Prokuratura miała wielką szansę. Ale ją zmarnowała

1 miesiąc temu 18

Jesteśmy krajem paradoksów. Gdy wydaje się, że gaśnica służy głównie do ochrony przed niszczycielską mocą niekontrolowanego ognia, u nas stała się symbolem wzniecania pożaru. Co prawda nie tego spowodowanego prawdziwym ogniem, ale równie niszczycielskiego. Pożaru społecznego. Sieje on spustoszenie nie tylko pośród ludzkiej racjonalności, ale także dewastuje wspólnotę obywatelską. Główny piroman (w przebraniu strażaka) - Grzegorz Braun - w poczuciu misji i bezkarności w kwietniu tego roku wkroczył do szpitala w Oleśnicy, gdzie w jego przekonaniu wykonywano nielegalne aborcje. "Szczęść Boże i ratuj się kto może" - jak mawia eurodeputowany. 

Braun potrzebuje uwagi jak tlenu. Zgaszenie świec chanukowych było chytrym planem politycznym, zresztą jak pokazują sondaże, udanym. Od tego czasu zaliczył kilka innych, mniej spektakularnych wstąpień (jak chociażby zrywanie ukraińskiej flagi). Do szpitala w Oleśnicy udał się jako sumienie narodu. Jeśli w tej placówce medycznej usunięto ciążę w 36. tygodniu, to znaczy, że dzieją się tam rzeczy niedopuszczalne. To ewidentne przestępstwo, które zasługuje na napiętnowanie, a lekarka na karę. A nade wszystko, należy uniemożliwić jej pracę, aby żadnej ciąży już nie przerwała. 

Zobacz wideo Koalicja obiecała laicyzm, a jest fundamentalizm

Opinia publiczna to najszybciej działający sąd. Tyle że nie ma on wiele wspólnego ze sprawiedliwością. A tej młyny – to nie nowość – mielą powoli. A przynajmniej na tyle wolno, że sprawa stała się już mało atrakcyjna dla polityków Konfederacji Korony Polskiej (oraz innych – mniej lub bardziej radykalnych). 2 grudnia 2025 r. prokuratura wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Zakończyło się postępowanie, które mogło doprowadzić do odpowiedzialności karnej lekarki Gizeli Jagielskiej. Tej samej, którą Braun najprawdopodobniej najchętniej wyeliminowałby z zawodu. A to głównie dlatego, że ta nie boi się trudnych decyzji. Także tych związanych z aborcją. 

Sprawa Gizeli Jagielskiej. Co sprawdzała prokuratura 

Historia pani Anity (pod takim imieniem znana jest w mediach) i jej ciąży była – bez zaskoczenia – niezwykle skomplikowana. Z dokumentacji medycznej wynika, że pacjentka 4 kwietnia 2024 r. potwierdziła, że jest w 6. tygodniu ciąży, a termin porodu przewidziano na 24 listopada 2024 r. 9 maja 2024 r. została przyjęta w Poradni Genetyki Klinicznej CSK UM w Łodzi w celu wykonania badań prenatalnych. Na podstawie otrzymanych wyników wyliczono niskie ryzyko wystąpienia najczęstszych trisomii u płodu. Podczas badania wykonanego 15 lipca 2024 r. stwierdzono u płodu skrócenie i wygięcie kości udowych oraz nieprawidłowości w pracy serca. Pacjentkę skierowano do dalszej diagnostyki. Nie wchodząc bardzo w medyczne szczegóły: zdiagnozowano skrócenie i wygięcie kości udowych, wygięcie kości ramiennych oraz nieprawidłowości w genie COL1A1, zaklasyfikowane jako patogenne. Prokuratura wskazała, że zgodnie z bazą OMIM zmiany w tym genie odpowiedzialne są za rozwój wrodzonej łamliwości kości typu I, II, III i IV, zespołu Ehlersa-Danlosa oraz choroby Caffey’a.  

Podczas konsylium 16 października 2024 r. na Oddziale Patologii Ciąży i Ginekologii CSK UM w Łodzi nie stwierdzono zagrożenia dobrostanu płodu, zaś w badaniu USG ujawniono małowodzie oraz widoczne zniekształcenie kości długich oraz klatki piersiowej. To miało być przyczynkiem do rozwiązania ciąży drogą cesarskiego cięcia. Pacjentka miała świadomość, że nie ma możliwości leczenia przyczynowego, ani całkowitego wyleczenia wrodzonej łamliwości kości. Dzień później pani Anita dowiedziała się podczas konsultacji lekarskiej, że jej dziecko może mieć ciężki przypadek łamliwości kości i już na ówczesnym etapie były widoczne złamania kości dziecka w łonie matki. Pacjentka poprosiła o zakończenie konsultacji ze względu na trudności w opanowaniu stresu. 

