Przez stalkera z Tindera straciły fortunę. Takiego finału nie spodziewał się nikt

1 miesiąc temu 15

Data utworzenia: 18 grudnia 2025, 17:40.

Podając się za bogacza, uwodził kobiety w sieci, a następnie wyłudzał od nich ogromne kwoty. Wtedy bajka zmieniała się w koszmar. Szybko też okazywało się, że mężczyzna z bajki jest postacią z koszmaru. Polski stalker z Tindera został włąśnie skazany za oszustwa matrymonialne na ponad milion złotych. – Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie, że wyrok jest aż tak surowy – komentuje w rozmowie z "Faktem" Grzegorz Filarowski, który wytropił oszusta i doprowadził go przed wymiar sprawiedliwości. Robert I. został skazany na 6,5 roku więzienia, ale to nie koniec jego sprawy.

We wrocławskim sądzie zapadł wyrok w sprawie Roberta I., znanego również jako stalker z Tindera. Foto: Łukasz Woźnica / Newspix.pl, / Fakt.pl

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie Roberta I., oskarżonego o liczne oszustwa, kradzieże oraz groźby. Sprawa dotyczyła siedmiu osób, z których sześć to kobiety. Łączne straciły milion złotych.

Ponad rok śledztwa i 23 zarzuty

W 2024 r. po półtorarocznym śledztwie wrocławska prokuratura postawiła Robertowi I. aż 23 zarzuty, obejmujące kradzieże, włamania, oszustwa, groźby, znęcanie się psychiczne oraz posługiwanie się dokumentami bez uprawnień. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, jednak sprawę od samego początku opisywał "Fakt".

Zobacz także: Sąd wypuścił z aresztu stalkera z Tindera, a on zniknął. "Powiedział, że chciałby wyjechać do Pragi"

Robert I. wybierał zamożne kobiety, będące najczęściej po rozwodzie lub śmierci męża. Opowiadał im, że ma firmę budowlaną albo pracuje w służbach specjalnych. Po zdobyciu zaufania prosił o pożyczki, tłumacząc się przejściowymi problemami finansowymi. Gdy ofiary domagały się zwrotu pieniędzy lub chciały zakończyć relację, zaczynał stosować groźby, m.in. szantażował kobiety ujawnieniem kompromitujących materiałów. Jednej z ofiar miał grozić, że obleje ją kwasem. Miało dochodzić też do rękoczynów. Niektórym byłym partnerkom miał przecinać opony w samochodzie.

Najwięcej straciła kobieta, która poznała Roberta I. na portalu randkowym. Pomagał jej w codziennych sprawach, opiekował się dzieckiem, oferował wsparcie przy sprzedaży samochodu. Jednak umowa sprzedaży została sporządzona na inną osobę, a obiecane 280 tys. zł nigdy nie trafiło do niej. Samochód przejął Robert I.

Dlaczego okrzyknięto go oszustem lub stalkerem z Tindera? To określenie pojawiło się w zeznaniach kobiet, które zaczepiał.

Wyrok dla stalkera z Tindera z Wrocławia. Sąd zaskoczył surowością

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał w czwartek, 18 grudnia, wyrok w tej sprawie. Sąd wymierzył oskarżonemu karę 6,5 roku pozbawienia wolności, a także zobowiązał do zapłaty 50 tys. zł grzywny, zadośćuczynienia oraz zwrotu kosztów postępowania. Uzasadnienie wyroku nie zostało podane. Robert I. nie pojawił się na sali rozpraw.

Wyrok zaskoczył nawet osoby zaangażowane w sprawę. – Jestem zadowolony z tego wyroku. Szczerze mówiąc, trochę mnie zaskoczyło, że jest aż tak surowy, bo wszyscy szacowaliśmy, że wszystko powyżej pięciu lat będzie dla nas korzystne. To dość surowy wyrok – komentuje w rozmowie z "Faktem" Grzegorz Filarowski, oskarżyciel posiłkowy.

– Miałem przeczucie, że w takich sprawach to może być bezprecedensowa decyzja. Wcześniej tak surowe wyroki nie zapadały – dodaje Filarowski.

To właśnie on wytropił stalkera i doprowadził do tego, że Robert I. stanął przed sądem.

– Cieszę się, że sąd w ogóle nie przyjął jego linii obrony, zgodnie z którą to ja miałbym reżyserować cały ten spektakl i wszystko uknuć przeciwko Robertowi – dodaje.

To niejedyny wyrok, który 47-latek usłyszał. W 2015 r. Robert I. poznał przez internet zamożną kobietę. Najpierw powoli wkradał się w jej życie, a potem oszukał na trzy umowy pożyczkowe na łącznie 325 tys. zł. W wydanym wyroku skazał go na półtora roku bezwzględnego pozbawienia wolności oraz grzywnę w wysokości 15 tys. zł.

– Robert I. po prostu znalazł sobie taki sposób na życie, czyli znajdowanie kobiet po przejściach. Przedstawiał się jako biznesmen posiadający wiele nieruchomości i spółek. Chwalił się też znajomościach z celebrytami. Przy pokrzywdzonej wykonywał fałszywe telefony. A najgorsze jest to, że wciągał także w to swoje dzieci, które zupełnie były nieświadome tego procederu. A auta, którymi przyjeżdżał, nigdy do niego nie należały – oznajmił podczas ogłaszania wyroku sędzia Marek Gramiak.

W przed sądem w Oławie trwa proces dotyczący włamania i napaści na inną byłą partnerkę Roberta I.

Zobacz także: "Oszust z Tindera" okradł go, opuścił areszt, a teraz zniknął. "Skąd miał pieniądze na kaucję?"

/5

- / Fakt.pl

W czwartek (18 grudnia) Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie Roberta I.

/5

Łukasz Woźnica / newspix.pl

Sędzia Katarzyna Szafrańska. Sąd Okręgowy we Wrocławiu.

/5

- / Fakt.pl

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie 23 przestępstwa na niekorzyść siedmiu osób, w tym sześciu kobiet.

/5

- / Fakt.pl

Wrocławski sąd skazał Roberta I. na sześć i pół roku więzienia, a także 50 tys. zł grzywny.

/5

Łukasz Woźnica / newspix.pl

Grzegorz Filarowski, oskarżyciel posiłkowy.

Przeczytaj źródło