Choć paladyn w teorii nie pojawiał się we wszystkich odsłonach Diablo (tak naprawdę dostępny był tylko w Diablo 2), tuż obok barbarzyńcy i nekromanty, jest dla serii chyba najbardziej ikoniczną klasą. Coś w świecie Sanktuarium oraz odwiecznym konflikcie Piekła i Nieba sprawia, że klasa świętego wojownika, z demonami walczącego nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że tak nakazuje mu wiara — po prostu idealnie tu pasuje. Nic więc dziwnego, że o pojawienie się paladyna w Diablo 4 — wszyscy prosili od dawna. No i się w końcu doprosili, bo wraz z nadchodzącym w kwietniu 2026 roku dodatkiem Lord of Hatred, paladyn stanie się oficjalnie częścią nowej odsłony.
Kiedy ma premierę dodatek Lord of Hatred?
Jakie obawy budzi nowy dodatek do Diablo 4?
Jak można grać paladynem przed premierą dodatku?
Dlaczego paladyn jest popularną klasą w Diablo 4?
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
A nie, wróć. Tak to wyglądałoby wtedy, gdyby Blizzard zdecydował się na tradycyjne rozwiązanie. Ale się nie zdecydował, a zamiast tego — choć sam dodatek zadebiutuje dopiero za pół roku, paladynem pograć można już teraz. Oczywiście wtedy, gdy zapłacimy, zamawiając Lord of Hatred przedpremierowo. Konstrukcja przedziwna, ale niestety spójna z tym, co Blizzard od dawna robi z Diablo 4. A robi to, co niewątpliwie czyni z gry projekt, który rozwijać będzie można i przez dekadę, ale który z perspektywy graczy oznacza jedno — otóż nowy content otrzymujemy w bardzo, ale to bardzo powolnym tempie.
Premiera podstawowej wersji Diablo 4 miała miejsce w czerwcu 2023 roku. Dwa i pół roku później, gra przesadnie mocno nie różni się od swojego początkowego stanu — oczywiście doszło kilka nowych aktywności, nieco nowych przedmiotów, po 11 sezonach część systemów zagościła na stałe, a Vessel of Hatred dodatkowo wprowadziło nową klasę. Ale jeżeli te tempo zostanie utrzymane, w grze o Diablo, z samym Diablo, powalczymy przy dobrych wiatrach może w 2027-2028 roku. Wiele wskazuje niestety na to, że Blizzard potrzebnych w grze zmian, zwłaszcza w problematycznym endgame'ie, może nie tyle się boi — co świadomie wprowadza je w ślimaczym tempie, co jakiś czas rzucając nam niekiedy naprawdę niezłe, ale jednak dość niewielkie, kawałki nowego contentu.
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
Wprowadzenie paladyna, wpisuje się w tę strategię idealnie. Ludzie, którzy są nim zainteresowani i chcą pograć obecnie zdecydowanie najpotężniejszą klasą, oczywiście kupią dodatek już teraz. Pograją, może przy okazji kupią jeszcze jakąś dodatkową skórkę czy karnet bojowy i wrócą do gry ponownie, w momencie debiutu Lord of Hatred — za który raz już w końcu zapłacili. Blizzard dawkując dostęp do poszczególnych nowości sprawia jednak, że nawet jeśli sesje z grą nie są wybitnie długie, to są... częste. I mocno rozciągnięte w czasie.
A z monetyzacyjnego punktu widzenia — ma to ogromną wartość. Bo o wyciągnięcie dodatkowych pieniędzy z naszych portfeli jest znacznie łatwiej wtedy, gdy gramy w daną grę po trochu, ale przez powiedzmy pięć lat... niż wtedy, gdybyśmy grali w coś bardzo dużo i intensywnie, ale jedynie przez kilka miesięcy.
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
Dłuższa ekspozycja na mikrotransakcje zdaje się, że stoi u podstaw polityki Blizzarda dotyczącej wydania Lord of Hatred i obawiam się, że będzie ona powtarzana także i przy kolejnych rozszerzeniach. Bo widać, że się sprawdza, a ja sam, biegając po Sanktuarium, aby sprawdzić, jak paladynem się gra, spotykałem na mapie praktycznie tylko i wyłącznie tę klasę. Paladynem grają bowiem obecnie wszyscy i jest ku temu bardzo dobry powód — związany nie tylko ze "świeżością" tejże klasy.