Kobieta znalazła się w być może najtrudniejszym momencie swojego życia. Również zapewne dlatego w czasie hospitalizacji na oddziale Patologii Ciąży i Ginekologii w CSK w Łodzi sporządzała notatki z tego, jakie uczucia jej towarzyszą w związku ze zdiagnozowaniem u płodu wrodzonej łamliwości kości. Kobieta czuła się niezrozumiana, pozostawiona sama ze swoim problemem, miała odczucie, że nikt nie interesuje się tym, jak ona się czuje, a jedynie zajmują się dobrostanem płodu. Obawiała się o przyszłość. Pisała, że nikt nie potrafi jej udzielić wyczerpującej informacji na temat stanu płodu oraz dziecka po porodzie. Nie wiedziała, jak poradzi sobie z opieką nad starszym – zdrowym – dzieckiem oraz niepełnosprawnym noworodkiem. Jej kolejne prośby o konsultacje miały być ignorowane i negowane. Chciała porozmawiać z psychologiem. Miała myśli samobójcze. 

18 października 2024 r. po odnotowaniu, że kobieta zgłasza, że nie widzi sensu i najchętniej rzuciłaby się ze schodów ze względu na to, co odczuwa w stosunku zarówno co do siebie, jak i stanu nienarodzonego dziecka, zdecydowano o pilnej konsultacji psychiatrycznej. Pani Anita trafia na Oddział Psychiatrii. Tam dochodzi do zastosowania przymusu bezpośredniego w formie izolacji psychiatrycznej. 

Podczas kolejnego konsylium - mimo złego stanu pacjentki - w obecności jej męża stwierdzono, że sytuacja dotycząca ciąży i stanu płodu jest stabilna i nie wymaga interwencji, w tym również wykonania cięcia cesarskiego w trybie dyżurowym. To wtedy pacjentka podjęła najtrudniejszą w tej sytuacji decyzję - złożyła pisemny wniosek o udzielenia świadczenia medycznego w postaci zakończenia ciąży bez urodzenia żywego dziecka.  

W piśmie, które sporządził na jej zlecenie profesjonalny pełnomocnik, podniesiono, że każdy dzień kontynuowania tak powikłanej ciąży, a zarazem niepewność co do przyszłości dziecka i swojej rodziny, powodowały u pacjentki narastające cierpienie. Wskazano, że zgodnie z art. 4a ust.1 pkt 1 ustawy o planowaniu rodziny "dopuszczalność przerywania ciąży ma aspekt zarówno fizyczny, jak i psychiczny, a interwencja jest możliwa, gdy zdrowiu lub życiu kobiety zagraża niebezpieczeństwo". Dodano, że każda metoda przerywania ciąży, jeśli zostały spełnione przesłanki ustawowe, jest dopuszczalna i legalna. Zatem pacjentka ma prawo do wybrania tej procedury i jest to decyzja wiążąca. Do dokumentu załączono pismo Konsultanta Krajowego w dziedzinie perinatologii prof. Mirosława Wielgosia, w którym wskazuje on, że ustawa nie określa sposobu przerwania ciąży.  

Trzy dni później pani Anita otrzymała zaświadczenie, w którym lekarze stwierdzili, że zdiagnozowane zaburzenia psychiczne w okresie ciąży stanowią zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, co spełnia przesłankę dopuszczalności przerwania ciąży. Tego samego dnia pacjentka wypisała się na własne życzenie ze szpitala, otrzymując jednocześnie skierowanie do szpitala w Oleśnicy, do którego zgłosiła się nazajutrz. Po serii kolejnych badań, 30 października 2024 r. pacjentka urodziła martwy płód (w wyniku świadczenia medycznego zmierzającego do zakończenia ciąży). 

Jak nietrudno się domyślać, sprawa rozpętała burzę. Wszak płód w łonie matki to dobro narodowe. Przynajmniej do czasu urodzenia. W życiu postnatalnym ani państwo, ani opinia publiczna już się tak losem dzieci nie przejmują. Efektem (oprócz wcześniej opisanej wizyty Grzegorza Brauna) było skierowanie przez tzw. osoby trzecie licznych pism do prokuratury, w których wskazywano, że w szpitalu doszło do zabójstwa, braku zaistnienia przesłanek z ustawy o planowaniu rodziny, sfałszowaniu zaświadczenia lekarskiego, namawiania do przerwania ciąży przez aktywistki aborcyjne, wprowadzenia pacjentki w błąd co do stanu zdrowia płodu czy też obejściu prawa. Biorąc pod uwagę, że osoby te nie miały dostępu do dokumentacji medycznej ani do relacji lekarzy (co potwierdziła prokuratura) należy się chapeau bas za kreatywność. 

