonimowo medyk.
Jak dodał, do piątku wszystkie łóżka w szpitalu były zajęte. - Strach był wszechobecny. Nadzieja podsycana przez zagraniczne media nie jest tym, co odczuwamy na miejscu - wewnątrz Iranu czuć mieszaninę terroru, desperacji i ledwie tlącej się iskry nadziei - podkreślił.
Zobacz wideo Amerykańska półkula. Sto lat interwencji
Krwawe protesty w Iranie. Ponad dwa tysiące ofiar
Pozarządowa organizacja HRANA (Agencja Informacyjna Obrońców Praw Człowieka) mająca siedzibę w USA poinformowała, że ponad 2500 osób zginęło w wyniku protestów w Iranie. Jak podano, po 17 dniach protestów jest łącznie 2571 ofiar, w tym 2403 aktywistów i 147 przedstawicieli sił rządowych. We wtorek przedstawiciel irańskich władz mówił o co najmniej dwóch tysiącach ofiar. CNN donosi, że zatrzymano ponad 18 tysięcy protestujących. Manifestacje przeciwko władzy ajatollahów rozpoczęły się w Iranie pod koniec grudnia zeszłego roku. Według statystyk organizacji HRANA odbyły się do tej pory w 187 miastach.
Tymczasem prezydent USA Donald Trump wezwał przeciwników rządu w Iranie, by dalej protestowali, bo "pomoc jest w drodze". Władze Iranu oskarżają Amerykanów i Izrael o podsycanie protestów. Stany Zjednoczone już wcześniej zapowiadały interwencję w Iranie, jeśli nadal na ulicach będą ginąć ludzie. Reuters ustalił z kolei, że Iran ostrzega, że w razie amerykańskiego ataku, zaatakuje bazy wojskowe USA na Bliskim Wschodzie. Takie ostrzeżenie władze w Teheranie miały już przesłać krajom w regionie. Przedstawiciel USA powiedział Reutersowi, że powiadomione zostały kraje "od Arabii Saudyjskiej po Turcję". Władze w Teheranie miały do nich zaapelować, by zapobiegły amerykańskiemu atakowi. Z informacji Reutersa wynika też, że Irańczycy wstrzymali pertraktacje między prezydentem Abbasem Arakczi a amerykańskim wysłannikiem Stevenem Witkoffem. Miały one być nadzieją na rozwiązanie konfliktu na drodze dyplomatycznej.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!



English (US) ·
Polish (PL) ·