Przypomnijmy - dokument, którego szczegóły trafiły do mediów, zmusiłby Ukrainę m.in. do oddania Rosji części swoich terytoriów, w tym Donbasu, a także ograniczenia liczebności armii i deklarację rezygnacji z akcesji do NATO. Wszystko to w zamian za niejasno sprecyzowane gwarancje bezpieczeństwa.
"To jest już niebezpieczne"
Zdaniem generała Romana Polko pomysł, że "europejskie myśliwce będą stacjonować w Polsce", "nijak ma się do pokoju w Ukrainie". - To jest naprawdę zbędny zapis, którego w tym porozumieniu nie powinno być (...). Jeżeli wpisujemy do umowy kwestie dotyczące obecności struktur NATO na północno-wschodniej flance, to jest już niebezpieczne - zwrócił uwagę Polko.
Nasz rozmówca zastanawiał się, czy może oznaczać to, że "jest jakaś wątpliwość, czy mogą stacjonować w Polsce". - To jest jakieś nieporozumienie. Nie powinno to mieć miejsca. Przedmiotem tego pseudopokojowego porozumienia nie jest to, co robi NATO, gdzie rozmiesza siły, gdzie stacjonuje, tylko kwestia pokoju w Ukrainie - dodał gen. Polko.
- Polska jest największym krajem wspierającym Ukrainę i jeżeli jakieś zastrzeżenia dotyczą Polski, to niejako automatycznie przekłada się to na Litwę, Łotwę, Estonię. Nie byłoby dobrze, żeby umowa, która ma zatrzymać zabijanie przez Rosjan Ukraińców, była rozszerzana w myśl tego, co powiedział Ławrow na początku wojny, jeszcze w 2022 roku, że tu wcale nie chodzi o Ukrainę, tylko o ład światowy - zwrócił uwagę wojskowy. Jego zdaniem "jeżeli w tej umowie miałyby być określane tego typu zapisy, to naprawdę wracamy do koncertu mocarstw, gdzie Stany Zjednoczone razem z Rosją na nowo układają mapę geopolityczną Europy". - Nie patrzą na członkostwo Polski, Litwy, Łotwy, Estonii w Sojuszu NATO, w Unii Europejskiej. Starają się nakreślać linie, naruszające suwerenność naszych krajów i prawo decydowania o tym, jakie wojska, jakie siły mogą stacjonować na zaproszenie na przykład Polski czy na zaproszenie Łotwy i Estonii - dodał Polko.
Generał zwrócił też uwagę, że zapis dotyczący europejskich myśliwców prawdopodobnie można odczytywać tak, że "jeżeli będą stacjonować w Polsce, to znaczy, że np. w Estonii już nie będą mogły".
Konieczna wcześniejsza reakcja na działania Rosji?
- Kraje bałtyckie są przerażone. Rozmawiałem z Łotyszami, którzy powiedzieli, że jeżeli nie będziemy wcześniej działać, to Rosja zje nas na śniadanie - powiedział gen. Polko. Dodał również, że odpowiada mu postawa estońskiego generała, który twierdzi, że "nie należy czekać, aż zostaniemy zaatakowani".
- Otóż nie możemy być naiwnymi idiotami, takimi średniowiecznymi rycerzami, którzy przegrywali z barbarzyńcami, z Mongołami, bo w tej wojnie Putin nie trzyma się żadnych zasad, oszukuje. A my, pisząc jakieś szlachetne porozumienia z wieloma niedopowiedzeniami, myślimy, że gdy uda się podpisać ten dokument, to doprowadzimy do pokoju i jednocześnie pozbywamy się tych aktywów, które mamy - zwrócił uwagę nasz rozmówca.
Wojskowy o dokumencie
- Jest w nim wiele takich zapisów, właściwie niemal w każdym punkcie, które nie rozwiązują problemu, tylko rodzą pytania. Tak jak ten mówiący o tym, że jeżeli Ukraina wystrzeli jakąś rakietę czy zaatakuje Rosję - tak jakby Ukraina miała w interesie atakowanie Rosji - to wówczas porozumienia nie będą ważne. Przecież mamy cały czas świadomość, że Rosja nie ma najmniejszego problemu z tym, żeby działać pod obcą flagą i żeby taką prowokację przeprowadzić, a nawet oświadczyć, bez przeprowadzenia prowokacji, że została przez Ukrainę zaatakowana. I tak jak nie przestrzegała ani postanowień mińskich, ani porozumienia budapesztańskiego, tak samo złamie to porozumienie, jeżeli nie będzie mocno gwarantowane obecnością NATO albo nie będzie stała za tym realna siła - mówił gen. Polko.
Ekspert podkreślił, że to porozumienie to "coś więcej niż akt kapitulacji Ukrainy". Zwrócił uwagę, że "Ukraina miałaby zaakceptować zajęcie przez Rosję określonych terenów, a dodatkowo dorzucić te, których Rosji nie udało się przez 11 lat zdobyć". Generał zwrócił też uwagę, że plan zapowiada powrót cerkwi rosyjskiej, która stałaby się narzędziem indoktrynacji obywateli Ukrainy i mogłaby prowadzić swoją wojnę informacyjną, jednocześnie propagując postawę wybaczania zbrodniarzom. - Ukraina ma wiele słabości, ale nie musi kapitulować, bo wcale na froncie nie ponosi tak druzgocącej klęski - dodał gen. Polko. Wojskowy podkreślił także, że "w tej chwili Unia Europejska i Ukraina starają się doprowadzić do tego, żeby jakoś złagodzić to porozumienie".
Rosja zaspokaja ego Trumpa?
- Trump naprawdę mnie rozbawia tymi przypowieściami o kartach atutowych, bo ma wszystkie, tylko nie potrafi nimi grać - powiedział nam gen. Polko. Ujawnił także, że z dużym dystansem podchodził do stwierdzeń, że "wreszcie Trump coś zrozumiał, Rosja przekroczyła czerwoną linię, a teraz Trump będzie już wspierał Ukrainę".
Jak podkreślił Polko, prezydent USA "ma za wzór Ronalda Regana - konsekwentną, mocną politykę, trzymanie się razem sojuszu". - Nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg, to jest klucz do sukcesu. Rosja przyjmuje tylko język czynów, działań i gardzi strachem, a jeżeli widzi strach, to po prostu tym się karmi. W tej chwili Rosji udało się zdestabilizować Zachód, skłócić Stany Zjednoczone z Europą i podjąć rozmowy z Trumpem, obiecując mu nie wiadomo co, wręcz zaspokajając jego ego na wszelkie sposoby - stwierdził gen. Polko.



English (US) ·
Polish (PL) ·