Co jest w postanowieniu prokuratury 

W postanowieniu o umorzeniu śledztwa prokurator wskazał, że życie ludzkie (na podstawie art. 38 Konstytucji RP) nie ma charakteru absolutnego, a konieczność jego ochrony może znaleźć się w kolizji z innymi chronionymi konstytucyjnie dobrami. Prokuratura, powołując się na stanowisko Dobrosławy Szumio-Kulczyckiej oraz Konrada Kozub-Ciembroniewicza stwierdziła, że "nie można mieć wątpliwości, że (art. 38 Konstytucji RP – przyp. K.S.) nigdy nie obejmował swoim zakresem fazy prenatalnej i nie wprowadzał ochrony życia od poczęcia. (…) Konstytucja z 1997 r. nie reguluje kwestii aborcji, albowiem w ogóle nie odnosi się do ochrony życia w fazie prenatalnej, a pominięcie to było świadomym i celowym zabiegiem".  

Prokuratura postąpiła dosyć śmiało, podzielając ten pogląd, gdyż nie jest on jednolity w doktrynie prawa. Przeciwstawne stanowisko, zgodnie z którym podmiotem prawa jest człowiek na każdym etapie rozwoju, zarówno w fazie postnatalnej, jak i prenatalnej (także jako embrion ludzki) ma oparcie w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego (sprawy o sygn. K 26/96, K 44/07), jak i Sądu Najwyższego (sprawy o sygn. III CSK 307/13, III CSK 286/14) – cyt. za M. Florczak-Wątor, art. 38, [w:] Konstytucja RP. Komentarz, red. P. Tuleja, Warszawa 2019, s. 131. Nie oznacza jednak, że poziom ochrony jest jednakowy: może, a nawet powinien być on zniuansowany. Zauważa to także prokuratura, wskazując, że za wyznaczenie poziomu ochrony powinien odpowiadać ustawodawca.  

Dosyć zabawne wydaje się powoływanie się przez prokuraturę na publikację prof. Dariusza Dudka -doradcy Andrzeja Dudy. Prokurator w postanowieniu cytuje prof. Dudka: "przerywanie ciąży dopuszczalne jest w wyjątkowych sytuacjach, zniweczenie jakiegokolwiek życia ludzkiego nie może być dowolne czy samowolne, a wręcz przeciwnie musi być usprawiedliwione jakąś wyższą racją". Publikacja niniejsza - D. Dudek, Konstytucja i kompromis aborcyjny, Consilium Iuridicum 2025 nr 1?2 (13?14), s. 46-61 – stanowi negowanie prawa do aborcji jako prawa kobiety. Jest to opowiedzenie się właściwie wyłącznie za zmianą prawa ówcześnie przedstawianą przez Andrzeja Dudę (projekt z 2020 r.), w której chciał dopuszczenia aborcji z powodu "wad letalnych płodu". 

Prof. Dudek kończy swoją publikację tak: "nie ma kompromisu z prawdą, bowiem nie podlega ona stopniowaniu, ani uchwalaniu w drodze głosowania w parlamencie". Na marginesie można dodać, że „Consilium Iuridicum" to czasopismo wydawane od 2022 r. przez upolitycznioną KRS o żadnej wartości naukowej. Genialne źródło do cytowania – brawo dla prokuratury! Była szansa na dokonanie przełomowej analizy prawnej, która mogłaby służyć jako wyznaczenie pewnych standardów. Tej jednak nie wykorzystano. Argumentację się jakoś "zatenteguje". 

Mimo to prokurator doszedł do prawidłowych wniosków. Lekarka Gizela Jagielska nie złamała prawa usuwając ciążę w 36. tygodniu. Przesłanka zagrożenia życia lub zdrowia kobiety (art. 4a ust. 1 pkt 1 ustawy o planowaniu rodziny) nie ogranicza czasowo terminu terminacji ciąży. Prokuratura wskazała, że zaświadczenie nie budziło zastrzeżeń co do jego rzetelności, a opinia lekarska była wystarczającą podstawą do przeprowadzenia zabiegu. Pani Anita nie była namawiana do dokonania aborcji. 

W świetle prawa nie ma podstaw, by lek. Gizela Jagielska ponosiła odpowiedzialność karną. I tylko Braun i jego zwolennicy wiedzą lepiej. Lekarce i jej mężowi nie przedłużono kontraktu w szpitalu w Oleśnicy. Beata Kempa podziękowała za to Bogu i ludziom modlącym się i życzyła, żeby słońce zajaśniało nad miastem, a dobro wraz z narodzeniem maleńkiego Chrystusa przyniosło radość i rozgościło się na dobre.  

Jak wynika z informacji medialnych, zażalenie na decyzję Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy miała skierować I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska. Wygląda więc na to, że to nie jest jeszcze koniec tej sprawy.

Dostęp do postanowienia o umorzeniu śledztwa otrzymałem od Kolektywu Legalna Aborcja. 

Przeczytaj źródło