A właściwie dwa powody. Po pierwsze — paladyn nie dość, że idealnie tematycznie do Diablo 4 pasuje, to fenomenalnie się nim po prostu gra. Mam do tej odsłony serii obecnie mnóstwo uwag w kwestii zawartości oraz projektu poszczególnych systemów, itemizacji, endgame'u i całej reszty, ale przez kilkanaście godzin, jakich potrzebowałem na dotarcie do najwyższego poziomu Udręki z paladynem, bawiłem się z grą chyba najlepiej od początku jej istnienia. Koniec końców zaczęły oczywiście do głosu dochodzić wszystkie jej problemy, ale paladyn i tak skutecznie przez długi czas je "zagłuszał".
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
Oczywiście początkowe eksperymentowanie z umiejętnościami podzielonymi na cztery główne kategorie (Sędzia, Adept, Moloch, Zelota) skażone było licznymi błędami po mojej stronie i skutkowało dość ślamazarnym rozbijaniem kolejnych hord, ale gdy odblokowałem w końcu umiejętności potrzebne do odtworzenia prawdopodobnie najsłynniejszego buildu w historii serii, czyli Hammerdina — zabawa zaczęła się na całego.
Dla tych z Was, którzy raczej od klasy świętych wojowników trzymali się z dala — krótkie wyjaśnienie. Hammerdin to potoczna nazwa paladyna wykorzystującego w głównej mierze tzw. młoty sprawiedliwości — specjalny czar pozwalający przywołać wirujące wokół postaci młoty. W Diablo 2 był to jeden z najczęściej używanych archetypów, w Diablo 3, gdzie grać mogliśmy krzyżowcem — również podobny build był dostępny. W Diablo 4 również czeka go wielka kariera i poza mną, chyba 90 proc. grających paladynem, których spotykałem w otwartym świecie, również korzystała z tej umiejętności, często łącząc ją ze skillem pozwalającym na przyjęcie postaci niebiańskiego arbitra.
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
Z której strony na to by nie spojrzeć — przynosi to strasznie dużo frajdy, bo jest zwyczajnie... szalenie potężne. I tak jak spirytysta z Vessel of Hatred w chwilę po premierze, tak i paladyn z Lord of Hatred w momencie swojego debiutu jest absolutną czołówką, jeśli chodzi o skuteczność demolowania demonicznych hord. Żadna inna klasa nie rozprawia się z wrogami tak szybko i żadna inna nie pozwala dotrzeć tak głęboko w Dołach Rzemieślnika. Widać to zresztą i po wszystkich prowadzonych przez społecznościach i tier-listach, na których Hammerdin dominuje. A inne warianty paladynów, nawet jeśli nieco słabsze, wypadają wyraźnie mocniej niż pozostałe klasy.
Dla Blizzarda to sposób dodatkowego monetyzowania zawartości — gdyby scena PvP jakkolwiek funkcjonowała, można by mówić wprost o pay-to-win. Z racji tego, że większość ogrywa jednak ekskluzywnie PvE, to raczej sprzedawanie potęgi, mające zachęcić do wydatków tych graczy, którzy chcą w obrębie gry realizować tzw. "power fantasy". Bo choć najbardziej zoptymalizowane buildy barbarzyńcy i druida potrafią być niezwykle satysfakcjonujące, w kwestii efektywności w czyszczenia mapy z wrogów, nawet nie stały obok paladyna.
Diablo 4 - screenshot z gry (wersja na PC)Żródło: Blizzard / Łukasz Gołąbiowski
Mam co do tego wszystkiego, więc dość mieszane uczucia. Z jednej strony — paladyn to niezwykle klimatyczny, świetnie wyglądający i satysfakcjonujący w graniu dodatek do "czwórki". Z drugiej strony — model, w jakim jest do gry wprowadzany, jest absolutnie karygodny i nie powinien mieć po prostu miejsca. Jeżeli i tak wiecie, że w Lord of Hatred będziecie grali bez względu na wszystko — jedyne co mogę zasugerować, to kupienie dodatku... ale dopiero na chwilę przed premierą. W ten sposób zapewnicie sobie dostęp do wszystkich preorderowych bonusów i kosmetycznych przedmiotów, ale jednocześnie dacie znać Blizzardowi, że decydując się na przygotowywanie rozszerzeń, powinni wydawać je w całkowicie innym modelu. Nie z półrocznym wczesnym dostępem do części, nie z dziwnymi cenowymi zawirowaniami dotyczącymi łączenia w pakiet innych dodatków, a uczciwie, prosto i z interesem gracza w centrum. Naiwne? Zapewne tak, ale w coś w końcu trzeba wierzyć.





English (US) ·
Polish (PL) ·